Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Demon: Historia Prawdziwa”

W ciągu ostatnich paru miesięcy kilkakrotnie było mi dane obejrzeć filmy traktujące o nawiedzonych domach. Ich poziom był bardzo różny, od słabego „Domu na przeklętym wzgórzu”, poprzez przeciętniaka, jakim był „Nawiedzony”, aż po całkiem niezły „Amityville”. Idąc do kina na „Demon – Historia prawdziwa” byłem święcie przekonany, iż film ten traktuje właśnie o nawiedzanej przez złe moce posiadłości. Jak się potem przekonałem, byłem w błędzie. Mimo to nie żałuję ani jednej minuty spędzonej na seansie.

W pierwszej połowie XIX wieku posiadłość rodziny Bellów w stanie Tennesee była kilkakrotnie odwiedzana przez tajemniczą zjawę, która najprawdopodobniej doprowadziła do śmierci jednego z jej członków.
Swoje nadejście duch anonsował subtelnie – dźwiękiem dzwoneczka. Jednak z każdą chwilą dźwięk ten stawał się coraz głośniejszy, a z czasem wręcz nie do wytrzymania.

Tak przedstawia się fabuła napisana przez życie. Film został w końcu oparty na faktach. Jednak jak to zwykle bywa, reżyser miał własną wizję przedstawienia zaistniałych niegdyś wydarzeń. Całą historię bardzo pozmieniał, dodał kilka wątków. W efekcie wychodzi to obrazowi na dobre. Zarówno bowiem fabuła, jak i jej rozwój prezentują wysoki poziom. Przez bardzo długi czas widz jest niemalże pewien, iż zna rozwiązanie całej zagadki. Ale żeby nie było tak łatwo, pod koniec okazuje się, iż sprawa była tak naprawdę o wiele bardziej skomplikowana, niż mogłoby się początkowo wydawać. Nie będę tu szczegółowo pisał, co mam na myśli – mijłoby się to z celem, a poza tym mogłoby znacznie zepsuć przyjemność z oglądania, jeśli przypadkiem zdołałbym was do tego zachęcić. Tak czy inaczej – scenariusz prezentuje się bardzo przyzwoicie. Serwuje widzowi raptem kilka elementów zaskoczenia, jednak każdy z nich jest wystarczająco mocny, by obudzić w głowie widza mętlik. Mętlik, który znika pod koniec seansu.

To właśnie niepewność jest jednym z największych atutów „Demona”. Film posiada pewien specyficzny, niepowtarzalny klimat. Posiada to, czego brakuje większości dzisiejszych horrorów. Przypominam sobie, że tak samo mocno oddziaływał na mnie „Shutter – Widmo”, mimo iż nastrój towarzyszący oglądaniu tej tajlandzkiej produkcji był zupełnie inny. Tak czy inaczej, ostatnio niewiele widziałem w kinie obrazów, które zdołałyby pochłonąć mnie bez końca. „Demon – Prawdziwa historia” przerwał jednak tę feralną passę.
Film z pewnością jest wciągający. Ale czy straszny? Cóż, trudno mi to jednoznacznie ocenić, choć wydaje mi się, że tak. Cierpię bowiem na przypadłość zwaną horrorową znieczulicą. Przypadłość ta polega na tym, iż często produkcje grozy, które przerażają innych, mnie w ogóle nie są w stanie poruszyć. O owej przypadłości zapomniałem jednak oglądając „Demona”. Seans obfitował wręcz w przerażające sceny, a w niektórych momentach po prostu wbijał w fotel. Twórcy straszą widza w dość specyficzny sposób – opętanie ukazują bowiem bardzo bezpośrednio. Przerażający jest nie tyle samo omotanie przez demona, co bezradność opętanej i jej najbliższych, niemożność zrobienia czegokolwiek, by ulżyć cierpieniom ukochanej córki i siostry.

Pod względem aktorskim „Demon – Historia prawdziwa” jest bardzo nierówny. Znalazło się tu miejsce na dwie niemalże doskonałe kreacje, nie brakuje jednak słabszych ról. Świetnie zagrał Donald Sutherland. Wcielił się on w Johna Bella, ojca opętanej dziewczyny. Mimo podeszłego wieku, aktor jest w doskonałej formie – zarówno fizycznie, jak i pod względem filmowego kunsztu. Jednak to nie on błyszczy w „Demonowej” obsadzie. Najlepszą aktorską kreacją jest bez wątpienia Betsy Bell, doskonale odegrana przez Rachel Hurd-Wood. Ta młoda dziewczyna pokazała prawdziwy aktorski geniusz. Wcielenie się w opętaną dziewczynę z pewnością nie było łatwe, jednak Rachel stanęła na wysokości zadania. Oglądając sceny, w których pojawiał się demon odnosiłem wrażenie, że Hurd-Wood została wręcz stworzona do tej roli. A najciekawszy w tym wszystkim jest fakt, iż Rachel to niemal zupełna amatorka. Zanim trafiła do „Demona”, miała za sobą tylko dwie role – w filmach „Piotruś Pan” oraz „Sherlock Holmes i sprawa jedwabnej pończochy”. Zresztą za rolę w tym pierwszym obrazie była nominowana do dwóch prestiżowych nagród – w tym do Saturna – w kategorii Najlepsza Aktorka.
No dobrze, ale nie zachwalam już dłużej Rachel, choć mógłbym to robić bez końca. Czas na pobieżne spojrzenie na pozostałą część obsady. Jak mówiłem, pod względem aktorskim „Demon” jest dość nierówny. O ile Sutherland i Hurd-Wood spisali się rewelacyjnie, o tyle reszta aktorów spisuje się dużo słabiej. Najbardziej rozczarowała mnie Sissy Spacek, wcielająca się w żonę Johna Bella. Wcześniej wielokrotnie widywałem ją w innych filmach i zwykle radziła sobie dobrze. W „Demonie” natomiast wydaje się sztywna i nienaturalna. Odniosłem też wrażenie, że niezależnie od sytuacji mającej miejsce na ekranie, na twarzy Spacek maluje się ciągle ta sama mina. Nie twierdzę, żeby Sissy grała naprawdę tragicznie – jednak zdecydowania stać ją na więcej.
Pozostała część obsady to głównie mężczyźni. Żaden z nich nie ustrzegł się zgrzytów w swojej grze. Nauczyciel Betsy początkowo robi dobre wrażenie, jednak w miarę upływu czasu jest tylko coraz słabiej. Najbardziej negatywne uczucia wzbudził we mnie aktor, który udawał, iż odprawia w domu egzorcyzmy. Niestety, nie jestem w stanie przypomnieć sobie jego nazwiska, ale może to i dobrze dla niego samego – gdyż na temat jego gry możnaby powiedzieć wiele zimnych jak lód słów. Ja jednak powiem krótko – jest on do bólu nienaturalny i nieprzekonywujący.

Od strony czysto technicznej „Demon – Historia prawdziwa” prezentuje się całkiem dobrze. Muzyka, która towarzyszy oglądaniu nie jest może specjalnie wybitna, ale dobrze spełnia swoje zadanie. Podobnie sprawa ma się z dźwiękiem. Opisując techniczne wykonanie filmu trudno nie wspomnieć o rewelacyjnej pracy kamery oraz doskonałych zdjęciach. Największe wrażenie zrobiły na mnie ujęcia z oczu demona. Obraz trząsł się wówczas jak oszalały, w tle słychać było złowieszcze odgłosy. Siedziałem wówczas jak zaczarowany, mocno trzymając się fotela i czując ciarki przechodzące po plecach. Doprawdy, sam już nie pamiętam, kiedy po raz ostatni jakikolwiek film tak na mnie zadziałał. A jeśli dodać do tego klimatyczną, mroczną, typowo dziewiętnastowieczną scenografię… miód!

„Demon – Historia prawdziwa” to film, który będę pamiętał jeszcze przed długi czas. To jeden z niewielu obrazów, który podziałał na mnie tak, jak powinien działać na widza prawdziwy horror. W dobie masowo produkowanych kiepskich remake’ów, przesiąkniętych brutalnością obrazów a’la „Hostel” czy „Piła”, „Demon – Historia prawdziwa” stanowi doskonały dowód na to, że aby przerazić widza, nie potrzeba wcale hektolitrów krwi czy nowoczesnych efektów specjalnych. „Demon” przeraża samą swą istotą, przeraża fabułą, niespodziewanym zakończeniem… Eh, co tu dużo mówić – powiem tylko, iż „Demon – Historia prawdziwa” plasuje się w mojej osobistym rankingu horrorów bardzo wysoko. Kto wie, czy nie na drugim miejscu, zaraz po „Shutter – Widmo”. Gorąco polecam!

Tytuł: Demon – Historia prawdziwa
Tytuł oryginału: An American Haunting
Reżyseria: Courtney Solomon *
Scenariusz: Courtney Solomon *
Muzyka: Caine Davidson
Data premiery: 2006-07-28 (Polska) , 2005-11-05 (Świat)
Czas trwania: 90 minut
Kraj: USA
Obsada: Donald Sutherland, Sissy Spacek, Rachel Hurd-Wood, James d’Arcy, Sam Alexander

* – tak, oczy was nie mylą. Reżyser „Demona” to ten sam człowiek, który jakiś czas temu nakręcił „D&D The Movie”. Co ciekawe, D&D był filmem bardzo słabym. Czyżby Solomon spożytkował te pięć lat przerwy, które dzielą obie produkcje, pracując nad swoimi filmowymi umiejętnościami? Nie wiadomo, jednak wszystko na to wskazuje.

Ocena: 9/5

Dyskusja