Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Kostnica”

Od jakiegoś czasu w szybach wystawowych kiosków Ruch coraz częśćiej można zobaczyć pisemka z dołączonymi doń filmami DVD. Pisma owe kosztują zazwyczaj nie więcej niż kilka, kilkanaście złotych i skutecznie przyciągają pełne ciekawości spojrzenie przechodniów. Nie inaczej było ze mną. Skuszony ładną, nastrojową okładką i klimatycznymi sloganami reklamowymi, postanowiłem wydać na film piętnaście złotych, tym bardziej, iż do podobnych czasopism często dołącza się prawdziwe perełki, niedocenione wcześniej przez krytykę. „Kostnica” natomiast żadnym arcydziełem nie jest, ale oglądanie jej było dla mnie całkiem satysfakcjonującym przeżyciem.

Rodzina Doylów przeprowadza się do małego miasteczka w Kalifornii, aby rozpocząć nowe życie. Osiedlają się w byłym domu pogrzebowym braci Fowler. Mieszkańcy miasteczka boją się tego miejsca z powodu legendy o Bobbym Fowlerze, który według nich wciąż żyje na pobliskim cmentarzu. Doylowie wkrótce odkryją, że coś czai się w piwnicach ich nowego domu.

Na samym wstępie wypadałoby napisać, że „Kostnica” tak naprawdę nie sprawdza się jako horror. Filmowi brakuje momentów, które mogłyby widza wbić w fotel. Strachu nie ma tu prawie wcale. Co innego jeśli chodzi o nastrój – tutaj sprawa ma się zupełnie inaczej. Obraz nawiązuje do znanych horrorów z lat osiemdziesiątych minionego stulecia, a oglądając go trudno nie odczuć oldschoolowego klimatu. Jest to jednak swego rodzaju wizytówka reżysera. Tobe Hooper w podobny sposób nakręcił remake’i „Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną” i „Krwawej Masakry w Hollywood”. Jak już mówiłem – trudno się przy „Kostnicy” bać, jednak nie sposób odmówić jej specyficznego klimatu.

Do obrazu zatrudniono aktorów, których wielokrotnie widywałem już w innych produkcjach, a których nie mógłbym jednak rozpoznać według nazwisk. Ich gra prezentuje się nienajgorzej, choć kilka osób nie ustrzegło się przed pewnymi zgrzytami. Najlepsze wrażenie zrobiła na mnie Denise Crosby. W roli opętanej matki wypadła bardzo przekonywująco. Podobnie dobrze zagrała Alexandra Adi, której nie sposób odmówić zarówno urody, jak i aktorskich umiejętności. Dan Byrd, któremu w udziale przypadła główna rola, wypadł nawet nieźle. Aktor ten jednak, mimo iż ma już prawie dwadzieścia dwa lata, zawsze kojarzy mi się z rolami dziecięcymi. W istocie, jego wygląd przywodzi na myśl chłopaka w wieku co najwyżej osiemnastu lat. Pozsotali aktorzy spisali się różnie, od niezbyt przekonywującej Stephanie Patton, aż po Courtney Peldon, która filmową Tinę zagrała nadspodziewanie dobrze.

Muzyka i udźwiękowienie to ten aspekt filmu, na który nie zwróciłem większej uwagi. Dlatego też to co słyszałem podczas oglądania musiało być albo bardzo przeciętne, albo po prostu słabe.

Niski budżet filmu nie pozwolił na wykorzystanie w nim dobrych efektów specjalnych. Efekty są, ale wykonano je dość mizernie. Doskonale widać w którym miejscu dana interwencja komputerów się zaczyna, a w którym kończy. Na szczęście efektow w filmie jest bardzo niewiele, co pozwala przymknąć oko na ich nienajlepsze wykonanie. Miłą niespodziankę będą natomiast mieli widzowie lubujący się w gatunku gore. W obrazie tym może i nie przelewają się hektolitry krwi, ale z pewnością nie brakuje tu kilku hardkorowych scen. Szkoda tylko, że odnaleziony przez bohaterów sposób eksterminowania ożywieńców budzi jedynie uśmiech politowania. Trupy rozpadają się bowiem w drobny pył, jeśli potraktuje się je… solą kamienną. Dziwne to, ale cóż począć – podobne nielogiczności to jeden z uroków produkcji, do których odnosi się w swoich dziełach Tobe Hooper.

Słowem podsumowania, „Kostnica” to film dobry, ale nie będący żadną większą rewelacją. Obraz ten ma niemal tyle samo wad, co i zalet. Do tych pierwszych należą bez wątpienia udźwiękowienie, nielogicznści scenariusza i niski poziom wykonania efektów specjalnych. Do tych drugich natomiast nienajgorsza gra aktorska, oraz specyficzny, oldschoolowy klimat, tak typowy dla reżysera opisywanego filmu. Polecam „Kostnicę” miłośnikom horroru, mimo wszystkich tych wad i niedociągnięć, które ją cechują.

Tytuł: Kostnica
Tytuł oryginału: Mortuary
Reżyseria: Tobe Hooper
Scenariusz: Jace Anderson , Adam Gierasch
Muzyka: Joseph Conlan
Data premiery: 2005-08-03
Czas trwania: 94 minuty
Kraj: USA
Obsada: Greg Travis, Alexandra Adi, Courtney Peldon, Dan Byrd, Denise Crosby, Stephanie Patton

Ocena: 6/5

Dyskusja