Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Klucz do Koszmaru”

Będąc niedawno na doskonałym „Batman: Początek” miałem okazję widzieć bardzo interesujący trailer. „Klucz do Koszmaru”, bo taką nazwę nosił zapowiadany film, to jeden z takich obrazów, w którym mamy do czynienia ze starym domem, jego intrygującymi mieszkańcami oraz tajemnicą, kryjącą się pośród jego ścian.

Caroline Elis jest pracownicą hospicjum. W ten sposób pragnie zarobić pieniądze na szkołę pielęgniarską. Pewnego razu trafia do starego domu w okolicach Nowego Orleanu, gdzie pod opiekę dostaje chorego na udar mózgu Bena. Od żony pacjenta, Violet Devereaux, dostaje uniwersalny klucz, który otwiera wszystkie drzwi w domu, nawet te ukryte. Wkrótce Caroline odkrywa pomieszczenie, do którego nie idzie się dostać nawet przy pomocy owego klucza. Niedługo potem będzie świadkiem wielu intrygujących i niewytłumaczalnych zjawisk. Trafi na trop, który pomoże jej rozwikłać zagadkę domu oraz jego mieszkańców.

Od samego początku „Klucz do Koszmaru” opiera się na klasycznym schemacie i można tu zaobserwować pewien ciąg nielogicznych zdarzeń. Pielęgniarka przyjeżdża na miejsce pełna wigoru i pozytywnie nastawiona do pracy. Zaznajamia się z domem, pacjentem oraz jego żoną, dostaje swój pokój, i pewnego razu zupełnie przypadkowo trafia w okolice tajemniczego pokoju. Oczywiście żąda, by wyjaśniono jej jaką tajemnicę skrywa dom. Twardo stąpająca po ziemi realistka szybko zmienia się w okultystkę, kiedy okazuje się, że szereg niewyjaśnionych zjawisk ma związek z magią hoodoo. W bardzo krótkim czasie poznaje tajniki sztuki, by wykorzystać ją przeciwko złym siłom, które zamieszkały w domu. Zupełnie niewtajemniczona dziewczyna szybko staje się mistrzynią w dziedzinie sztuk okultystycznych.

Z czystym sumieniem mogę pochwalić Kate Hudson, która znakomicie zagrała Caroline. Nie można odmówić jej wielkiego talentu, który w połączeniu z naturalnym wdziękiem sprawia, że aktorka ta jest bardzo przekonywująca. Grzechem byłoby też zapomnieć o urodzie Kate, trudno nie dostrzec w niej podobieństwa do innej znanej gwiazdy Hollywood, a mianowicie – Jennifer Lopez. Nieźle spisała się Gena Rowlands, której w udziale przypadła rola Violet, starej i zrzędliwej, a przy tym niezwykle chytrej i przebiegłej kobiety. Natomiast Peter Sarsgaard, grający prawnika Luke’a – pokazał się od jak najgorszej strony. Aktor ten grał sztywno i mało naturalnie. Natomiast o Johnie Hurt powiedzieć mogę niewiele. Grając sparaliżowanego mężczyznę nie wzbudził u mnie większych emocji – czy to pozytywnych, czy wręcz przeciwnie. Może dlatego, że tak naprawdę niewiele miał do roboty. W większości scen widzimy go siedzącego na wózku lub leżącego w wannie. Zaledwie dwa razy mamy okazję obejrzeć go gdy wykonuje inną czynność – raz, gdy próbuje na własną rekę uciec z domu, oraz gdy Caroline odprawia przy nim rytuał.

Dobrą stroną obrazu jest też bez wątpienia muzyka oraz dźwięk. Wielokrotnie mamy okazję usłyszeć niezłe bluesowe kawałki lub przyjemne kubańskie rytmy. Utwory spodobały mi się o tyle, że wkrótce po obejrzeniu filmu postanowiłem tą czy inną drogą dostać je w swoje ręce. I dostałem :). Jeśli zaś chodzi o dźwięk – niewiele można mu zarzucić, gdyż doskonale spełnia swoją rolę – idealnie potęguje napięcie w odpowiednich ku temu momentach tak, że kiedy siedziałem w kinie, momentami ciarki przechodziły mnie po plecach.

Mimo to filmowi i tak brakuje tego, co powinno cechować każdy dobry dreszczowiec. Mało jest tutaj scen, które potrafią widza przestraszyć albo chociaż zaniepokoić. Ciekawe jestem, co by to było, gdyby „Klucz do koszmaru” nie posiadał tak dobrego udźwiękowienia, bo tak naprawdę to chyba tylko ono w pewien sposób buduje klimat. Klimat bardzo podobny do tego, który można zauważyć w książkach Grahama Mastertona. Nie ma tu bezpośrednich nawiązań do prozy tego pisarza, niemniej nie wiedzieć czemu podczas oglądania filmu towarzyszył mi podobny nastrój do tego, jaki odczuwałem czytając jego dzieła.

„Klucz do Koszmaru” cechuje szczególna rzecz. Mianowicie, mam tu na myśli doskonałe zdjęcia. Ogromne brawa należą się ludziom, którzy są za nie odpowiedzialni. Świetne ujęcia znad głów, czy też przekręcające się w dziurkach klucze wyglądają naprawdę dobrze. Na uwagę zasługuje też sceneria, a zwłaszcza morkadła znajdujące się nieopodal domu. Dawno nie widziałem filmu, który pod względem zdjęć dorównywałby „Kluczowi do Koszmaru”.

Zdecydowanie nie żałuję pieniędzy wydanych na bilet do kina. Mimo, że scenariusz obfituje w błędy i niedociągnięcia, a obraz jako taki nie jest zbyt przejmujący i nie przeraża, to film ten i tak jest godny uwagi. Doskonałe zdjęcia, bardzo przyzwoita gra aktorska, a także niezła muzyka oraz udźwiękowienie sprawiają, że „Klucz do Koszmaru” to film, który z pewnością warto obejrzeć.

Tytuł: Klucz do Koszmaru
Tytuł oryginału: The Skeleton Key
Kraj: USA
Czas trwania: 104 minuty
Premiera kinowa: 2005-09-02
Reżyseria: Iain Softley
Obsada: Kate Hudson, John Hurt, Gena Rowlands, Peter Sarsgaard

Ocena: 7/5

Dyskusja