Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „King Kong”

W chwili gdy piszę te słowa, temat King Konga, ogromnej i przerażającej małpy z afrykańskiej dżungli jest niezwykle aktualny. Miesiąc temu bowiem na ekrany polskich kin weszła kolejna produkcja filmowa z Kongiem w roli głównej, tym razem w reżyserii doskonałego reżysera Petera Jacksona, znanego wszystkim głównie z ekranizacji Władcy Pierścieni. Tuż przed premierą najnowszego dzieła Jacksona, czasopismo „Naj” uraczyło swoich czytelników bardzo ciekawym dodatkiem. Do gazety dołączono słynny film Johna Guillermina z 1976 roku, przez wielu uważany za najlepszy powstały dotychczas obraz przedstawiający przygody kolosalnej małpy.

W dzikich ostępach afrykańskiej dżungli ekspedycja poszukująca złóż ropy naftowej znajduje gigantycznego goryla. Małpa sieje postrach wśród tubylców, którzy traktują ją jak boga i nazywają Kong. Szef ekspedycji postanawia schwytać goryla i przewieźć do Ameryki, gdzie ma się on stać maskotką koncernu paliwowego. Mimo sprzeciwów antropologa Jacka Prescotta, Kong trafia do Nowego Jorku, gdzie na ogromnym festynie ma zostać zaprezentowany tłumom. Przerażony goryl wyrywa się z gigantycznej klatki i zaczyna pustoszyć miasto.

Przyglądając się „King Kongowi” należy wziąć pod uwagę fakt, że film ma już trzydzieści lat. Pod wieloma względami może więc wydawać się nam, współczesnym widzom, zabawny lub nielogiczny. Mimo to, dzieło Guillermina można z przyjemnością oglądać także i teraz, gdy w kalendarzu widnieje liczba 2006. Ogólnie, do obrazu tego byłem nastrojony pozytwnie, gdy tylko usłyszałem opinię mojej rodzicielki. Gusta są jednak różne, i teraz, po trwającym ponad dwie godziny seansie jestem w stanie stwierdzić, że „King Kong” to film średni, nawet jeśli weźmie się pod uwagę jego wiek.

Spośród trójki aktorów odgrywających główne postacie, dwie osoby poradziły sobie z tym zadaniem wystarczająco dobrze. Jeff Bridge i Jessica Lange, czyli filmowi antropolog i pupilka Wielkiej Małpy, wypadli całkiem przekonywująco. Nie da się tego jednak powiedzieć o Charlesie Grodinie, któremu w udziale przypadła rola szefa koncernu naftowego. Jego gra jest jednak drewniana, nie mogłem też ścierpieć tych głupich min, z którymi co chwilę pojawiał się na ekranie. Wybór tego aktora do roli Freda Wilsona był, moim zdaniem, oczywistym nieporozumieniem. Na szczęście jednak wszystkim innym zatrudnionym do filmu ludziom nie można nic zarzucić. Aktorzy drugoplanowi prezentują naprawdę przyzwoity poziom.

Nic dobrego nie mogę również powiedzieć o oprawie muzycznej „King Konga”. Nijak ma się ona do, że tak powiem, tematyki filmu. Prezentowane przez twórców utwory pasują bardziej do dramatu lub obyczaju, a nie do obrazu, który w swoich zamierzeniach ma reprezentować gatunek przygoda/s-f. Częściowo rekompensuje nam to bardzo solidne udźwiękowienie. Muzyka rdzennych mieszkańców Afryki, odgłosy wystrzałów czy wybuchów robią dobre wrażenie, natomiast ryk Konga, odpowiednio nagłośniony powoduje, że widza przechodzą ciarki po plecach.

„King Konga” cechują wyśmienite, jak na tamte czasy, efekty specjalne. Docenili to fachowcy i obraz dostał Oscara w tej kategorii. Wygląd samego goryla robił w tamtych czasach ogromne wrażenie. Dziś nie jest to już taki majsterszyk jak przed trzydziestoma laty, mimo to sceny z Kongiem ogląda się z nieukrywaną satysfakcją. Najbardziej zapadła mi w pamięć walka małpy z policyjnymi śmigłowcami, na dachu manhatańskiego wieżowca. Moment to smutny, ale zrealizowany z godnym podziwu rozmachem.

Oglądając „King Konga” warto zastanowić się, jak szybko rozwija się dzisiejszy przemysł filmowy. Obraz ten, jak już wspomniałem, uzyskał Oscara za efekty specjalne. Jednak gdyby patrzeć na produkcję okiem współczesnego krytyka, stałyby one na niezwykle niskim poziomie i mogłyby zostać uznane wręcz za wadę, a nie zaletę filmu. Bez trudu można bowiem dostrzec, gdzie dany efekt zaczyna się i kończy, nie uświadczymy tu też tego 'przepychu', który cechuje współczesne produkcje.

Bardzo dobre wrażenie robi dziś scenografia – widać te trzy dekady nie uczyniły na niej żadnego uszczerbku. Wspaniały krajobraz afrykańskiej dżungli, leże Konga, a przede wszystkim murzyńska wioska i tereny wokół niej, wyglądają znakomicie. Jedyne czego mi tutaj tak naprawdę brakowało, to ujęcia z lotu ptaka, do których przyzwyczaiły mnie współczesne produkcje. W filmie Guillermina jest ich jak na lekarstwo. A szkoda, gdyż jestem przekonany, że widok afrykańskich równin ucieszyłby oczy niejednego widza.

Trudno mi powiedzieć czy „King Kong” to obraz, z którym warto się zapoznać. Z jednej strony film ten posiada wiele mocnych stron, z drugiej pełno tu drobnych niedoróbek i błędów, które rażą oczy i duszę. Dla miłośników wielkiego goryla jest to pozycja obowiązkowa – a inni mogą „King Konga” obejrzeć, jeśli tylko zechcą. Tym bardziej, że niedawno nadarzyła się ku temu okazja i film można nabyć wraz z jednym z kobiecych czasopism za niespełna siedem złotych.

Tytuł: King Kong
Tytuł oryginału: King Kong
Kraj: USA
Czas trwania: 134 minuty
Premiera kinowa: 1976-12-17
Reżyseria: John Guillermin
Obsada: Charles Grodin, Jessica Lange, Jeff Bridges

Ocena: 6/5

Dyskusja