Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ponura wizja bez happy endu – recenzja książki „Rok 1984”

„Rok 1984” George’a Orwella miałem przeczytać już dawno temu, jednak z jakiś powodów tego nie uczyniłem. Czy to z natłoku spraw, czy po prostu nie miałem klimatu na tego typu powieść, jednak zawsze czekała na mnie leżąc grzecznie na regale. W końcu zebrałem się w sobie i sięgnąłem na półeczkę…

WOJNA TO POKÓJ
WOLNOŚĆ TO NIEWOLA
IGNORANCJA TO SIŁA

„WIELKI BRAT PATRZY – to właśnie napisy tej treści, w antyutopii Orwella krzyczące z plakatów rozlepionych w całym Londynie, natchnęły twórców telewizyjnego show „Big Brother”. Czyżby wraz z upadkiem komunizmu wielka, oskarżycielska powieść straciła swoją rację bytu, stając się zaledwie inspiracją programu rozrywkowego? Nie. Bo ukazuje świat, który zawsze może powrócić. Świat pustych sklepów, permanentnej wojny, jednej wiary; klaustrofobiczny świat Wielkiego Brata, w którym każda sekunda ludzkiego życia znajduje się pod kontrolą, a dominującym uczuciem jest strach. Świat, w którym ludzie czują się bezradni i samotni, miłość uchodzi za zbrodnie, a takie pojęcia jak „wolność” i „sprawiedliwość” nie istnieją. Na kuli ziemskiej są miejsca, gdzie ten świat wciąż trwa. I zawsze znajda się cudotwórcy gotowi obiecywać stworzenie nowego, który od wizji Orwella dzieli tylko krok. Niestety, piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami. A dwa plus dwa wcale nie musi się równać cztery.” (*)

Może zabrzmi to nieprawdziwie, ale „Rok 1984” to jedna z najstraszniejszych książek jakie dane mi było w życiu przeczytać. Tuzowie grozy typu King czy Masterton mogą się schować, ponieważ dzieło Orwella przeraża jak nic innego. To co jest w nim najstraszniejsze, to świadomość, że wizja autora mogłaby się ziścić naprawdę, a mając w pamięci Związek Radziecki za czasów Stalina, obecny ustrój na Kubie, w Chinach czy Korei Północnej, możemy sobie tylko wyobrazić co przeżywają mieszkający tam ludzie.

„Ludzie ludziom zgotowali ten los” – ten znamienny cytat Zofii Nałkowskiej pasuje do powieści jak ulał. Czytając nie raz łapałem się za głowę i myślałem „Boże, to straszne”, zastanawiałem się co jest gorsze: fizyczne upodlenie, gnojenie i tortury, czy przemoc psychiczna, szantażowanie, zastraszanie… tego wszystkiego doświadczają mieszkańcy Oceanii. W każdym domu zamontowany jest teleekran, kontrolujący codzienne życie każdego człowieka, służący do przekazywania propagandy za razem – napływa z niego nieustanny bełkot o nowych osiągach na froncie wojennym lub w dziedzinie gospodarki, nie da się go wyłączyć, a co najwyżej przyciszyć. Na każdym rogu wisi wszechwidząca podobizna Wielkiego Brata i Angsocu (socjalizm angielski, oficjalnie panujący ustrój polityczny). Obywatel z każdej strony jest kontrolowany, ale zdecydowanie najgorsza jest Policja Myśli – nieomylna instytucja tropiąca wszelkie przejawy nieprawomyślności. Miłość, współczucie i inne uczucia wyższe są zakazane, zgoda od Partii na małżeństwo może być wydana tylko w przypadku, gdy nie ma wątpliwości że dwie osoby są dla siebie nieatrakcyjne. Seks jest złem koniecznym i nazywany jest „obowiązkiem wobec Partii”, dzieci od małego uczęszczają do „Kapusiów”, a choćby pomyślenie w złym kontekście o WB i Partii jest „myślozbrodnią”. Taki świat prezentuje nam George Orwell – straszny, nieprawdaż?

Powieść wzbudziła we mnie skrajne emocje, przede wszystkim strach i wkurzenie. Lęk przed spełnieniem się tej szalonej wizji, a wkurzenie, że nawet dzisiaj, w XXI wieku są na świecie rządy totalitarne, gdzie człowiek żyje jak bohater powieści Winston Smith – bez najmniejszych nawet perspektyw na lepszą przyszłość. Winston stara się zbuntować, próbuje dotrzeć do Podziemia, lecz cały czas jest świadomy o nieuchronności kary jaka go spotka za nieposłuszeństwo, nie ma nadziei.

Pod względem technicznym książce nic nie brakuje, autor zgrabnie przechodzi od dialogów i żywych opisów do wewnętrznych przemyśleń bohatera.. Momentami może przygniatać polityczno-społeczne słownictwo, ale taki styl i konwencja. Orwell stworzył zalążek nowego języka – „nowomowy” jakim posługują się członkowie Partii (na końcu znajduje się cały rozdział zajmujący się jego strukturą), co dodatkowo nadaje ponurego realizmu całej historii. „Rok” kojarzy mi się z świetnym filmem Equilibrium Kurta Wimmera (w roli głównej Christian Bale), jaki kilka lat temu gościł na ekranach kin. Widać, że reżyser mocno sugerował się dziełem Orwella – obraz swoim klimatem jest zbliżony do tego panującego w powieści, więc jeżeli widzieliście, to macie nędzną namiastkę.

Muszę powiedzieć, że opisywany tytuł jest jedną z najlepszych książek jaką dane mi było czytać, żałuję tylko, że przekonałem się do niej tak późno (chociaż z drugiej strony jako młodszy nie zrozumiałbym części przesłania). Jest to bardzo ponura wizja, bez happy endu i wręcz przygniatająca swoim ciężarem, powinna być traktowana jako przestroga dla ludzkości i każdego z nas.

Moja cena: 10/10.

Tytuł: Rok 1984
Autor: George Orwell
Tłumaczenie: Tomasz Mirkowicz
Wydawnictwo: Muza, seria Galeria
Rok wydania: 2001
Stron: 348
Cena: 24,90 zł

(*) Nota z okładki.

Dyskusja