Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Gabinet Doktora Caligari”

Lata dwudzieste minionego wieku to okres, kiedy w życie zaczynał wchodzić jeden z najnowszych technicznych wynalazków człowieka. Kino, bo o nim mowa, stało się wówczas jedną z najpopularniejszych rozrywek – choć nie każdy oczywiście mógł sobie na filmowe uciechy pozwolić, była to bowiem technologia bardzo świeża i na topie, podobnie jak dzisiaj ma to miejsce w przypadku kina Imax. Tak czy owak, na początku minionego stulecia wykształcił się w Niemczech ekspresjonistyczny nurt filmowy. Opisywana przeze mnie produkcja to jedno z najpopularniejszych i najmocniej wiązanych z ekspresjonizmem dzieł.

Do pewnego niemieckiego miasteczka przybywa wędrowny hipnotyzer. Jego somnambulik, śpiący ponoć bez przerwy od dwudziestu trzech lat, ma być główną atrakcją trwającego właśnie jarmarku. Okazuje się, że tajemnicza istota „wie wszystko o przeszłości, oraz zna przyszłość”. Dwoje przyjaciół, Alan i Francis postanawiają przyjść na jeden z seansów. Pierwszy z nich pyta somnambulika, jak długo będzie jeszcze żył. Odpowiedź okazuje się być wysoce niesatysfakcjonująca – mężczyzna ma nie dożyć następnego ranka. Tak też się staje i tej samej nocy zostaje skrytobójczo zamordowany. Francis jest przekonany, że w zabójstwie maczał palce przybyły do miasta jegomość i postanawia na własną rękę rozwiązać zagadkę.

Przede wszystkim, przyglądając się „Gabinetowi Doktora Caligari”, należy wziąć pod uwagę wiek obrazu. Dzieło Wiene’a ma już niespełna sto lat, a jak wszyscy dobrze wiemy, przez ostatnie kilku dekad przemysł filmowy rozwijał się bardzo dynamicznie. Opisywany przeze mnie kultowy horror to jeszcze kino nieme, a więc wszelkie dialogi i wyjaśnienia fabuły przedstawiane są widzowi w osobnych ujęciach. Nie oznacza to, że film jest całkowicie pozbawiony udźwiękowienia – usłszymy w nim bowiem podkład muzyczny. Co prawda jest on już nieco niedzisiejszy, ale nadal spełnia swą najważniejszą rolę – w większości przypadków w doskonały sposób pobudza napięcie w widzu, niekiedy jednak wydaje się być nieodpowiednio dopasowany. Cóż jednak poradzić? Normalną rzeczą jest, że nie każdy aspekt produkcji cechowany jest przez ponadczasowość i niektóre rzeczy mogą wydać się nam, współczesnym widzom, co najmniej dziwne, a niekiedy wręcz śmieszne.

Gra aktorów wydaje się być całkiem przyzwoita, podobnie też jak i ich charakteryzacja. Filmowi Alan i Francis sprawiają bardzo pozytywne wrażenie, podobnie jak i Jane (w rzeczywistości Lil Dagover), do której obaj panowie pałają miłością. Nic jednak nie przbije Wernera Krausa, będącego tytułowym Doktorem Caligari. Postać ta przemówiła do mnie najlepiej ze wszystkich. Już z samego jego wyglądu nietrudno wywnioskować, że jest najczarniejszym z czarnych charakterów, choć w gruncie rzeczy to niezwykle ciekawy i intrygujący bohater.

Pozytywne wrażenie sprawia również wspaniała scenografia. Akcja rozgrywa się na tle sztucznych teł i dekoracji, utrzymanych raczej w ciemnej tonacji. Miało to, w zamierzeniach twórców, odzwierciedlać spaczoną psychikę bohaterów. Docelowy efekt został osiągnięty, a i ja sam, oglądając film, byłem niekiedy przekonany, że patrzę na powstałą niemal sto lat temu ekranizację któregoś z dzieł Lovecrafta. Klimatu „Gabinetowi Doktora Caligari” odmówić nie można. Bo mimo iż w dzisiejszych czasach, z przyczyn czysto technicznych, znacznie trudniej byłoby mu widza przestraszyć czy zaniepokoić, to i tak obraz intryguje i ciekawi – i to jest w całej tej rozrywce najważniejsze. Dzięki temu ten nieco ponad siedemdziesięciominutowy film ogląda się z nieukrywaną przyjemnością.

„Gabinet Doktora Caligari” to dzieło wybitne, które na stałe wpisało się do annałów w historii kina grozy. Polecam zapoznać się z nim każdemu, kto nazywa siebie miłośnikiem horroru. Film to ciekawy i pasjonujący, mimo tych stu lat, które już niedługo będzie miał na karku.

Tytuł: Gabinet Doktora Caligari
Tytuł oryginału: Kabinett des Doktor Caligari
Reżyseria: Robert Wiene
Scenariusz: Hans Janowitz, Carl Mayer
Muzyka: Alfredo Antonini
Data premiery: 1920-02-26 (Świat)
Czas trwania: 71 minut
Kraj: Niemcy
Obsada: Werner Krauss, Conrad Veidt, Lil Dagover, Friedrich Feher

Ocena: 10/5

Dyskusja