Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Blade: Mroczna Trójca”

Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem Blade’a. Odkąd pamiętam, czarnoskóry łowca wampirów był mi zupełnie obojętny. Obejrzałem oba filmy z jego udziałem, jednak przeszły one u mnie bez większego echa. Niezła pierwsza część, bardzo przeciętna druga. Mimo to postanowiłem wypożyczyć część trzecią, mimo wielu negatywnych recenzji, jakie wystawiały filmowi internetowe serwisy. Wkrótce zdałem sobie sprawę, że popełniłem błąd. Już po kilku początkowych minutach wiedziałem, iż czeka mnie półtora godziny pełnego nieprzyjemności ślęczenia przed szklanym ekranem.

Po wielu, wielu latach zostaje obudzony Dracula – najpotężniejszych z wampirów. Jego głównym celem jest przejęcie kontroli nad Ziemią. Dracula zdając sobie sprawę jak niebezpiecznym przeciwnikiem jest Blade, wszczyna przeciwko niemu medialną kampanię. Od tej pory uważany za odrażającego potwora „Dniowiec” jest ścigany zarówno przez wampiry jak i ludzkie władze. By przetrwać i uratować świat przed plagą krwiopijców Blade wchodzi w układ z Nocnymi Łowcami – grupą ludzkich wojowników, która postawiła sobie za cel oczyszczenie świata z wampirzego plugastwa.

W najprostszym możliwym skrócie, „Blade: Mroczna Trójca” to porażka prawie na całej linii. Prawie, bo w filmie doszukałem się tylko jednej zalety. Okaże się ona jednak decydująca wyłącznie dla młodszych widzów. Dla wymagających kinomaniaków będzie to tylko miły dla oka dodatek. Mowa oczywiście o efektach specjalnych. To jedyna rzecz, która naprawdę się twórcom udała. No, może jeszcze poza muzyką, ale o tym za moment. Efekty w „Mrocznej Trójcy” stoją na stosunkowo wysokim poziomie, z całą pewnością mogłyby ucieszyć oko niejednego widza. Mogłyby. Ale nie cieszą. Dlaczego? Ano dlatego, że mamy tu do czynienia z katastrofalnym wręcz montażem. A jak wiadomo, w przypadku dynamicznych, obfitujących w efekty specjalne scen montaż to podstawa. Tymczasem praca kamery szwankuje, a na ekranie panuje chaos, w wyniku którego widz może w pewnym momencie dostać oczopląsu. Najbardziej odbija się to na walkach – często np. nie widać kto kogo i w jaki sposób uderza.

Gra aktorów nie powala. O ile w poprzednich częściach Wesley Snipes spisywał się nienajgorzej, o tyle w „Mrocznej Trójcy” jest niemalże nie do zniesienia. Dzieje się tak w dużej mierze z powodu scenariusza, w którym to dialogi z udziałem Blade’a zostały ograniczone do absolutnego minimum. W efekcie jeśli już Snipes robi cokolwiek na ekranie (wyłączając wyrzynanie wampirów), to są to krzywe miny. A wierzcie mi, po jakimś czasie zaczyna się to robić irytujące.
Pozostali aktorzy wypadają różnie. Znośnie spisuje się Ryan Reynolds, wcielający się w postać Hannibala Kinga. Mimo iż w jego grze dopatrzeć się można kilku poważnych zgrzytów, to ogólne wrażenie i tak jest pozytywne. Jessica Biel, której w udziale przypadła rola Abigail Whistler, to zaraz po Snipesie największa aktorska porażka. Doskonały przykład na to, że w filmie nie wystarczy tylko powabnie kręcić tyłkiem. Trzeba pokazać choć odrobinę aktorskich umiejętności, a tych z pewnością Jessice zabrakło.
Na temat reszty obsady nie będę się rozpisywał – powiem tylko iż w większości przypadków aktorzy grają bardzo słabo.

Muzyka prezentuje się średnio. Podczas oglądania niby można usłyszeć kilka przyjemnych dla ucha, hardrockowo-elektronicznych kawałków, ale nie brakuje też słabych utworów. „Blade – Mroczna Trójca” to muzyczny i dźwiękowy przeciętniak.

Wiele chłodnych słów należy się twórcom za scenariusz. Odpowiedzialny za niego David S. Goyer stworzył coś, co śmiało możnaby nazwać idealnym przykładem typowej, hollywoodzkiej sieczki. Pełno tu bezsensownych walk i durnych dialogów. W fabule nie doszukałem się ani krzty oryginalności. W ogóle nie mam pojęcia, po co zamieszano w to wszystko Drakulę. Moim zdaniem niszczy to resztki klimatu, o ile w przypadku „Mrocznej Trójcy” możemy w ogóle mówić o czymś takim jak klimat. Poza tym – film próbowano uatrakcyjnić humorem, jednak średnio się to udało. „Fujarowe” docinki Hannibala Kinga kierowane do jednego z wampirów początkowo może i bawią, jednak z czasem przestają być śmieszne. Nie ma co, scenariusz „Mrocznej Trójcy” został spartolony tak bardzo, jak tylko było to możliwe. I pomyśleć, że Goyer był autorem scenariusza do wydanego rok później, genialnego „Batman: Początek”…

Podsumowując, „Blade: Mroczna Trójca” to film bardzo słaby. Denna gra aktorska, mało odkrywcza fabuła, tandetny scenariusz… to tylko kilka spośród wielu wad obrazu. Trzecia część przygód łowcy wampirów może i ma kilka drobnych zalet, czym jednak są one w obliczu tak poważnych wad? Biorąc to pod uwagę i szczerze odradzając wam oglądanie, wystawiam dwójkę w dziesięciostopniowej skali.

P.S. dodam jeszcze, iż film przyniósł znacznie mniejsze zyski, niż się spodziewano, i gdyby został wyświetlony tylko w USA, okazałby się finansową klapą. Budżet wyniósł 65mln dolarów. W Stanach Zjednoczonych film przyniósł 53mln dolarów zysku, a poza USA – 82mln dolarów.

Tytuł: Blade – Mroczna Trójca
Tytuł oryginału: Blade: Trinity
Reżyseria: David S. Goyer
Scenariusz: David S. Goyer, Gene Colan
Muzyka: Ramin Djawadi , Terence Blanchard
Data premiery: 2005-01-28 (Polska) , 2004-12-08 (Świat)
Data premiery: 2004-12-08
Kraj: USA
Obsada: Wesley Snipes, Kris Kristofferson, Ryan Reynolds, John Michael Higgins, Hessica Biel

Ocena: 2/5

Dyskusja