Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Co spędziło mi sen z oczu – recenzja książki „Bezsenność”

Z renomowanymi autorami to jest tak, że sięgam po nich głównie wtedy, gdy nie mam ochoty eksperymentować. Myślę sobie: „przeczytałabym dobrą, rosyjską fantastykę” i sięgam po Diaczenków czy Strugackich. Innym razem, gdy mam ochotę na coś humorystycznego, to pędzę po Pratchetta. Z kolei łaknąc horroru, zabieram się za Stephena Kinga. Podejmując takie wybory, zwykle miałam ten komfort psychiczny, że dostanę dokładnie to, czego oczekuję. Z przykrością musiałam zrewidować ten system doboru lektur, gdyż okazał się mylący. Moje oświecenie dokonało się bez udziału medytacji pod drzewkiem Bo, za to przy lekturze wymienionego wcześniej Kinga i jego „Bezsenności”.

Bohaterem powieści jest Ralph Roberts, starszy już człowiek, który z dnia na dzień coraz gorzej sypia. Prawdę powiedziawszy, praktycznie nie może zmrużyć oka. Sama bezsenność irytuje go niesamowicie, ale nie to jest najgorsze. Ralph zaczyna doznawać coraz dziwniejszych halucynacji. Początkowo są to barwne otoczki wokół mijanych ludzi, pojawiające się raz na jakiś czas. Później robi się jeszcze gorzej – bohater dostrzega małe ludziki, rodem z „Archiwum X”, biegające po ulicy ze skalpelem lub nożycami.

Ralph mieszka w niewielkim miasteczku, Derry. Dziwne objawy, które towarzyszą jego bezsenności, zgrały się w czasie akurat z zamieszkami, jakie pojawiają się w mieście. Są one związane z przybyciem do Derry znanej aktywistki ruchów feministycznych, która ma wygłosić przemowę w obronie ośrodka dla kobiet, gdyż zagraża mu likwidacja. Jak twierdzą niektórzy mieszkańcy – jest to również klinika aborcyjna, co staje się głównym powodem rozruchów.

Na tło społecznych stosunków w Derry i problemów samego Ralpha rzucone zostają kolejne, zindywidualizowane postacie. Oczywiście są to szaleńcy, pokroju Eda Deepneau, który planuje zniszczenie centrum zła, jakim jest ośrodek. Główny problem polega na tym, że wśród ludzi, którzy tam przebywają, jest chłopiec, w rękach którego spoczywają losy świata. Całą sytuację może naprostować, rzecz jasna, dzielny Ralph i jego niemłoda towarzyszka. Wątek miłosny w tej powieści jest wprost zniewalający. W każdym razie – mnie powalił. Do tego stopnia, że przez pół książki miałam poczucie, iż przedzieram się przez wszystkie kręgi dantejskiego piekła.

Jak wiadomo – każdy wielki pisarz ma swoje wzloty i upadki. „Bezsenność” zaliczam do takiej depresji, w którą Stephen musiał wpaść. Całe szczęście, że nie na długo ( książkę wydano w 1994 r., kolejne tomiszcza, popełnione przez Kinga, są już tylko lepsze). Nie zmienia to jednak faktu, że książki tej nikomu nie polecam. Chyba, że ktoś gustuje w gradualistycznych teoriach istnień, mesjaszach na peryferiach, tudzież miłości wśród podstarzałych bohaterów, ratujących świat od zagłady.

Ocena: 1.5/5

Dyskusja