Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Dominion”

„Egzorcysta: Początek” gościł na ekranach polskich kin niemal rok temu. Nie był to zbyt dobry film, wręcz przeciwnie. Oczekiwano po nim bardzo wiele, a tymczasem Renny Harlin zaserwował nam coś bardzo przeciętnego. Mało kto wie, iż pierwotnie to nie ten film miał być wyświetlany na ekranach. Pierwotną wersją był „Dominion”, i to on miał się ukazać pod nazwą „Egzorcysty: Początek”. Obraz Schradera nie spodobał się jednak producentom i postanowiono wydać go w późniejszym czasie na DVD.

Fabuła „Dominiona” jest identyczna jak fabuła „Egzorcysty: Początek”. Mamy więc księdza, który stracił swoje powołanie i zajął się archeologią. Wyjeżdża więc do Afryki, by przewodzić badaniom mającym na celu odnalezienie świątyni pochodzącej jeszcze z czasów bizantyjskich. Kiedy dociera na miejsce i odkrywa kościół, w okolicy zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Okazuje się, iż odnalezienie świątyni powołało do działania siły nieczyste. Ojciec Merrin musi na nowo odnaleźć swą wiarę, by stawić czoła demonowi i oczyścić okolice świątyni ze złych mocy.

Pierwsze zasadnicze pytanie, które nasuwa się tuż po obejrzeniu filmu brzmi – co jest lepsze? „Dominion” czy „Egzorcysta: Początek”? Opinie krytyków oraz widzów bardzo się pod tym względem różnią. Niemniej niespodziewanie wiele jest osób, które twierdzą, jakoby „Dominion” był znacznie lepszy od „Egzorcysty”. Osobiście twierdzę, że oba te filmy prezentują równy, średni poziom.

Aktorstwo w „Dominion” stoi na przyzwoitym poziomie. Główna rola przypadła w udziale Stellanowi Starsgardowi. Stanowi on bez wątpienia jeden z najmocniejszych punktów filmu. Gra naturalnie i przekonywująco. To samo da się też powiedzieć o Gabriellu Mannie, młodym aktorzynie, który odegrał tutaj ojca Francisa. W miejsce Izabelli Scorupco z „Egzorcysty: Początek” postawiono Clarę Bellar. Jej gra momentami zgrzytała, jednak ogólnie nie zrobiła na mnie negatywnego wrażenia. Co zaś się tyczy ról drugoplanowych – trudno się nad nimi dłużej rozwodzić. Większość pozostałych aktorów spisuje się tak, jak powinna.

Muzyka w „Dominion” nie jest specjalnie odkrywcza. Podczas oglądania właściwie nie zwraca się na nią większej uwagi, co pozwala wysnuć wniosek, że jest po prostu przeciętna. Nie powala na kolana, ale też nie zmusza do zatykania uszu. Podobnie jak w przypadku „Egzorcysty: Początek”, znacznie lepiej od muzyki prezentuje się dźwięk. Nie jest on może ewenementem na skalę światową, jednak doskonale spełnia swą rolę i odpowiednio buduje nastrój.

A skoro już jesteśmy przy nastroju „Dominiona”… to prawdę mówiąc, nie pasuje on wcale do filmu, który w swoich zamierzeniach ma być horrorem. Klimat jaki towarzyszy oglądaniu przypomina raczej film psychologiczny. I o ile zwiększenie nacisku na psychologiczne podłoże bohaterów uważam za dobry zabieg, tego mi bowiem w „Egzorcyście: Początek” brakowało, o tyle pozbawienie obrazu nastroju grozy jest śmiertelnym grzechem. Dzieło Harlina może nie straszyło widza, ale jakiś tam nastrój miało. Niestety, nie da się tego powiedzieć o „Dominion”.

Ogólnie rzecz biorąc – „Dominion”, to tak samo jak „Egzorcysta: Początek”, film bardzo przeciętny. Polecam go tylko miłośnikom obrazów o nawiedzeniach, opętaniach i egzorcyzmach, choć także i oni będą mieli prawo poczuć się zawiedzeni. Wszystkim innym film się niemal na pewno nie spodoba.

Tytuł: Dominion – Prequel to the Exorcist
Kraj: USA
Czas trwania: 117 minut
Data premiery: 2005-03-18
Reżyseria: Paul Schrader
Obsada: Stellan Skarsgard, Gabriel Mann, Clara Bellar, Andrew French, Antonie Kamerling

Ocena: 5/5

Dyskusja