Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Polska Postapokalipsa – recenzja książki „Operacja Dzień Wskrzeszenia”

Andrzej Pilipiuk jest cenionym autorem wśród amatorów fantastyki. Swoje pierwsze opowiadania publikował już w latach ’90 na łamach m.in. „Fenixa”, ale prawdziwą sławę i uwielbienie czytelników przyniosła mu saga o Jakubie Wendrowyczu. Niestety jeszcze jej nie czytałem, ale słyszałem wiele bardzo pochlebnych opinii na jej temat (m.in. recenzja na Bestiariuszu) więc jak tylko dorwę ją w swoje łapki… no chodzi o to, że Pilipiuk na pewno wart jest poświęcenia uwagi. Właśnie przeczytałem jego najnowsze dzieło pt. „Operacja Dzień Wskrzeszenia” i dzielę się z Wami moimi uwagami.

Jest rok 2014. Świat po globalnym konflikcie nuklearnym wywołanym przez polskiego prezydenta Pawła Citkę jest w powijakach. 90% ludności zginęło w ciągu kilku minut – ponad 5 miliardów ludzi wyparowała, a miliony cierpią w skutek otrzymania ogromnych dawek promieniowania. Niewielu szczęśliwców przeżyło bez szwanku, a i tak w tej sytuacji trudno nazwać ich farciarzami. Starają się jakoś prowadzić normalne życie, dzieci chodzą do szkoły, kwitnie handel wymienny – ot, zwykła postapokaliptyczna rzeczywistość. Jednakże nie wszystko zostało doszczętnie zniszczone: kilkadziesiąt metrów pod ziemią, w centrum Warszawy mieści się supertajny, rządowy instytut naukowy, a pracujący tam inżynierowie wynaleźli sposób na podróżowanie w czasie! Teraz najważniejszą misją wagi państwowej jest wysłanie ekipy w przeszłość i zmiana biegu historii. Próbowało wielu i wielu też zginęło, czy kolejnej grupie śmiałków się uda?

Temat podróży czasoprzestrzennych co jakiś czas przypominany jest zarówno w literaturze jak i filmie (zresztą w komiksie też). Do najbardziej znanych i lubianych należy chyba seria „Powrót do Przyszłości” Stevena Spielberga oraz film pod wymownym tytułem „Maszyna Czasu” (kilka lat temu powstał remake tego hitu sprzed ponad 40 lat, IMO nieudany). Pilipiuk przypomina tą tematykę i z mniejszym lub większym sukcesem pokazuje nam swoją wizję tegoż fenomenu.

Powieść czyta się bardzo przyjemnie, ani się obejrzałem, a już kończyłem tą prawie 500-stronicową księgę. Styl pisarza jest bardzo lekki i zarazem dynamiczny. Często stosuje krótkie zdania i skrócone opisy w celu przyspieszenia akcji, a muszę powiedzieć, że dzieje się i to sporo. Aby wyczerpać niektóre wątki książka musiałaby „ważyć” chyba z 1500 stron, no ale jest to przede wszystkim dobry kryminał osadzony w niekonwencjonalnej scenerii, zbytnie przeciąganie jest nawet nie wskazane. Akcja dzieje się na przemian w kilku epokach: XXI wiek, połowa XIX stulecia, gdzie Polska była pod zaborami, a nawet średniowiecze. Autor serwuje nam w międzyczasie mnóstwo smacznych ciekawostek i historycznych anegdotek, które tylko dodają uroku do całości. Podoba mi się zestawienie nowoczesnej technologii, jaką dysponują przybysze z przyszłości z prymitywną, ale często nie mniej skuteczną bronią ówczesnych ludzi. Kilka razy szczerze się uśmiałem, np. z opisu Marsa jaki nauczyciel z 1850 roku przedstawiał swoim uczniom – dość ciekawy przyznam. Co kilkadziesiąt stron możemy oglądać charakterystyczne dla wydań z Fabryki Słów czarno-białe ilustracje, tym razem autorstwa Grzegorza Domaradzkiego.

Bohaterowie nie są skomplikowani, nie ma tu czasu na dogłębną analizę psychologiczną jak u Dostojewskiego, natomiast ważne, że są żywi – z sympatią wczytywałem się w ich losy i z niecierpliwością odsłaniałem kolejne karty przygody, drobna „płytkość charakterów” wcale mi nie przeszkadzała. Dialogi są logiczne i naturalne, autor dobrze operuje młodzieżowym slangiem.

Główny minus powieści jaki przychodzi mi do głowy to zakończenie. Moim zdaniem trochę przesadzono z tym dynamizmem i urywanymi wypowiedziami, ponieważ za pierwszym razem nic nie zrozumiałem z ostatecznej akcji – musiałem przeczytać jeszcze 2-3 razy żeby dobrze załapać sens. Momentami też gubiłem się w zawiłościach wywodów dot. czasoprzestrzeni, zrzucam to na karb niepełnych opisów, po prostu w niektórych miejscach autor powinien to lepiej wyjaśnić.

Reasumując: nowe dzieło Andrzeja Pilipiuka jest bardzo udane, czyta się przyjemnie i pozostawia uczucie satysfakcji, mi przyniosło wiele radości i cieszę się, że zainwestowałem w to 29,90, bo tylko tyle kosztuje. Do tego Fabryka Słów jak zwykle raczy nas piękną, błyszczącą okładką, która ładnie prezentuje się na półeczce. Wystawiam wysoką ocenę i serdecznie zachęcam do lektury. Jestem pewien, że wam się spodoba, na wspomniane minusiki w ogóle się nie zwraca uwagi.

Ocena: 9/10.

Tytuł: Operacja Dzień Wskrzeszenia
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Rok wydania: 2006
Stron: 496

Dyskusja