Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Basen”

Kupując „Basen” spodziewałem się, że będę miał (nie)przyjemność obejrzeć raczej kiepski film. Czego można się w końcu spodziewać po produkcji leżącej w hipermarkecie w ogromnym koszu z napisem „Teraz tylko 19zł”? Film był też bardzo mało znany. Gdy zajechałem już do domu i połączyłem się z Internetem, okazało się, że mało która wyszukiwarka znajduje choćby jeden trafny wynik na moje zapytanie.

Fabuła filmu jest ciekawa, ale prosta i podobna do innych użytych w niemal identycznych produkcjach. Grupa młodzieży kończącej międzynarodowy college postanawia urządzić huczną imprezę na pożegnanie szkoły. Na miejsce zabawy młodzi ludzie wybierają wielki kompleks basenów. Lekceważą fakt, że urządzanie zabaw jest tam zabronione. Gdy przyjęcie rozkręca się na dobre, okazuje się, że młodych przyjaciół czeka koszmar. wśród obecnych na basenie jest zamaskowany psychopatyczny morderca, który w krwawy sposób eliminuje z zabawy kolejnych bohaterów.

Film jest niemal klonem takich produkcji jak „Krzyk”, „Koszmar minionego lata”, czy „Walentynki”. Bohaterowie są eliminowani podobnie, a motyw zbrodni jest identyczny jak w przypadku wspomnianego filmu. Tak więc skojarzenia z tymi produkcjami są jak najbardziej słuszne.

„Basen” to obraz pełen ciekawych rozwiązań i pomysłów. Nie zmienia to jednak faktu, że film jest momentami nieco prymitywny. Tyczy się to szczególnie dialogów. Przykładowo, nie wiem, jak można osobie leżącej w kałuży krwi, z dziurą w klatce piersiowej, która być może wydaje właśnie z siebie ostatni dech, zadać pytanie „Czy nic ci nie jest?”. Takich smaczków jest więcej i często budzą niezrozumienie lub po prostu rozśmieszenie.

W „Basenie” główny zły, podobnie jak w „Krzyku” i „Walentynkach”, również jest do pewnego momentu zamaskowany. Cały czar filmu, atmosfera grozy i niepewności pryska w chwili, gdy psychopata zdejmuje maskę. W pewnym momencie widzimy go bez osłony na twarz, spokojnie spacerującego po basenie. Widz nie jest na to przygotowany i ma mieszane uczucia – tak przynajmniej było w moim przypadku. Pojawia się pytanie: „Więc to już teraz?”.

„Basen” w żadnym stopniu nie ustępuje ani „Krzykowi” ani „Walentynkom”, jeśli chodzi o brutalność. Sceny morderstw są czasami naprawdę dosadnie ukazane. Przede wszystkim psychopata ma dziwny nawyk dawania do zrozumienia swojej ofierze, że to już koniec, zanim zada ostateczny cios. Muszę przyznać, że jeśli twórcy chcieli wzbudzić złość lub współczucie u widza, to jeśli chodzi o mnie – udało im się to.

Nie mam większych zastrzeżeń do gry aktorskiej w „Basenie”. Nie stoi ona na jakimś szczególnie wysokim poziomie, ale należy zwrócić uwagę na to, że żaden spośród aktorów występujących w filmie nie miał większego doświadczenia w swoim fachu. Być może zostaną oni zauważeni po roli w tym filmie?

Podsumowując, „Basen” to film niespodziewanie dobry. Bierze garściami z podobnych produkcji, ale nie przeszkadzało mi to zbytnio podczas oglądania. Dialogi są kiepskie, ale porządna gra aktorska i wisząca w powietrzu atmosfera niepewności w pełni to rekompensują. Dlatego wystawiam siódemkę w dziesięciostopniowej skali.

Tytuł: Basen
Tytuł oryginału: Swimming Pool – Der Tod feiert Mit
Kraj: Niemcy
Czas trwania: 89 minut
Premiera kinowa: 2001
Reżyseria: Boris von Sychowski
Obsada: Kristen Miller, Elena Uhlig, Thorsten Grasshoff, John Hopkins

Ocena: 7/5

Dyskusja