Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ostatni rewolwerowiec równoległych światów – recenzja książki „Mroczna Wieża: Roland”

Moje pierwsze zetknięcie z twórczością Stephena Kinga miało miejsce niedawno. Książką, którą przeczytałem, była „Zielona Mila”. Pamiętam, iż za lekturę zabrałem się pod wpływem filmu. Byłem zadowolony zarówno z książki jak i ekranizacji. Parę dni temu dane mi było przeczytać kolejne dzieło Króla – pierwszy tom cyklu Mroczna Wieża, o tytule „Roland”.

Na jałowej, spieczonej ziemi, przypominającej planetę po apokaliptycznej zagładzie czy jeden ze światów równoległych, istniejących obok naszego, pozostały tylko ślady dawnej upadłej cywilizacji. Ten złowrogi świat przemierza Roland, ostatni z dumnego klanu rewolwerowców, ścigając człowieka w czerni, który posiadł tajemnicę Wieży – mistycznego miejsca, gdzie być może uda się rozwiązać zagadkę czasu i przestrzeni.

„Roland” to książka, która podobała mi się średnio. Ma ona parę mocnych, ale i kilka słabszych stron. Do tych mocniejszych mógłbym zaliczyć klimat, jaki towarzyszy lekturze. Czytając „Rolanda” czułem się, jakbym przeżywał opisywane przygoda wraz z Rewolwerowcem. Świat przedstawiony w książce przez długi czas kojarzył mi się z Neuroshimą. Jest on tak naprawdę jednym wielkim pustkowiem. Tę ogromną jałową ziemię autor ukazuje w sposób perfekcyjny.

Trudno mi ocenić bohaterów występujących w książce. Znalazło się tu miejsce na kilka interesujących postaci (Rewolwerowiec czy Człowiek w czerni), ale też na wiele kiepsko opisanych, z którymi trudno się w jakikolwiek sposób utożsamić. Należy do nich między innymi chłopiec Jake, który odgrywa przecież w powieści dosyć znaczącą rolę. Podobnie jeśt jednak z bohaterami pobocznymi. Odniosłem dziwne wrażenie, jakoby King interesował się tylko Rolandem i Człowiekiem w czerni, podczas gdy reszta postaci to pionki, które mają urozmaicać powieść.

„Rolanda” czyta się przyjemnie tylko na początku i na końcu. Pierwsze kilkadziesiąt kartek zwiastuje dobrą lekturę, jednak później zaczyna się robić po prostu nudno. I nie pomagają tu nawet tak ciekawe wydarzenia jak spotkanie z gadającym krukiem czy walka z mutantami w podziemiach. Książka ocieka w dłużyzny, które czyta się, byle tylko przybrnąć dalej. Nudę przerywa dopiero ostatni rozdział. Przekonałem się, iż wszystkie wydarzenia, o których czytałem do tej pory, były tylko pretekstem, by dotrzeć w końcu do tych kilkunastu doskonale zapisanych kartek. Autor porusza tam fundamentalne problemy, pozwala, by jego przemyślenia przelały się na papier. Nie jest to może nic odkrywczego, ale na pewno zmusza do myślenia. Szybko doszedłem do wniosku, iż warto było przeboleć te ponad dwieście stron nudy dla tak interesującego finału. Do pewnego stopnia ratuje to całość, choć nie zmienia faktu, iż większość poprzedzających ten rozdział wydarzeń bardziej nudzi, niż ciekawi czytelnika.

Książka została wydana poprawnie, nie znalazłem w niej literówek ani błędów stylistycznych. Okładka idealnie pasuje do nastroju lektury. Całość liczy dwieście pięćdziesiąt sześć stron i kosztuje około piętnastu złotych – cena może się różnić w zależności od sklepu, w którym kupujecie.

Pierwszy tom „Mrocznej Wieży” nie powala. Pozwala mieć jednak nadzieję, iż kolejne odsłony cyklu będą lepsze. Szkoda, że przez bardzo długi czas powieść najzwyczajniej nudzi. Doskonały ostatni rozdział niestety nie jest w stanie uratować dobrej technicznie, ale i tak nużącej całości. Póki co, pozostaje nam czekać. Czekać w nadziei, iż „Powołanie trójki” będzie prezentowało wyższy poziom niż „Roland”.

Ocena: 5/10

Wyd. Albatros

Tytuł: Mroczna Wieża I: Roland
Tytuł oryginału: The Dark Tower I: The Gunslinger
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Ilość stron: 256
Rok wydania: 2002
ISBN: 83-88087-84-3
Cena: ok. 15zł

Dyskusja