Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Król Skorpion”

Trzy tysiące lat przed naszą erą, bezwzględnie ambitny człowiek o imieniu Memnon chce zapanować nad rozproszonymi ludami pustyni. Zgromadzona pod jego dowództwem armia przetacza się przez góry i równiny, podbijając i biorąc w niewolę wszystkich tych, którzy uszli spod jej mieczy. Ostatnim wrogiem Memnona okazuje się być zespół plemion pustyni, który wraz z arkadyjczykiem Mathyusem postanawia sprzeciwić się władcy zła.

Fabuła filmu jest nieciekawa, podobnie zresztą jak cała produkcja. W zbyt wielu obrazach pojawia się superumięśniony heros, piękna księżniczka oraz zły rycerz, by tło fabularne można było nazwać oryginalnym. Zwroty akcji? Tych nie uświadczymy podczas oglądania filmu w ogóle.

Skoro już zacząłem narzekanie, to na razie tego nie poprzestanę. Na niesamowicie niskim poziomie stoi udźwiękowienie filmu. Muzyka jest tak monotonna i sztuczna, że momentami zastanawiałem się, czy w Power Rangers nie była lepsza. Podobnie gra aktorska. Rozumiem, że główny bohater musiał wyglądać na silnego i być dobrze zbudowanym, ale po grzyba zatrudniano gwiazdę wrestlingu? Zdaje się, że na pokaz, po zarówno on, jak i wszystkie inne postacie wyglądają sztucznie – przede wszystkim ze względu na fatalne odgrywanie roli, ale sztampowe postacie, które przyszło aktorom odgrywać, również zrobiły swoje.

Kiepskie dialogi oraz niedoróbki scenariusza są widoczne gołym okiem. Wszystko wygląda sztucznie. Na plus dla „Króla Skorpiona” można uznać nie najgorsze sceny walki, które może nie są szczególnie efektowne, ale przynajmniej nieźle wyglądają. Inna sprawa, że jest ich zdecydowanie za dużo, i trwają za długo.

Zaletą „Króla Skorpiona” jest też sceneria. Film kręcono w północnej Afryce, tak więc palmy, oazy i piasek pojawiają się tutaj w ilościach hurtowych. Architektura także robi dobre wrażenie – miasta przedstawione w filmie mają swój urok.

Jeśli zaś chodzi o efekty specjalne – jest ich, jak na obraz tego typu, stanowczo za mało. A jeśli już się pojawiają, nie orbią zbyt dobrego wrażenia – w każdym bądź razie, o ile „Król Skorpion” został wyprodukowany w 2002, to podobne efekty występowały w filmach sprzed niemal dziesięciu lat, dla przykładu w „Mortal Kombat”.

„Król Skorpion” ma niewiele do zaoferowania. Jest to film naprawdę słaby, i nie polecam go nikomu, a już na pewno nie co bardziej wybrednym miłośnikom fantastyki, bo z pewnością bardzo się na nim zawiodą. Produkcji nie ratują ciekawe sceny walk ani malownicze scenerie. Nadmiar wad, z których najpoważniejsze to gra aktorska, scenariusz i dialogi, skutecznie psują całość, która zapowiadała się nawet nieźle. Dziś jednak mogę stwierdzić, że w rzeczywistości „Król Skorpion” to gniot, nie warty nawet kilkunastu złotych wydanych na bilet do kina.

Tytuł: Król Skorpion
Tytuł oryginału: The Scorpion King
Kraj: USA
Czas trwania: 120 minut
Premiera kinowa: 2002-04-26
Reżyseria: Chuck Russell
Obsada: Dwayne Johnson, Steven Brand, Michael Duncan, Bernard Hill

Ocena: 3/5

Dyskusja