Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Kod da Vinci”

Każdy, kto odwiedza duże portale internetowe, słucha radia, ogląda telewizję, albo chociażby chodzi do kościoła, usłyszał o skandalu, jaki na całym świecie wywołał „Kod Leonarda da Vinci”. Autor powieści, Dan Brown, szybko stał się głównym przeciwnikiem armii dowodzonej przez naszego słynnego ojca prowadzącego. Historia opowiedziana w książce sugerowała bowiem między innymi, że Maria Magdalena była żoną Jezusa, a Święty Graal to nic innego jak jej relikwie. Stało się to, co było nieuniknione – w wielu kręgach Brown został okrzyknięty bluźniercą. Niektórzy zaczęli doszukiwać się w tym prawdy. Inni w to uwierzyli. Nie zważano nawet na fakt, iż sam autor nazywa treść swojej książki 'fikcją literacką'. Sprawa nabrała jeszcze większego rozgłosu, gdy do kin weszła ekranizacja. Kościół Katolicki nawoływał do bojkotu filmu. Ja, mimo iż uważam się za osobę wierzącą, zignorowałem to i udałem się do kina. Niestety jednak stało się tak, że obejrzałem obraz Rona Howarda, nie przeczytawszy uprzednio książki. Trudno mi więc oceniać „Kod da Vinci” jako ekranizację. A jeśli chodzi o sam film – to mimo iż nie oczekiwałem po nim wiele, nie zawiodłem się.

Ofiarą popełnionego w Luwrze morderstwa pada kustosz muzeum Jacques Sauniere. Wezwany przez policję francuską profesor i znawca historii religii Langdon stopniowo odkrywa na miejscu zbrodni szereg zakonspirowanych śladów, które mogą pomóc w ustaleniu zabójcy.
Mogą one stanowić także klucz do jeszcze większej zagadki: niezwykłej tajemnicy sięgającej korzeniami początków chrześcijaństwa. Langdom podejrzewa, że zamordowany był członkiem tajnego stowarzyszenia strzegącego miejsca ukrycia bezcennej, zaginionej przed wiekami relikwii Kościoła.

Nawet gdybym był zagorzałym przeciwnikiem powieści Browna, głupotą byłoby z mojej strony stwierdzenie, że fabuła filmu nie należy do interesujących. Jak już wcześniej zostało powiedziane, obraz ten nakręcono na podstawie bestsellerowej książki. Dlatego też nikt inny jak jej autor powinien odbierać pokłony za fabularną konstrukcję zarówno książki, jak i filmu. Jednak co innego fabuła, a co innego scenariusz. Ten został napisany przez Akivę Goldsmana i trzyma, co tu dużo mówić, przyzwoity poziom. Tworzenie scenariusza do ekranizacji jakiejkolwiek powieści z całą pewnością nie jest proste. Goldsman poradził sobie z tym nienajgorzej, choć i on miał problemy z przeniesieniem na ekran niemal sześciuset stron książki. W efekcie powstał film trwający dwie i pół godziny. Sto pięćdziesiąt minut obfitujące w niezliczoną ilość zaskakujących zwrotów akcji.

Jak przystało na ogromną hollywoodzką produkcję, „Kod da Vinci” może się pochwalić doborową obsadą. Rola Roberta Langdona przypadła w udziale Tomowi Hanksowi, a Sophie Neveu została odegrana przez Audrey Tautou. W obu przypadkach trudno mieć większe zatrzeżenia. Oboje zagrali dobrze, chociaż bez większych rewelacji. Ot, tak jak należało. Na szczególne wyróżnienie zasługuje natomiast Paul Bettany. Bohater, którego przyszło mu odegrać, jest bez wątpienia najbardziej interesujący spośród wszystkich, jakich dane mi było poznać. Zadanie, przed którym stanął Bettany z pewnością nie należało do prostych, jednak aktor ten wykonał swoją robotę znakomicie. Dzięki niemu postać Silasa wręcz emanowała sekretem, niepewnością i tajemnicą. Nie bez znaczenia była tu doskonała wręcz charakteryzacja. Nie wiem czemu, ale Silas z „Kodu da Vinci” bardzo przypominał mi Szatana z „Pasji”. Zwłaszcza, gdy przyodziewał ciemną szatę z kapturem.
Aktorzy drugoplanowi spisali się bez wyjątku dobrze. Nie dostrzegłem w ich grze żadnych większych zgrzytów. Ian McKellen – ten sam, który wcielił się niegdyś w Gandalfa w ekranizacji Władcy Pierścieni – zrobił na mnie dobre wrażenie. Trudno byłoby też nie pochwalić Jeana Reno – odgrywany przez niego Bezu Fache to bez wątpienia jedna z mocniejszych stron aktorstwa w „Kodzie da Vinci”.

Pozytywne wrażenie sprawia oprawa dźwiękowa. Podczas oglądania filmu przyszło mi wysłuchać kilku naprawdę przyjemnych dla ucha kawałków. Na szczególną uwagę zasługuje motyw przewodni, który nie wiedzieć czemu kojarzył mi się z klimatami „Indiany Jonesa”, „Tomb Raidera” czy „Skarbu Narodów”. Nie inaczej jest z dźwiękiem. Wszelkiego rodzaju wstawki czy pojedyncze odgłosy prezentują odpowiedni poziom.

Na dobrze, ale o co tyle szumu? Jak ma się film do wielkiej medialnej nagonki która powstała zarówno wokół niego, jak i pierwowzoru, czyli książki Dana Browna? Odniosłem wrażenie, że obraz został nakręcony w ten sposób, by wizja prezentowana przez autora powieści stała się jak najbardziej prawdopodobna. Dziś, po obejrzeniu „Kodu da Vinci”, mogę stwierdzić, iż stanowisko Kościoła Katolickiego odnośnie owej wizji jest słuszne. Nie popieram nawoływań do bojkotowania filmu napływających ze Stolicy Apostolskiej, gdyż w rzeczywistości przynoszą one zupełnie odwrotny skutek. Mimo to uważam, że film ten może nieźle namieszać w głowach co niektórych chrześcijan. Nieoficjalne statystyki mówią, że około 30% osób oglądających „Kod da Vinci” uznaje wizję Browna za bardzo prawdopodobną. Tym niemniej prawdziwie wierzący katolicy (za takiego się uważam), winni potraktować zarówno film jak i książkę po prostu jako interesującą bajkę. Ostatecznie nawet sam Brown stwierdził, że to co można przeczytać w jego powieści, jest niczym innym niźli zwykłą fikcją literacką.

„Kod da Vinci” jest lepszy, niż się spodziewałem. Po fali negatywnych opinii wypływająch z ust i piór krytyków byłem przekonany, że dzieło Howarda będzie niczym innym jak nieudaną próbą ekranizacji całkiem niezłej (ponoć) książki. A tu proszę… zgrabnie opowiedziana historia, dobra gra aktorska (a w przypadku Paula Bettany’ego – doskonała), a także przyjemna dla ucha oprawa dźwiękowa i nienajgorsze zdjęcia zrobiły swoje. Na minus świadczą jedynie dłużyzny, oraz lekkie przegięcie jeśli chodzi o ilość dialogów. Zdaję sobie jednak sprawę, iż długie rozmowy między bohaterami były niezbędne, by przedstawić fabułę w sposób jasny i nie pozostawiający niedomówień, a przy tym zgodny z pierwowzorem. Ogólnie rzecz biorąc- jestem mile zaskoczony. Polecam.

Tytuł: Kod da Vinci
Tytuł oryginału: Da Vinci Code
Kraj: USA
Czas trwania: 149 minut
Data premiery: 2006-05-17
Reżyseria: Ron Howard
Obsada: Tom Hanks, Audrey Tautou, Ian McKellen, Alfred Molina, Paul Bettany

Ocena: 7/5

Dyskusja