Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Blade: Wieczny Łowca”

„Blade: Wieczny Łowca” to film oparty na bestsellerowej serii komiksów. Tytułowy bohater jest człowiekiem o wampirzym pochodzeniu. Istotą o nadnaturalnej sile, ale też zupełnie naturalnej rządzy krwi… Za zadanie obiera sobie uwolnienie świata od żywych trupów, w czym pomaga mu jego trener, siedzący w tym fachu od lat. Poza oczywistym pragnieniem wyplenienia wampirzego zła ze świata, Blade posiada też prywatną motywację – pomścić śmierć matki, która zginęła pogryziona przez wampira.

Na początku należałoby rzecz, że „Blade: Wieczny Łowca” to film, który wpisał się na stałe w annały science-fiction. Przez wielu uważany za klasyk gatunku, jest jednym z najpopularniejszych obrazów z wampirami w roli głównej. Dziś, siedem lat po premierze, miałem okazję produkcję tę obejrzeć i ocenić – i twierdzę, że nie jest to dzieło słabe, choć wiele możnaby mu zarzucić.

„Blade: Wieczny Łowca” to film utrzymany raczej w mrocznym klimacie. Oglądając go, rzadko można trafić na momenty, gdy akcja dzieje się za dnia lub na otwartym terenie. Większość kluczowych wydarzeń ma miejsce w budynkach i wieżowcach, co ma może swoje uroki, ale co niektórych widzów może szczerze irytować.

Sam bohater jest całkiem typowy dla amerykańskich komiksów. Blade to superheros, zdolny poradzić sobie z każdym przeciwnikiem. Osobnik prawie że nie do pokonania, jeśli nie liczyć pewnego czułego punktu – półwampir, aby nie stać się pełnym wampirem, musi co jakiś czas zażywać surowicę. Jeśli jednak ją ma, nic nie jest w stanie stanąć mu na drodze. Blade w pojedynkę rozstrzeliwuje lub ćwiartuje mieczem wszystkich, którzy nawiną mu się pod lufę lub ostrze. Dopiero najwyżej postawiony wampir jest w stanie przeszkodzić Blade’owi w wędrówce przez hordy pobratymców. To typowo amerykańskie rozwiązanie. I przy okazji tak nierealistycznie, iż czasem miałem wrażenie, że Blade nie gra wampira, a raczej zachowuje się jak drugi Terminator. Podobnie zresztą jest z głównym przeciwnikiem naszego półwampira – jak to zwykle w podobnych produkcjach bywa, jest on do pewnego czasu niezniszczalny. I nic to, że Blade odcina mu kończyny, a nawet oddziela tułów od nóg swym wspaniałym mieczem. Tułów bossa, który zsunął się na ziemię i przez moment leżał, zostaje nie wiedzieć w jaki sposób przyciągnięty z powrotem do nóg, i słyszymy szyderczy śmiech wodza wampirów. Nagle Blade doznaje olśnienia i wpada na genialny pomysł. Jaki – nie powiem, zbyt dużo już w tym akapicie naspojlerowałem – w każdym bądź razie zakończenia idzie się domyślić…

Tyle mojego narzekania. Tak naprawdę to „Blade: Wieczny Łowca” nie jest takim gniotem na jaki może wyglądać, po przeczytaniu kilku poprzednich akapitow. W każdym bądź razie nie jest to film naiwny, z naiwnymi bohaterami i bezsensowną fabułą – więc jeśli komuś przyszło na myśl, że „Blade: Wieczny Łowca” przypomina nieco Power Rangers – to mogę uspokoić, że tak nie jest.

Produkcja ta może pochwalić się doskonałą grą aktorską. Wiadomo co to oznacza – żadnych krzywych spojrzeń do kamery (;)), dobre wczuwanie się w aktorów w role i przekonywujące odgrywanie bohaterów. Sami aktorzy zresztą Wesley Snipes, Stephen Dorff oraz Kris Kristofferson to ludzie mający za sobą bogatą przeszłość filmową, sięgających dobrych kilkunastu lat wstecz.

Do zalet obrazu z pewnością należy muzyka. W większości przypadków przyjdzie nam słuchać dynamicznego techno, które w połączeniu z mrocznym klimatem filmu buduje w widzu odpowiedni nastrój. Mankamentem może być fakt, że nie wszyscy techno lubią, i antyfani tej muzyki mogą poczuć się zdeczka zniesmaczeni…

W przypadku oceniania filmu science-fiction grzechem byłoby nie wspomnieć o walkach i efektach specjalnych. No więc – sceny strzelanin wyglądają bardzo dobrze, walki na miecze prezentują nieco niższy poziom, natomiast bijatykom 'na gołe ręce' trudno cokolwiek zarzucić. Same wampiry wyglądają nie najgorzej, choć kilku efektów z nimi związanych można było widzom oszczędzić – np. podczas śmierci wampir zmienia się w szkieletorka i znika. A zupełnie oklepanym pomysłem jest już wybuchanie ciał… nie wyglądało to strasznie, a wręcz przeciwnie – komicznie i zabawnie. Ogólnie jednak efekty, do których można mieć drobne zastrzeżenia, wyglądają porządnie, nawet po siedmiu latach, które minęły od premiery.

„Blade: Wieczny Łowca” to film, który mogę polecić wszystkim miłośnikom gatunku. Idzie w tej produkcji zauważyć bieg czasu oraz zmiany, jakie zaszły między obecnym stylem robienia filmów, a tym sprzed kilku lat. Mimo to jedno z najpopularniejszych dzieł kina science-fiction ogląda się z przyjemnością, mimo ogromu wad, jakie produkcja ta posiada. Podsumowując – obejrzeć można, ale nie gwarantuję, że wszystkim się spodoba.

Tytuł: Blade – Wieczny Łowca
Tytuł oryginału: Blade
Kraj: USA
Czas trwania: 120 minut
Premiera kinowa: 1999-01-29
Reżyseria: Stephen Norrington
Obsada: Wesley Snipes, Stephen Dorff, Kris Kristofferson, N’Bushe Wright

Ocena: 6/5

Dyskusja