Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Głosy”

Wybierając się do kina na „Głosy” miałem nadzieję obejrzeć dobry dreszczowiec, których ostatnio jak na lekarstwo. Zwłaszcza, że historia opowiedziana w filmie wiąże się z duchami oraz podobnymi im zjawiskami nadprzyrodzonymi. Niestety, z nadziei nici – Geoffrey Sax uraczył nas bowiem dziełem nadzwyczaj przeciętnym, nie wybijającym się z tłumu pośród innych, podobnych obrazów.

Pośród szumów i trzasków niedostrojonego radia można ponoć usłyszeć głosy. Ci którzy je słyszą uważają, że głosy te należą do umarłych. Kiedy ginie znana pisarka Anna Rivers, jej mąż Jonathan spotyka mężczyznę, który ponoć nawiązał kontakt ze zmarłą. Wdowiec zagłębia się w tajemniczy świat EVP. Szczęśliwie udaje mu się skontaktować ze swoją zmarłą żoną. Wkrótce mężczyzna zaczyna coraz bardziej angażować się w EVP, a co za tym idzie – oddalać się od rzeczywistości.

Pomysł ciekawy, nie powiem. Jeśli tło fabularne przywiodło wam na myśl japońskie horrory typu Ring czy Dark Water, to całkiem słusznie. Produkcja garściami czerpie z dzieł Nakaty. Ponadto gołym okiem widać podobieństwa do kultowej produkcji z lat osiemdziesiątych pt. „Duch” („Poltergeist”).

Trudno nie zauważyć bardzo naturalnej gry aktorskiej w „Głosy”. Doskonale spisują się wszyscy aktorzy. Bez wyjątku grają bardzo przekonywująco, ale na szczególną pochwałę zasługuje z pewnością Michael Keaton (który dla mnie i tak zawsze pozostanie Batmanem ;)). Właściwie to akcja filmu bez przerwy obraca się wokół niego, podczas gdy cała reszta bohaterów to tylko postacie drugoplanowe. A szkoda, bo po jakimś czasie zatracający się w EVP wdowiec zaczyna nudzić. I doskonała gra Keatona niewiele tu już pomaga. Najbardziej mógłbym się przyczepić do tego, że wątek ojcostwa został tu potraktowany po macoszemu. Syn Jonathana nic tutaj nie wnosi, a wręcz przeciwnie, wypowiada jedynie kilka kwestii, widzimy go parę razy jak ogląda kreskówki, ale po co w ogóle pojawia się w scenariuszu? Nie wiadomo, ale widocznie po to, żeby krytycy mieli się czego czepiać.

„Głosy” to w gruncie rzeczy dramat psychologiczny, który z czasem przeobraża się w thriller. Bo horrorem na pewno nazwać go nie można. Przede wszystkim, brakuje mu klimatu. Historia jest ciekawa, ale niespecjalnie porusza. Poza tym scenariusz obfituje w niedoróbki oraz niewykorzystane pomysły. Obraz nie wzbudził we mnie strachu. Ba, nie uświadczyłem w nim nawet atmosfery niepokoju czy też jako takiego napięcia. Z drugiej strony nie mogę powiedzieć, by „Głosy” nudziły. Film ogląda się dobrze, i można nawet czerpać z tego pewną przyjemność, pod warunkiem że przymknie się oko na pewne jego niedociągnięcia.

A oprócz braku klimatu, niewykorzystanych pomysłów oraz naszpikowanego błędami scenariusza, poważną wadą jest muzyka. Powiem szczerze: taki podkład bardziej pasuje do filmów obyczajowych niż do produkcji, która teoretycznie ma być thrillerem. Całe szczęście, że w „Głosach” pojawia się ona bardzo rzadko. O tym, że nie potęguje napięcia oraz nie podkreśla nastrojowości to już chyba wspominać nie muszę…

Obraz w pewnym stopniu ratują bardzo dobre zdjęcia. Będący za nie odpowiedzialny Chris Seager pokazał się od jak najlepszej strony. Niezłe wrażenie robią ujęcia z lotu ptaka, ale ciekawym bajerkiem są też spadające na ekran iskry, w scenie kiedy Jonathan ratuje dziecko kobiety, poinformowany wcześniej o wypadku przez swoją zmarłą żonę.

Nie ma co, zawiodłem się. Do ostatniej chwili miałem nadzieję, że „Głosy” zaskoczą mnie czymś, co zniweczy wszystkie ich wady. Niestety, tak się nie stało i w rezultacie otrzymujemy przeciętną produkcję, która ledwo co jest warta pieniędzy wydanych na bilet. Film cechuje bardzo dobra gra aktorska oraz równie dobre zdjęcia, ale to nie wystarczy. Historia kręcąca się wokół jednego wątku, niedopracowany scenariusz, kiepska muzyka oraz niemal całkowity brak klimatu sprawiają, że filmu mimo najszczerszych chęci nie mogę polecić miłośnikom dreszczowców. Naprawdę nie warto „Głosów” oglądać, ja przesiedziałem w kinie 101 minut, które teraz z czystym sumieniem mogę uznać za stracone…

Tytuł: Głosy
Tytuł oryginału: White Noise
Kraj: USA/ Wielka Brytania/ Kanada
Czas trwania: 101 minut
Premiera kinowa: 2005-08-26
Reżyseria: Geoffrey Sax
Obsada: Michael Keaton, Chandra West, Deborah Unger, Ian McNeice

Ocena: 4/5

Dyskusja