Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Klątwa El Charro”

Slasher to niezwykle popularna w ostatnim czasie odmiana horroru. Nie wiedzieć czemu, filmy, w których mamy do czynienia z jednym mordercą, któremu na ostrze nasuwają się coraz to kolejne ofiary, coraz bardziej podobają się współczesnym widzom. Nic więc dziwnego, że twórcy starają się wyjść naprzeciw oczekiwaniom i tworzą coraz to kolejne obrazy. Jednym z nich jest „Klątwa El Charro” w reżyserii Richa Ragsdale’a.

Młoda dziewczyna miewa koszmarne sny o śmierci. Nie rozumie ich przyczyny, ponieważ nie wie, że jest kolejnym wcieleniem zamordowanej przed stu laty ukochanej barona El Charro. Owa ukochana nie zgodziła się wyjść za barona. Dziś, wiele lat po tej tragedii, historia powtarza się. El Charro wraca, by pomścić upokorzenie.

Muszę przyznać, iż o istnieniu recenzowanego filmu dowiedziałem się raptem na kila godzin przed jego obejrzeniem. Ujrzałem ten tytuł w bukowskiej wypożyczalni DVD na półce z napisem „Polecamy” tuż obok tytułów takich jak „King Kong” i „Batman: Początek”. Pomyślałem, iż miejsca na takiej półce nie udostępnia się byle jakim produkcjom. Okazało się, jednak, iż byłem w błędzie. „Klątwa El Charro” to jeden z najsłabszych filmów, jakie dane było mi ostatnio obejrzeć.

Aktorzy z obsady byli mi bez żadnego wyjątku nieznani. Właściwie tylko jeden z nich może pochwalić się stosunkowo dużym dorobkiem filmowym. Mam tu na myśli Garry’ego Bullocka. Jednak mimo iż lista obrazów w których występował liczy kilkadziesiąt różnych pozycji, to i tak żadna z nich nie odniosła większego sukcesu i nie pozwoliła się aktorowi wybić na tle setek innych, podobnych lub znacznie zdolniejszych ludzi Hollywoodu. W „Klątwie El Charro” sprawia pozytywne wrażenie. Pozostali członkowie obsady prezentują się o wiele słabiej. Gra większości z nich zgrzyta i często sprawia wrażenie nienaturalnej – słowem, pozostawia wiele do życzenia. Jedyną aktorką wybijającą się na tle pozostałych, jest tutaj czarnoskóra dziewczyna, której w udziale przypadła dość niewdzięczna rola nastoletniej rozpustnicy, a której nazwiska nie jestem w stanie tutaj przytoczyć. Spytacie pewnie, dlaczego, skoro w napisach końcowych wyświetlają się nazwiska wszystkich aktorów? Ano właśnie. Jedną z wad scenariusza jest niedostateczne przedstawienie postaci, skutecznie uniemożliwiające utożsamienie się widza z bohaterami. W efekcie ich los jest oglądającemu obojętny, a po zakończeniu oglądania okazuje się, że z imienia potrafiłby nazwać jedynie główną bohaterkę.

Stosunkowo dobrze wypada dźwięk i muzyka. Oglądanie filmu umilają chóralne pieśni, które całkiem nieźle budują nastrój u widza. Szkoda, że zazwyczaj psują go po chwili albo zgrzyty w grze aktorskiej, albo hektolitry krwi na ekranie. Udźwiękowienie sprawia dobre wrażenie. Może i nie usłyszymy w „Klątwie El Charro” jakichś wbijających w fotel odgłosów i brzmień, niemniej jednak całokształt dźwięku w filmie prezentuje się bardzo przyzwoicie.

Co jednak jest w tym obrazie najbardziej przykre? To, iż w zamierzeniach twórców leżało zrobienie horroru. Nie, nie będę teraz pisał, że „Klątwa El Charro” w ogóle horroru nie przypomina. Byłoby to kłamstwem. Wiele rzeczy wskazywałoby bowiem, iż jest to film grozy. Mroczna scenografia, odpowiedni dźwięk… momentami nawet klimat jest odpowiedni. Przykre jest jednak to, nastrój jest tu w idiotyczny sposób zaprzepaszczany tuż po tym, jak tylko zostaje stworzony. Dzieje się to z różnych powodów. A to jakiś nieudolny żart, a to zgrzyt w grze aktorskiej… a kiedy baron El Charro pojawia się w całej swej okazałości, cała mroczna otoczka pryska. Nagle ekran spływa krwią, a nastrój, bądź też właściwie jego namiastki, ginie bezpowrotnie.

Jaki jest więc ostateczny werdykt? Cóż, mimo moich najszczerszych chęci, nie mogę powiedzieć, że „Klątwa El Charro” to film dobry. Wręcz przeciwnie. Jest to produkcja słaba, której tak naprawdę nie warto oglądać – dookoła pełno jest bowiem znacznie lepszych horrorów. „Dzieło” Ragsdale’a nie jest totalną klapą – na uwagę zasługują tu naprawdę nienajgorsza muzyka i bardzo przyzwoity dźwięk. Niemniej jednak cała reszta pozostawia wiele do życzenia. Na mój gust – trója w dziesięciostopniowej skali.

Tytuł: Klątwa El Charro
Tytul oryginału: Curse of El Charro
Kraj: USA
Czas trwania: 90 minut
Data premiery: 2004-09-08
Reżyseria: Rich Ragsdale
Obsada: Garry Bullock, Heidi Androl, Mia Hoyos, Brian Avery, Andrew Bryniarski

Ocena: 3/5

Dyskusja