Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Dark Water”

Nigdy nie byłem specjalnym miłośnikiem japońskich horrorów. Przyznaję się do tego na początku tej recenzji, aby później nie było pretensji. Jedyną produkcją z Kraju Kwitnącej Wiśni, która rzeczywiście mi się spodobała, była pierwsza część „Ring”. Film ten był naprawdę dobry. Mimo to żadne inne produkcje japońskie, a zwłaszcza te w reżyserii Hideo Nakaty, nie potrafiły do mnie dotrzeć. Podobnie jest z „Dark Water”.

Fabuła filmu nie jest skomplikowana. Otóż młoda matka-rozwódka, Yoshimi Matsubara, wraz z sześcioletnią córeczką Ikuko wprowadza się do nowego, ale taniego mieszkania w zaniedbanym bloku. Szybko okazuje się, że w jednym z pokojów na suficie pojawia się dziwna, mokra plama. Z dnia na dzień robi się ona coraz większa, a co gorsza – kapie z niej woda. Wszelkie próby porozumienia się z lokatorami mieszkającymi wyżej nie przynoszą rezultatu. Sytuacja pogarsza się, gdy Yoshimi zaczyna widzieć małą dziewczynkę, mimo że zarządca bloku twierdzi, iż nie mieszkają w nim żadne dzieci z wyjątkiem Ikuko. Wkrótce Yoshimi dowiaduje się, że rok temu w okolicy zaginęła dziewczynka, która mieszkała piętro wyżej. Jak się okazuje – jest to to samo dziecko, które widuje matka Ikuko…

„Dark Water” bez wątpienia posiada swój specyficzny klimat. Nie jest on jednak tak porywający jak w przypadku wspomnianego „Ringu”. Oglądając film przez pięć minut, po prostu nie idzie nie pokojarzyć go z Nakatą. Produkcja posiada bowiem wszystkie atrybuty, które reżyser ten nadaje swoim obrazom. Mamy kroczące dziecko-widmo, wleczącą się i nużącą narrację oraz specyficzną atmosferę grozy. Nie uważam tego za wadę – wręcz przeciwnie, każdy reżyser, i każdy kraj może – a nawet powinien – cechować się swoim własnym stylem robienie filmów. Niemniej zwykły, szary Europejczyk może mieć problemy z zaakceptowaniem wspomnianych cech, zwłaszcza, jeśli wychowywał się na efektownych i krwistych horrorach rodem z Hollywood.

Gra aktorska może wydawać się sztuczna. Mnie też się wydawała – ale to z przyzwyczajenia do ogólno przyjętych standardów. Widziałem już jednak sporo japońskich filmów i w każdym z nich styl odgrywania postaci przez aktorów wyglądał bardzo podobnie. W każdym bądź razie – zupełnie inaczej niż ma to miejsce w przypadku znanych, amerykańskich produkcji (wybaczcie, że non-stop porównuję styl japoński do tego zastosowanego w amerykańskich filmach, ale w gruncie rzeczy to nikt inny niż Stany Zjednoczony produkują filmy przynoszące największe zyski). Wielu osobom będzie on przeszkadzał i w sumie nie dziwiłbym się temu, bo moje pierwsze wrażenie było podobne. Ale jeśli patrzeć na grę aktorską w „Dark Water” pod kątem japońskiego przemysłu filmowego – to prezentuje ona naprawdę porządny poziom.

Widz rzadko kiedy raczony jest muzyką. Jeśli już jest ona odtwarzana, to raczej w nieodpowiednich ku temu momentach. Samo brzmienie owej muzyki stanowczo koliduje z charakterem scen, w których ją słyszymy. Trudno bowiem, aby radosna muzyczka rodem z sielankowych japońskich gier cRPG miała budować w widzu atmosferę strachu i niepewności w chwili, gdy np. na ekranie pojawia się duch zaginionej dziewczynki… na szczęście japończycy, a przynajmniej Nakata robi filmy 'ciche', w których muzyka odtwarzana jest rzadko i tylko w odpowiednio wybranych do tego scenach. Sam podkład zresztą nie jest zbyt zróżnicowany… dosłuchałem się zaledwie kilku różnych melodii.

„Dark Water” okazuje się być nie tylko horrorem i straszenie nie jest jedynym zamierzeniem tego obrazu. Twórcy kładą też duży nacisk na relacje między matką i córką. W pewnym momencie nie jest to już wątek poboczny. Po jakimś czasie „Dark Water” staje się filmem psychologicznym i wtedy tak naprawdę nie wiadomo: czy obraz zmusza do chowania się pod poduszką ze strachu, czy do rozmyślania nad ludzkimi zachowaniami w obliczu rozmaitych trudności życiowych. W gruncie rzeczy jest to dość poważna wada. Dodam, że film obyczajowy to gatunek, którego nie darzę zbytnią sympatią.

„Dark Water” nie jest filmem, który zapadnie mi w pamięć na dłużej. Jest to produkcja dobra, owszem, ale nie pozbawiona wad. Dla nietolerancyjnego widza, preferującego jedynie hollywoodzkie produkcje, obraz ten to ostatni chłam. Z kolei dla osób, które zdążyły już poznać japoński styl kręcenia filmów, a zwłaszcza styl Hideo Nakaty – będzie to po prostu dobry horror, z jako takim klimatem, przyzwoitą grą aktorską, ale też koszmarną muzyką i sporym nieporozumieniem w związku z istotą filmu: ma on straszyć czy przedstawiać ludzkie problemy? W założeniach twórców z pewnością miał straszyć, w praktyce jednak wygląda to zupełnie inaczej.

Tytuł: Dark Water
Tytuł oryginału: Honogurai mizu no soko kara
Kraj: Japonia
Czas trwania: 101 minut
Premiera kinowa: 2003-11-21
Reżyseria: Hideo Nakata
Obsada: Hitomi Kuroki, Rio Kanno, Mirei Oquchi, Asami Mizukawa

Ocena: 5/5

Dyskusja