Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Hero”

Umieszczając płytkę z „Hero” w odtwarzaczu DVD, miałem nadzieję, że zobaczę oryginalny, przejmujący i efektowny film, który będzie czymś na kształt chińskiej wersji „Ostatniego Samuraja”. Byłem też ciekaw, jak będzie wyglądało największe kinowe przedsięwzięcie, którego w tamtym kraju kiedykolwiek się podjęto. Ostatecznie jednak jest to obraz rzeczywiście oryginalny, i efektowny. Niestety, niezbyt przejmujący.

Władca, który wkrótce zostanie pierwszym cesarzem Chin dąży do zjednoczenia ogarniętego wojną kraju. Tymczasem trzej jego przeciwnicy wcielają w życie plan zamordowania go. Na ich drodze staje jednak lojalny poddany: nie mający sobie równych tajemniczy wojownik, nazywający siebie Bezimiennym.

W celu uniknięcia jakichkolwiek niejasności lub niedopowiedzeń, już na początku tej recenzji oświadczam, że „Hero” to jeden z tych filmów, których ocenianie przychodzi mi z największą trudnością. Dużo zależy tutaj bowiem od gustu widza. W obrazie Yimou pełno jest oryginalnych rozwiązań, które jednak nie wszystkim muszą się spodobać. Mnie spodobały się niespecjalnie. Inni natomiast mogliby być nimi zachwyceni…

Do obsady zatrudniono całkiem zdolnych młodych aktorów. Jednym z nich, jest słynny Jet Li, który gra głównego bohatera, Bezimiennego. Ponoć tak bardzo chciał on zagrać w „Hero”, że zgodził się na mniejsze wynagrodzenie. Spisuje się on naprawdę nienajgorzej. Podobnie jest z całą resztą aktorów… nie będę opisywał tutaj gry każdego z nich z osobna, bowiem mijałoby się to z celem. Dość wspomnieć, że gra aktorska to jeden z najmocniejszych atutów „Hero”. Co innego, jeśli wziąć pod uwagę bohaterów, których przyszło aktorom odgrywać. Niestety, w większości przypadków są oni niezbyt przekonywujący i dziwnie obojętni widzowi, a ich poczynania są niekiedy wręcz nielogiczne. Przykład? Główny bohater połowę życia spędził na morderczych treningach, które miały go przygotować do zamachu na przyszłego cesarza. Przybywszy jednak do siedziby władcy i wysłuchawszy jego i tak nieprzekonywującej opowieści postanawia darować mu życie. Innymi słowy – rezygnuje z tego, na co poświęcił ponad dekadę morderczej pracy. Dziwne to, doprawdy…

Dobre wrażenie sprawia oprawa dźwiękowa filmu. Podczas oglądania widzowi towarzyszą spokojne, ale klimatyczne i budujące nastrój melodie. Mimo to nie wpadają one w ucho na tyle, bym mógł zanucić którąkolwiek z nich w kilka minut po zakończeniu projekcji. Pochwalić należy Christophera Doyle’a, który odpowiada za zdjęcia w „Hero”. W produkcji Yimou, Doyle pokazał swoją klasę i w czasie trwającego niespełna sto minut seansu wielokrotnie mogłem cieszyć oczy doskonałymi, pomysłowymi ujęciami. Zostało to dostrzeżone przez znawców tematu i Australijczyk został nagrodzony Złotą Kamerą oraz nagrodą Hong Kong Film Award za najlepsze zdjęcia.

„Hero” to także znakomite efekty specjalne, oraz wyśmienite walki. Ich choreografie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Mimo, iż to co wyprawiają bohaterowie w pewnym momencie staje się czymś nierealnym i niemożliwym do wykonania przez zwykłych śmiertelników, to i tak zachwyt bierze górę nad logicznym rozumowaniem. Starć jest tutaj sporo i można powiedzieć, że jest to w pewnym stopniu esencja tej produkcji. Doskonała esencja.

Niewiele dobrego mogę za to powiedzieć o scenariuszu i rozwoju fabuły. To niewątpliwie najsłabszy aspekt filmu. Właśnie przez spaprany scenariusz obraz Yimou to mimo wszystko nudne i mało ciekawe widowisko. Cała historia jest opowiada z perspektywy pierwszej osoby, ustami Bezimiennego. Zawiera wiele dziwnych i maksymalnie udziwnionych zwrotów akcji, w których widz prędzej czy później się gubi. I jeszcze bezsensowne zakończenie, o którym wspominałem już wcześniej (mam na myśli rozejm, mimo wielu poświęceń ze strony Bezimiennego i jego przyjaciół). Tak czy inaczej – po jakimś czasie wszystko to zaczyna się robić nudne… Kiedy oglądałem film, poważnie zastanawiałem się, czy nie powinienem uciąć sobie krótkiej drzemki. Koniec końców wytrwałem do napisów końcowych, ale przyznaję z bólem, że nie było to proste.

„Hero” to mało ciekawy film. Istnieje jednak duża szansa, że przypadnie on do gustu wszystkim miłośnikom kultury Wschodu. Obraz ten od strony technicznej pozostawia niewiele do życzenia… jednak historia tu opowiedziana w żaden sposób nie potrafiła mnie zaciekawić. Dlatego też ocenę wystawiam taką, a nie inną.

Tytuł: Hero
Tytuł: Ying xiong
Kraj: Chiny, Hongkong
Czas trwania: 99 minut
Data premiery: 2002-10-24
Reżyseria: Zhang Yimou
Obsada: Donnie Yen, Tony Leung Chiu Wai, Daoming Chen, Jet Li, Maggie Cheung

Ocena: 4/5

Dyskusja