Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Batman: Początek”

Któż z nas nie zna Batmana, Mrocznego Rycerza, który po stracie rodziców stanął naprzeciw złu i zepsuciu w rodzinnym Gotham City? Wśród miłośników science-fiction zapewne nie ma osoby, która nie słyszałaby o tej postaci ani słowa. Teraz, w osiem lat po nieudanej produkcji „Batman i Robin”, Christopher Nolan zrobił film, który miał w swoich zamierzeniach załagodzić niesmak, wzbudzony wśród fanów po poprzednich dwóch nieudanych produkcjach. Z pewnością nie było to łatwe zadanie – ale udało się! Po tym długim czasie na ekranach kin pojawił się obraz, będący najlepszą ekranizacją przygód superbohatera. „Batman: Początek”, bo o nim mowa, nie tylko spełnił, ale też znacznie przewyższył oczekiwania, które wobec niego żywiłem.

Film inspirowany jest komiksem „Batman: Year One”. Bruce Wayne po tym, jak w dzieciństwie zostaje świadkiem zabójstwa swoich rodziców, postanawia sprzeciwić się złu, które zagnieździło się w jego rodzinnym mieście. W tym celu udaje się na szkolenie do potężnej organizacji zwaną Ligą Cieni, kierowaną przez charyzmatycznego przywódcę Ra’s Al Ghul’a.. Jak się okazuje, potencjał Bruce’a jest tak wielki, że owa organizacja postanawia zwerbować go w swoje szeregi. Wayne odmawia i kieruje się w stronę Gotham City, by jako Batman walczyć z korupcją, gangami oraz bandytami. Wkrótce musi pokonać opętanego psychiatrę, przyjmującego postać Stracha na wróble, by zmierzyć się ze swoim najgroźniejszym wrogiem…

Prawdę mówiąc to nie wiem od czego zacząć… po obejrzeniu najnowszej odsłony Batmana narodził się u mnie ogrom pozytywnych emocji. Ale na początek wspomnę może o poziomie gry aktorskiej oraz dialogach. W obydwu przypadkach ciężko obrazowi cokolwiek zarzucić. Te ostatnie prezentują się tak, jak powinny. Są 'grzeczne' – nie uświadczymy tu żadnych przekleństw i wulgaryzmów, chyba że przeoczyłem coś podczas seansu. Brak przekleństw co prawda nie zawsze jest zaletą, gdyż niektóre produkcje wręcz ich wymagają – ale twórcom Batmana udało się podkreślić dramatyzm pewnych sytuacji nie używając słów ogólnie określanych jako 'brzydkie'. To w sumie dobrze, gdyżprodukcja ta w dużej mierze adresowana jest do młodszych odbiorców. Jakby nie mówić, dialogi cechuje też naturalność. Nie są przesadnie proste, niczym słowa poznańskich dresiarzy, ani też specjalnie wykwintne. Sporo tu za to podniosłych słów, przykładowo „Aby przezywciężyć lęk, sam musisz się nim stać” czy „Określa cię to, co robisz, a nie co masz we wnętrzu”. Jeśli chodzi o grę aktorską, to wszyscy aktorzy bez wyjątku spisali się doskonale. Mimo to na pierwszym planie i tak cały czas jest Christian Bale. To na nim spoczęła największa odpowiedzialność, ale swoją rolę odegrał znakomicie, i to w obydwu jego wcieleniach: Bruce’a Wayne’a i tytułowego człowieka-nietoperze. Dobrze spisała się też jak zawsze piękna Katie Holmes, której w udziale przypadła rola Rachel Dawes. W filmie wystąpił też Morgan Freeman, znajdujący się w mojej czołówce najbardziej cenionych aktorów. Zawsze kojarzył mi się ze świetną rolą w obrazie „Skazani na Shawshank”. Także w „Batman: Początek” pokazał co potrafi, choć odgrywa postać drugoplanową. Na uwagę zasługuje też japończyk Ken Watanabe, grający przywódcę Ligi Cieni – Ra’sa al Ghul’a. Nie ma on bogatego dorobku filmowego, bo zadebiutował rolą Katsumoto w produkcji „Ostatni Samuraj”. Pamiętam, że spisał się wtedy dobrze – podobnie było też w przypadku najnowszej odsłony Batmana. Do „Batman: Początek” zatrudniono najlepszych możliwych aktorów, którzy dali z siebie wszystko i zagrali naturalnie oraz z życiem.

Na pochwałę z pewnością zasługują też efekty specjalne. Oglądając „Batman: Początek” widać pieniądze w nie włożone i mogę z przyjemnością stwierdzić, że nie były to pieniądze wyrzucone w błoto. W filmie praktycznie co chwila coś się dzieje, co druga-trzecia scena obfituje wręcz w efekty wizualne. Niezwykle realistycznie wyglądały eksplozje na samym początku, tuż po tym, jak Bruce odmówił wstąpienia do Ligi Cienia, jeszcze lepiej szaleńcza jazda Batmobilem po ulicach Gotham City, a zniszczenie kolei skonstruowanej przez rodziców Bruce’a to istne arcydzieło – scena ta zapewne na długo zapadnie mi w pamięć. Ciekawie został też przedstawiony efekt działania środku halucynogennego podawanego w areozolu przez osobnika zmieniającego się w Stracha na Wróble, niezwykłe wrażenie wywarł też na mnie lot Batmana nad Gotham City i widok na miasto z lotu ptaka. Wszystko to z pewnością nie wyglądałoby tak wspaniale, gdyby nie świetna scenografia, stworzona głównie bez pomocy techniki komputerowej. Dodaje to obrazowi niemalże teatralnej otoczki. Najpiękniejszy obiekt w scenografii „Batman: Początek”? Bez wątpienia jaskinia, w której zakładał na siebie strój Czarnego Mściciela, i do której wpadł przez studnię na wiele lat przed tym, jak postanawił naprawiać swoje rodzinne miasto. Efekty specjalne oraz scenografia to z pewnością jedne z najmocniejszych stron filmu.

Muzyka w „Batman: Początek” jest bardzo dynamiczna i doskonale potęguje napięcie w widzu. Może nie zasługuje na Oscara, ale jest po prostu dobra i przyjemna dla ucha, mimo że daje o sobie znać tylko w niektórych momentach i nie narzuca się widzowi. Co do udźwiękowienia trudno mieć negatywne uwagi. Siedząc w sali kinowej poznańskiego Kinepolis to właśnie dzięki dźwiękowi można poczuć się jak uczestnik wydarzeń mających miejsce na ekranie. Odgłosy wybuchów, warkot batmobilu czy też brzdęk stali robią naprawdę dobre wrażenie. Świetne udźwiękowienie oraz niezła muzyka to niewątpliwie duże zalety „Batman: Początek”.

Na koniec wspomnę jeszcze o wyposażeniu Batmana. Otóż, większość to sprzęt produkowany przez firmę, która niegdyś należała do ojca Bruce’a Wayne’a. Lucius Fox, jej pracownik odgrywany przez Morgana Freemana, jest szefem wydziału do spraw tego typu nowoczesnych technologii i to on ekwipuje głównego bohatera. Człowiek-nietoperz ma przede wszystkim kevlarową, utwardzaną kamizelkę, której ponoć nawet nóż nie jest w stanie przeciąć. Ponadto ogromna peleryna pozwalająca na latanie oraz specyficzne nakrycie głowy z dwoma różkami po bokach. Dodatkowo, wśród sprzętu Batmana znalazły się metalowe shurikeny w kształcie nietoperzy. Grzechem byłoby jednak nie wspomnieć o pojeździe, którym porusza się nasz superbohater. Batmobil, bo tak się zwie, to coś jak mieszanka sportowego lamborghini z wojskowym pojazdem opancerzonym typu Hummer. Prezentuje się on może mniej imponująco niż eleganckie pojazdy, w których Batman jeździł w poprzednich częściach filmu, ale wrażenie to nadrabiają genialne efekty specjalne, dzięki którym batmobil wydaje się widzowi znacznie lepszą maszyną niż na początku się spodziewał. Pojazd jest oczywiście uzbrojony w różnego rodzaju broń. Jest też wyposażony w dopalacze, dzięki którym może osiągać niewyobrażalne prędkości oraz oprzyrządowanie pozwalające mu odbijać się od ziemi bez rozpęu. Cały ten osprzęt robi naprawdę piorunujące wrażenie, zwłaszcza w połączeniu ze świetnymi efektami specjalnymi.

No dobra, zachwalam tu tak nowego Batmana i zachwalam, ale czy ta produkcja nie ma czasem jakichś poważniejszych wad? Otóż, muszę powiedzieć że nie! „Batman: Początek” to film, w którym wad po prostu nie sposób się dopatrzeć. Nawet moja czepialska natura w niczym tu nie pomogła. A jeśli miałbym czepiać się na siłę i zmuszać się do znalezienia jakichś niedociągnięć to raczej mijałoby się to z celem. Moja znajoma, z którą byłem w kinie stwierdziła (choć i tak na siłę), że w obrazie tym zbyt mały nacisk położono na wątek miłosny. Trudno mi ocenić czy to prawda: choć owy nacisk rzeczywiście był bardzo niewielki, to nie o romanse w tym filmie przecież chodzi. Dodam, że owa znajoma lubi się wszystkiego czepiać tak samo jak ja.

„Batman: Początek” to produkcja niemalże idealna. Jak dla mnie, tegoroczny numer jeden (choć spore nadzieję żywię też wobec King Konga zapowiadanego na grudzień). Nie dopatrzyłem się w niej wad, mimo wielokrotnych i intensywnych prób. Nolanowi udało się stworzyć film, będący doskonałą ekranizacją komiksu. Ponadto otwarte zakończenie daje do zrozumienia, że w planach jest kolejna produkcja. Póki co, czekam na nią z niecierpliwością i nadzieją, że będzie trzymała tak wysoki poziom, jaki reprezentuje „Batman: Początek”. Film powinni obejrzeć miłośnicy dobrego kina science-fiction, a dla miłośników komiksu i Mrocznego Mściciela jest to pozycja wręcz obowiązkowa. Tak czy siak – ja się nie zawiodłem, a wręcz przeciwnie. Twórcy uraczyli mnie obrazem znacznie lepszym, niż się tego spodziewałem.

Tytuł: Batman – Początek
Tytuł oryginału: Batman Begins
Reżyseria: Christopher Nolan
Scenariusz: Christopher Nolan, David S. Goyer
Muzyka: Mel Wesson , Ramin Djawadi
Data premiery: 2005-07-29 (Polska) , 2005-06-10 (Świat)
Czas trwania: 134 minuty
Kraj: USA
Obsada: Christian Bale, Michael Caine, Katie Holmes, Ken Watanabe

Ocena: 9/5

Dyskusja