Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Hostel”

Wczoraj miałem przyjemność/nieprzyjemność obejrzenia nowego filmu mało znanego, amerykańskiego reżysera Eli Rotha pt. Hostel (niech Was nie zmyli nazwisko Quentina Tarantino na plakatach reklamujących produkcję, jest tylko producentem). Powiem krótko: nie podobał mi się, a teraz zobaczcie dlaczego.

Grupka trzech kolegów z Ameryki jedzie do Europy się zabawić. Odwiedzają m.in. Amsterdam – słynne hasz bary, kluby, burdele. Tam zupełnie przypadkowo poznają człowieka, który opowiada im o dosłownie najlepszym miejscu na świecie do zabawy i podrywania panienek – Bratysławie. Chłopaki zauroczeni wizją imprezowego raju na ziemi bez wahania wsiadają w pociąg i po kilkunastu godzinach podróży są na peronie w stolicy Słowacji. Tutaj przeżywają pierwszy szok: brudne ulice, prawie wszyscy mieszkańcy wyglądają jak lumpy, włóczące się psy, śmieci… dla nich istny 3 świat. Na szczęście szybko trafiają do poleconego im tytułowego hostelu i od razu jest lepiej. Wszyscy są piękni, bardzo mili, a koledzy już na wstępie spotykają gorące i chętne na wszystko dziewczyny. Tak mija około połowa filmu, na zabawie, mocnych drinkach i ostrych scenach erotycznych. Druga część filmu jest mniej przyjemna wizualnie, ponieważ bohaterowie giną w tajemniczych okolicznościach, a jak się później okazuje zostają porwani przez szajkę morderców-psychopatów, którzy dla przyjemności torturują swoje ofiary. Od tego miejsca jest już tylko gorzej.

Film nie reprezentuje żadnych wartości, po jego obejrzeniu jedyną myślą kołaczącą mi się w głowie było „już dawno nie widziałem czegoś tak pustego na ekranie”. Całą druga połowę obrazu wypełnia krew, flaki, wymiociny i straszliwe krzyki niewinnych ofiar. Przypomina to trochę „Piłę”, ale tam o wiele ważniejsza jest fabuła, w tej produkcji polot schodzi na drugi plan, a właściwie zostaje zmyty przez hektolitry posoki (wykorzystano dokładnie 6 hektolitrów sztucznej krwi). Jeden z występujących tam słowackich aktorów powiedział w wywiadzie, że było mu niedobrze gdy czytał scenariusz, a grając musiał sobie cichutko podśpiewywać żeby dodać sobie otuchy przy wyjątkowo brutalnych scenach. Film jest robiony całkowicie na poważnie, nie ma żadnych humorystycznych scenek, to nie „Martwica mózgu”.

Muzyka w ogóle nie zwróciła mojej uwagi – albo była taka kiepska, albo po prostu moje zmysły skupiły się na innych bodźcach, nie potrafię sobie przypomnieć żadnych utworów, albo chociaż motywu przewodniego. Pamiętam, że w dyskotekach leciały jakieś bardzo stare hity dance.

Gra aktorska jest w porządku, nie mogę się tego elementu czepiać. Reżyser zatrudnił autentycznych Słowaków i kilku innych wschodnio-europejskich aktorów, w pewnym momencie pada nawet swojsko brzmiące, polskie słowo na K i jest to jedyny chyba moment kiedy się zaśmiałem. A przepraszam było jeszcze kilka momentów:

Stereotypy. Muszę was przestrzec drodzy czytelnicy, że obraz ten jest przepełniony amerykańskimi stereotypami i mitami na temat Europy Wschodniej (głównie mówię o Słowacji gdzie rozgrywa się akcja filmu, a swoją drogą zdjęcia były kręcone w czeskiej Pradze). Nie wiem czy twórcy zrobili to specjalnie, czy nie, ale obraz Bratysławy jaki serwują, jest chyba gorszy niż zdjęcia z Sarajewa po rosyjskim nalocie. Tak jak wspomniałem na początku recenzji, miasto wygląda tragicznie. Po brudnych ulicach grasują bandy dzieci, które jeżeli nie ułaskawione choćby drobnym fantem są gotowe zatłuc człowieka na śmierć (co oczywiście widzimy na ekranie). W pewnym momencie pokazane jest jak ktoś ogląda telewizję w takim starym czarno-białym jeszcze telewizorze. No to ja się pytam: czy to specjalny zabieg czy Amerykanie naprawdę tak myślą!? Czytałem gdzieś, że Słowacy strasznie się oburzyli z tego powodu, ale obawiam się, ze jedyne co wskórają to zwiększenie oglądalności tego „dzieła”.
Generalnie te sceny wzbudzały we mnie śmiech, ale raczej nie wesołości lecz bezsilności. Śmiałem się z tego jak ograniczeni są ci ludzie zza Pacyfiku.

W podsumowaniu jeszcze raz Was zniechęcam do tej produkcji, gdyż reprezentuje ona intelektualne dno, brak jakiegokolwiek przesłania, pokazuje skrzywiony obraz naszych sąsiadów ze Słowacji i w dodatku dla młodszych widzów (film na szczęście jest dozwolony od 18 roku życia) może naprawdę być bardzo destruktywna dla psychiki.

Tytuł: Hostel
Tytuł oryginału: Hostel
Kraj: USA
Czas trwania: 95 minut
Data premiery: 2005-09-17
Reżyser: Eli Roth
Obsada: Jay Hernandez, Derek Richardson, Eythor Gudjonsson, Barbara Nedeljakova, Jan Vlasak

Ocena: 4/5

Dyskusja