Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Armia Wilków”

Wilkołaki to niezwykle wdzięczny temat do tworzenia filmów. Jeszcze jakiś czas temu reżyserzy wiedzieli o tym bardzo dobrze i przynajmniej raz na dwa lata oddawali w nasze ręce obraz traktujący o tych likantropach. Ostatnimi czasy pojawiła się jednak moda na inne horrory, tak zwane slashery, w których to bandy rozrywkowych nastolatków ratują swoje życie przed psychopatycznymi mordercami. A o potworach znanych z najrozmaitszych mitów i legend najwyraźniej wszyscy zapomnieli. Wiadomość, że brytyjski reżyser nakręcił „Dog Soldiers” przyjąłem więc z pewnego rodzaju nadzieją. Nadzieją, że zobaczę dobry horror, który będzie spełniał zamierzenia gatunku i nie będzie kolejną parodią filmu grozy. Została ona jednak spełniona tylko połowicznie. „Dog Soldiers” to film dobry – ale wątpię, by zdołał kogokolwiek przestraszyć.

Oddział brytyjskich komandosów zostaje wysłany do Szkocji w celu odbycia manewrów treningowych. Wyprawa upływa w spokoju do czasu, gdy nie znajdują rozszarpanych zwłok żołnierzy z bliźniaczej kompanii. Przeżył tylko dowódca. Zszokowani masakrą żołnierze szukają schronienia w odludnej, leśnej chacie. Niedługo przekonują się, że ich wrogiem nie są wcale psychopatyczni mordercy, jak to wcześniej podejrzewali, ale najprawdziwsze wilkołaki. Zamknięci w drewnianym domu pośrodku lasu, otoczeni przez gromadędzikich bestii, mogą teraz polegać tylko i wyłącznie na sobie.

Trudno powiedzieć, by „Dog Soldiers” był typowym horrorem. Debiutanckie dzieło Marshalla to raczej kino klasy B, ale co najważniejsze, nikt nie próbował ukrywać, że tak jest. Film został zrobiony właściwie z przymrużeniem oka, a największy nacisk położono nie na nastrój grozy czy mroczną atmosferę, ale na wartką i dynamiczną akcję. Pełno tutaj humorystycznych wstawek, dowcipnych uwag i zabawnych sytuacji oraz dialogów.

Aktorzy zatrudnieni do filmu spisują się bardzo dobrze. Nie mogę mieć zastrzeżeń do żadnego z nich, wszyscy bez mała zagrali naturalnie i przekonywująco. W całym obrazie pojawiają się tylko dwie kobiety, z czego jedna ginie już w ciągu pierwszych kilkudziesięciu sekund seansu. Nie ma tu więc miejsca na długonogie, wypchane silikonem blondyneczki, które podczas ucieczki przed bestiami potykają się co kilka metrów i narażając własne życie, cofają się po różowe torebeczki. Jedyna kobieta, która odegrała znaczącą rolę w „Dog Soldiers”, a więc Emma Cleasby, spisała się naprawdę dobrze.

Niewiele można zarzucić oprawie dźwiękowej oraz muzycznej. Dźwięk jest dobry, co widać i czuć zwłaszcza odtwarzając obraz na DVD. Muzyka natomiast może nie wpada w ucho i nie zapada na dłużej w pamięć, ale odpowiednio spełnia swoją rolę. Brzmienia są, rzekłbym, typowe dla brytyjczyków – nie porywające, ale przyjemne dla uszu.

Skupmy się teraz jednak na tym, co w filmie o wilkołakach jest rzeczą bardzo ważną. Mianowicie, chodzi mi o wygląd samych bestii oraz poziom efektów specjalnych. Jeśli chodzi o wizerunek likantropów, jaki zaproponował nam Marshall, to nie jest on nawet taki zły. Wilkołaki w „Dog Soldiers” są nienaturalnie wysokie, mają dość chude kończyny, ale za to silnie umięśniony grzbiet i długą, pełną ostrych kłów paszczę. Co zaś się tyczy efektów specjalnych – w filmie jest ich bardzo niewiele. Ot, mamy parę ładnie zrobionych wybuchów i wiele porządnie wykonanych strzelanin. Poza tym, twórcy nie szczędzą widzowi widoku krwi i powypruwanych flaków. Porozrzucane tu i ówdzie wnętrzności wyglądają bardzo naturalnie, tak, że mniej odpornym widzom dokuczać będą delikatne odruchy wymiotne. „Dog Soldiers” z pewnością nie powala pod względem wizualnym. Nie znajdziemy tutaj komputerowych efektów rodem z wysokobudżetowych filmów science-fiction. Ale może to i dobrze… dzięki temu dzieło Marshalla wygląda, że tak się wyrażę, bardziej ‚naturalnie’.

Jakie natomiast „Dog Soldiers” ma wady? No właśnie. Po pierwsze, wygląd wilkołaków jest kwestią sporną. Każdy posiada ich odrębne, własne wyobrażenie. Mnie bestie z „Dog Soldiers” się podobały, ale innym wcale nie muszą przypaśćdo gustu. Poza tym scenariusz, mimo iż całkiem sensownie napisany, posiada kilka niezałatanych dziur, przez co pewne fakty nie łączą się ze sobą w spójną całość. Ostatecznie, zawiedzeni będą Ci, którzy idąc na film do kina bądź wybierając go na półce z wypożyczalni sądzili, że przyjdzie im zobaczyć trzymający w napięciu, przerażający horror. Nic z tych rzeczy – „Dog Soldiers” był robiony z przymrużeniem oka i nikt nawet nie próbuje tego ukrywać.

Podsumowując, „Dog Soldiers” to film udany. Neil Marshall zrobił całkiem solidny obraz, który ogląda się z przyjemnością, Produkcja ta ma kilka dużych zalet, ale i parę poważnych wad. Mimo to twierdzę, że z „Dog Soldiers” warto się prędzej czy później zapoznać, choćby po to, by wyrobić sobie własną opinię na temat obrazu. Ja tymczasem wystawiam szóstkę w dziesięciostopniowej skali.

Tytuł: Armia Wilków
Tytuł oryginału: Dog Soldiers
Reżyseria: Neil Marshall
Scenariusz: Neil Larshall
Muzyka: Mark Thomas
Data premiery: 2003-07-18 (Polska) , 2002-03-22 (Świat)
Czas trwania: 105 min
Kraj: Luksemburg, Wielka Brytania
Obsada: Emma Cleasby, Liam Cunningham, Kevin McKidd, Sean Pertwee, Darren Morfitt

Ocena: 6/5

Dyskusja