Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Buck Rogers in the 25th Century: Awakening”

Do tego filmu dotarłem dość okrężną drogą. Najpierw zaśmiewałem się, oglądając na Cartoon Network serial animowany z Kaczorem Duffy – „Kaczor Dodgers”. Później zacząłem szukać źródeł inspiracji autorów kreskówki. Udało mi się zdobyć jeden z filmów z Flashem Gordonem, niestety w wersji z włoskim dubbingiem. Jako, że nie rozumiem ni w ząb języka Petrarki i Dantego, musiałem zadowolić się samą tylko możliwością obejrzenia płodów wyobraźniautorów filmów Science Fiction sprzed lat, bez szans na zrozumienie fabuły.

Zawiedziony, ale nie załamany zacząłem polować na „Bucka Rogersa”. I wreszcie udało mi się zdobyć pełnometrażowy film z 1979 roku.

Warto wspomnieć, że historia Bucka Rogersa sięga jeszcze dalej w przeszłość. Pierwszy raz świat ujrzał go w sierpniu 1928 roku na łamach czasopisma”Amazing Stories”. „Ojcem” gwiezdnego herosa był niejaki Philip Francis Nowlan. Buck szybko został gwiazdą, a wokół jego przygód osnuto cykl komiksów, serię audycji radiowych, trzy seriale i film kinowy. Właśnie ten pełnometrażowy film kinowy, nakręcony w 1979 jako wstęp do nowego, odświeżonego na miarę początku lat 80-tych serialu o Rogersie udało mi się niedawno zdobyć.

W 1987 roku z Centrum Kosmicznego Kennedy’ego startuje rakieta zwiadowcza, sterowana przez kapitana Williama „Bucka” Rogersa. Lot ma trwać pięć miesięcy. Rakieta zostaje jednak wyrzucona z kursu, a systemy podtrzymywania życia zamarzają. Zamrożony zostaje również sam Buck. Opuszcza we wnętrzu swego statku Układ Słoneczny, by wrócić do niego dopiero po pięciu stuleciach.

Oczywiście w tym czasie wiele się zmieniło. Ziemia, zniszczona przez wojnę atomową, powoli podnosi się z upadku. Tymczasem ojczyźnie ludzi zagraża nowe niebezpieczeństwo. Potomkowie dawnych Ziemian, zamieszkujący dziś potężne Królestwo Dracorii, zamierzają podbić planetę, pod pozorem zawarcia traktatu handlowego wprowadzając swe statki wojenne za energetyczną tarczę obronną Ziemi.

Buck zostaje wzięty za szpiega najpierw przez Dracorian, a potem przez Ziemian. Musi zyskać zaufanie swoich „rodaków z przyszłości” i ocalić Ziemię przed zakusami Dracorii. Może liczyć jedynie na pomoc Dr. Theopolisa, elektromózgu wchodzącego w skład Rady Komputerów Ziemi, oraz Twikiego – małego, ale zacnego robocika.

Dość już jednak o fabule, czas przejść do technicznej strony filmu. Warto chyba zacząć od pochwały dla aktorstwa Gila Gerarda, grającego tytułową rolę. Nasuwaja mi się skojarzenia z Harrisonem Fordem w „starej” trylogii Gwiezdnych Wojen – ta sama pewność siebie, może nawet arogancja, ten sam luz w grze i dystans do roli, dzięki któremu film nabiera akcentów humorystycznych. Nie jest to oczywiście rola godna Oscara, ale trzyma jednak solidny poziom.
Pozostali aktorzy pierwszego planu nie odstają od Gerarda w sposób bardzo rzucający się w oczy, choć ich gra nie jest już tak równa. Erin Gray, odtwórczyni roli Wilmy Deering, niezłe momenty przeplata słabszymi. Podobnie Pamela Hensley w roli Księżniczki Ardali i Henry Silva jako Kane. Poza tą czwórką chyba żaden z aktorów nie dostał szansy wystąpienia przed kamerą wystarczająco długo, by mógł pozostawić po sobie jakiekolwiek, czy to pozytywne czy negatywne wrażenie.

Efekty specjalne, jak na film liczący sobie już ponad ćwierć wieku, trzymają niezły poziom. Co prawda takie elementy, jak np. statki kosmiczne zmieniające kolor po trafieniu laserem mogą śmieszyć, ale trzeba wziąć poprawkę na czas, jaki upłynął od premiery. Na pochwałę zasługują wizerunki ziemskich miast XXV wieku – zarówno tych kwitnących, pełnych nowoczesnych maszyn i pojazdów, jak i tych, które nie podniosły się po atomowejzagładzie. Jedne i drugie robią bardzo dobre wrażenie.

Muzyka jest zrobiona profesjonalnie i dobrze dopasowana. Jedynie piosenka, którą słyszymy podczas napisów początkowych i końcowych, mimo że o wpadającej w ucho melodii, może być irytująca ze względu na momentami mrukliwy, nosowy, niezbyt wyrobiony głos śpiewającego ją piosenkarza, Kippa Lennona. Jest to jednak jedyny mankament ścieżki dźwiękowej filmu, która w pozostałych miejscach dobrze współgra z obrazem. Szczególnie polecam scenę balu, zarówno ze względu na niezłą muzykę, jak i ciekawy układ choreograficzny, łączący cechy tańców dworskich z nowoczesnością.

Ogólnie „Buck Rogers” to film bardzo dobry i interesujący, choć momentami nierówny. Warto jednak przymknąć oko na nieco anachroniczne już efekty specjalne i niepewną grę aktorską, by zanurzyć się w atmosferze klasycznego, nieco naiwnego Science Fiction w stylu 'retro'. Wszystkim miłośnikom SF mogę „Rogersa” z czystym sercem polecić.

Tytuł: Buck Rogers in the 25th Century: Awakening
Reżyseria: Daniel Haller, Victor French
Scenariusz: Leslien Stevens , Glen A. Larson
Data premiery: 1979
Czas trwania: 88 minut
Kraj: USA
Obsada: Gil Gerard, Pamela Hensley, Erin Gray, Henry Silva, Tim O’Connor

Ocena: 7/5

Dyskusja