Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Dom Woskowych Ciał”

Wobec „Domu Woskowych Ciał” nie żywiłem żadnych większych nadziei. Wybierając się na niego do kina byłem przekonany, że zobaczę zupełnie beznadziejną produkcję, o której nie da się powiedzieć nic dobrego. I niestety miałem rację, bo film ten mogę uznać za jeden z najgorszych horrorów, jakie kiedykolwiek przyszło mi obejrzeć.

„Dom Woskowych Ciał” przedstawia historię sześciu przyjaciół, dla których wspólny weekendowy wypad stał się przerażającą walką o życie. Wybierają się oni na najważniejszy w sezonie mecz futbolowy. Kiedy ich samochód się psuje, młodzi ludzie muszą udać się do Ambrose, jedynego miasteczka w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Główną atrakcją Ambrose jest dom figur woskowych. Grupa przyjaciół szybko odkrywa, dlaczego wystawa wygląda tak autentycznie. Morderca po prostu pokrywał woskiem swoje ofiary. Teraz Carly, Paige i ich towarzysze muszą uciec psychopacie, albo sami staną się częścią wystawy.

Fabuła filmu, jak widać, nie jest zbyt odkrywcza. Motyw grupki młodych ludzi, którym w środku drogi, w najmniej odpowiednim momencie psuje się samochód, był już wielokrotnie wykorzystywany w podobnych obrazach. Jedyną dobrą rzeczą, o jakiej można wspomnieć komentując fabułę filmu, to właśnie tytułowy dom figur woskowych. Chociaż produkcja ta to i tak remake horroru z 1953 roku, tak więc i w tym przypadku mamy do czynienia z zupełnym brakiem wyobraźni i inwencji twórczej ze strony autorów. Ponadto dla osoby, która obejrzała już ze dwa podobne filmy, kolejne wydarzenia mające miejsce w filmie będą dziecinnie łatwe do przewidzenia. Całość dopełnia bardzo słaby i naiwny scenariusz.

Totalnym nieporozumieniem jest też gra aktorska. Najgorzej spisuje się słynna amerykańska milionerka Paris Hilton, która nie wiedzieć czemu, została do filmu zatrudniona… ta dziewczyna najwyraźniej nie ma pojęcia o aktorstwie. Gra tak sztucznie i sztampowo, że oglądając „Dom Woskowych Ciał” tylko czekałem na moment, kiedy zginie, najlepiej jakąś okrutną śmiercią (ku mojej wielkiej uciesze, w końcu się doczekałem :D). Nie wnikam już w to, że prywatnie Paris niczego dobrego sobą nie reprezentuje – ale jeśli nie ma pojęcia o aktorskim fachu, to niech się po prostu za niego nie zabiera. Podobnie jest z resztą obsady. Pozostali aktorzy również grają sztucznie i sztampowo, ale przynajmniej nieco lepiej niż pani Hilton. Zresztą sam reżyser, Jaume Serra, zdawał się wiedzieć co robi, zatrudniając do filmu takich a nie innych aktorów. Pozwolę sobie zacytować jego własne słowa: „Zdaję sobie sprawę, że zatrudnieni przeze mnie aktorzy mają tyle samo fanów, co zagorzałych wrogów. Szczególnie tych drugich zapraszam do kin. Będziecie mieli okazję zobaczyć, jak te palanty po kolei giną”. To już mówi samo za siebie (choć trzeba przyznać, że humoru panu Serra nie brak).

Film może się też ‚pochwalić’ bardzo słabą muzyką, katastrofalnym udźwiękowieniem oraz masą nielogiczności. Jedną z nich jest na przykład scena z kuszą. Otóż jeden z bohaterów strzela z niej do mordercy. Trafia prosto w splot słoneczny. Początkowo agresor leży nieprzytomny, ale już kilka minut później zostaje cudownie uzdrowiony. Początkowo męczy się z bełtem tkwiącym w ciele, ale już po chwili wyjmuje go i sprawia wrażenie zdrowego jak ryba. Rozumiem, że horror to horror i nie wszystko musi w nim być realistyczne – ale nie dosyć że wspomniana przeze mnie scena stanowi lekką przesadę, to nie jest ona jedyna: z podobnymi, niezbyt logicznymi sytuacjami widz ma do czynienia praktycznie przez cały czas.

Największą wadą „Domu Woskowych Ciał” nie jest jednak ani przewidywalna fabuła, ani oklepany scenariusz, ani katastrofalna gra aktorska. Nie chodzi mi też o nielogiczności. Mam bowiem na myśli zupełny brak klimatu oraz nudę, w którą film obfituje. W obrazie tym nie znalazłem ani jednej (!!) która by mnie zaskoczyła, przestraszyła lub przynajmniej zaniepokoiła. Po kilku minutach siedzenia w kinie miałem ochotę go opuścić. I zrobiłbym to, gdyby nie było mi żal pieniędzy wydanych na bilet.

„Dom Woskowych Ciał” nudzi. Nudzi, nudzi i jeszcze raz nudzi. Oprócz tego może jeszcze trochę nudzi… tak czy siak, naprawdę odradzam oglądanie tego obrazu. Jedyna rzecz która mi się w filmie spodobała, to całkiem przyzwoita scenografia. I nic innego. Sztuczna i sztampowa gra aktorów (zwłaszcza Paris :/), brak klimatu i nastroju typowego dla horrorów, kiepska muzyka, przewidywalna fabuła, oklepany scenariusz, schematyczność, multum nielogiczności… W obrazie tym twórcy zepsuli wszystko to, co dało się zepsuć… w każdym bądź razie stanowczo odradzam oglądanie. „Dom Woskowych Ciał” nie jest warty tych kilku/kilkunastu złotych, które trzeba wydać na bilet do kina.

Tytuł: Dom Woskowych Ciał
Tytuł oryginału: House of Wax
Kraj: USA
Premiera kinowa: 2005-08-12
Reżyseria: Jaume Serra
Obsada: Elisha Cuthbert, Brian Van Holt, Paris Hilton, Chad Michael Murray

Ocena: 1/5

Dyskusja