Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Egzorcysta: Początek”

„Egzorcysta”, horror z 1973 roku, nakręcony na podstawie książki Williama Petera Blatty o tym samym tytule, przez wielu był nazywany jednym z najlepszych filmów grozy naszych czasów. Teraz, w trzydzieści lat od jego premiery, Renny Harlin podjął się niezwykle trudnego zadania – w jego zamierzeniach było stworzenie nowego filmu ze słynnym ojcem Merrinem w roli głównej. Filmu, którego akcja miała poprzedzać wydarzenia z obrazu z 1973 roku. Stworzyć – stworzył. Ale zamiast dobrego horroru, nakręcił mizerny obrazik, który do pięt nie dorasta filmowi sprzed trzydziestu lat.

Bohaterem filmu jest znany z kolejnych części Egzorcysty ksiądz Merrin, który stracił swoje powołanie do służenia Bogu i postanowił zacząć pracę jako archeolog. Wkrótce po zakończeniu drugiej wojny światowej został wysłany z zadaniem zbadania odnalezionego w okolicach Kenii kościoła z czasów bizantyjskich. Jak się okazuje, świątynia znajduje się w zupełnie nienaruszonym stanie – zupełnie, jak gdyby został przysypany ziemią w dniu, w którym powstał. Merrin nie ma jednak pojęcia, że w świątyni czai się zło, które przerośnie jego najśmielsze wyobrażenia…

Fabuła nowej odsłony „Egzorcysty” jest ciekawa, nieprzewidywalna i ma kilka nieoczekiwanych zwrotów. Nie można jej właściwie nic zarzucić, bo pomysł twórców związany z bizantyjskim kościołem rzeczywiście jest dobry. Sama akcja długo się jednak rozkręca, i w rezultacie pierwszą połowę filmu nietrudno jest przespać.

Do produkcji tej zatrudniono mało znanych aktorów. Jedyną osobą, którą już wcześniej miałem okazję oglądać na dużym ekranie, była Izabella Scorupco, odgrywająca niegdyś Helenę w filmie „Ogniem i Mieczem” :). W „Egzorcysta: Początek” zagrał też zupełnie mi nieznany Stellan Skarsgard, który jak się okazuje ma już bogaty dorobek filmowy. Nieźle spisał się też James D’Arcy w roli ojca Francisa, dla którego jest to druga rola w aktorskiej karierze (po raz pierwszy zagrał w obrazie „Pan i Władca: Na krańcu świata”). Ogólnie rzecz biorąc – aktorzy grają naprawdę nieźle, ale nie rewelacyjnie. Ot, naturalna i dość przekonywująca gra.

„Egzorcysta: Początek” może się też ‚poszczycić’ bardzo przeciętną muzyką oraz takowymi efektami specjalnymi. Jeśli chodzi o to pierwsze – twórcy niczego nowego nie odkryli. W niektórych momentach, kiedy to dźwięk ma potęgować niepokój lub wzbudzić grozę, odtwarzana zostaje typowa dla horrorów klasy B muzyka. Nie muszę chyba dodawać, że swojego zadania nie spełnia. Mimo to samo udźwiękowienie z pewnością najgorsze nie jest; wspomnę chociażby o odgłosach wystrzałów, czy gardłowych dźwiękach wydawanych przez demona. Jeśli chodzi o efekty specjalne: także w tym przypadku „Egzorcysta: Początek” niczego nowego nie pokazuje. Wygląd demona, z którym ksiądz Merrin walczy w decydującej scenie, jest niemal identyczny jak w produkcji sprzed trzydziestu lat. To w sumie dobrze, bo po co cokolwiek zmieniać, jeśli nadal robi niezłe wrażenie. Tym bardziej, że owy stwór, który przyjmuje ciało głównej bohaterki filmu, wygląda naprawdę szatańsko :D. Nie najgorzej wygląda chodzenie potwora po ścianach, do złudzenia przypominające chód pająka, czy też hieny, których w Kenii jest przecież pełno, i których w filmie nie zabrakło. Co do hien – zaintrygowało mnie ich zachowanie. Przyznaję się bez bicia że nie wiem, czy zostało one doszlifowane przy pomocy komputerów, czy też zwierzęta te z natury poruszają się tak szybko i płynnie. W każdym bądź razie – scena, w której zagryzają one małego chłopca jest jedną z najlepszych w całym filmie.

Najnowszemu dziełu Renny’ego Harlina zdecydowanie brakuje klimatu. Film sprzed trzydziestu lat autentycznie straszył i był przerażający. O „Egzorcysta: Początek” nie da się tego samego powiedzieć. Film ogląda się z jako taką przyjemnością, z pewnością nie nudzi, ale też specjalnie nie wciąga. Poza tym jedynie jedna scena – ta ostateczna, w której ojciec Merrin odpędza demona – potrafi tak naprawdę zainteresować. Resztę właściwie wcale nie wciąga. Może gdyby akcja filmu była bardziej wartka, a fabuła szybciej posuwała się do przodu – obraz ten oglądałoby się znacznie lepiej. A tak – mamy kolejną niezłą technicznie produkcję, która mimo to nie potrafi zaciekawić widza i przyciągnąć go mocniej do telewizora *.

Nie ma co, bardzo się zawiodłem. Liczyłem na dobry horror, trzymający poziom pierwszej odsłony „Egzorcysty”, jednak po raz kolejny się przeliczyłem. „Egzorcysta: Początek” to obraz technicznie dobry, ale brakuje mu tego czegoś, co przyciągnęłoby widza na dłużej do ekranu. Film ten ani nie niepokoi, ani nie straszy, ani nie wzbudza żadnych większych emocji. Obejrzeć można, a nawet warto, by wyrobić sobie własną opinię – ale po co, skoro wokoło pełno jest znacznie lepszych produkcji?

Tytuł: Egzorcysta – Początek
Tytuł oryginału: Exorcist: The Beginning
Kraj: USA
Czas trwania: 114 minut
Premiera kinowa: 2005-03-04
Reżyseria: Renny Harlin
Obsada: Stellan Skarsgard, Izabella Scorupco, James D’Arcy, Julian Wadham

Ocena: 6/5

Dyskusja