Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Królestwo Niebieskie”

W roku 1186 założone przez krzyżowców Królestwo Jerozolimy rozdzierały wewnętrzne spory, a jego istnieniu zagrażał rosnący w siłę arabski dowódca, Saladyn. Do Jerozolimy przybywali młodzi rekruci z Europy. Jednym z nich jest Godfrey, rycerz wracający do Francji w celu pozyskania nowych zołnierzy. Ale przyświeca mu tez inny cel – chce odnaleźć swojego syna z nieprawego łoża, który mimo początkowych odmów, w końcu decyduje się wyruszyć z ojcem do Ziemi Swiętej.

Tak w skrócie prezentuje się fabuła najnowszego filmu Ridley’a Scotta, pod tytułem „Królestwo Niebieskie”. Reżyser ten nie po raz pierwszy kręci film opowiadający o dziejach historii świata. Jest to kolejne takie dzieło po świetnym „Gladiatorze”, i porównania z tym filmem są nieuniknione. Na wstępie mogę jednak zaznaczyć, że jeśli „Gladiator” się wam nie spodobał, to nie warto wydawać pieniedzy na bilet – z tego względu, że podobieństwo między tymi filmami jest w trakcie oglądania dość widoczne.

„Królestwo Niebieskie” z pewnością nie jest filmem wolnym od wad. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niewyjaśnione okoliczności, w których samobójstwo popełniła żona Baliana. Od pierwszej do ostatniej minuty nie dowiemy się, dlaczego doszło do rodzinnej tragedii, i co ową kobietą kierowało, że posunęła się do takiego czynu. Chwyty typu ‚byle było’ to jedna z tych, rzeczy których najbardziej w filmach nie lubię – a zwłaszcza w filmach historycznych, gdzie o dokładność i szczególowość właśnie chodzi.

Ridley Scott nie zmusza nas do żadnych ocen bohaterów oraz ich poczynań. Oglądając film, nie trzeba się wcale zastanawiać, by przekonać się, kto tu jest dobry, a kto zły – według tego schematu były robione wszystkie postacie. Odbiera to „Królestwu Niebieskiemu” choćby najdrobniejszy element zaskoczenia, a większość poczynań głównych bohaterów jest łatwa do przewidzenia.

To, co stoi na bardzo wysokim poziomie w produkcji Scotta, to gra aktorska. Zwłaszcza u Orlando Blooma, mimo dość ostrej krytyki pod jego adresem. Na pochwałę zasługuje również Eva Green, dla której jest to trzecia filmowa rola (w Królestwie Niebieskim gra Sybillę) w życiu. Mimo braku doświadczenia w zawodzie, Eva pokazała, że ma wielki talent.
„Królestwo Niebieskie” to przede wszystkim świetne sceny batalistyczne. Zarówno mniejsze potyczki, jak początkowa w lesie, jak i wielkie bitwy (np. oblężenie Jerozolimy), wyglądają naprawdę dobrze. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie płonące głazy wystrzeliwane z katapult, oraz ich eksplozje. Czegoś takiego nie widziałem jeszcze w żadnej innnej produkcji.

Podsumowując, „Królestwo Niebieskie” to mimo dość poważnych wad produkcja bardzo dobra. Trudno o bardziej ekscytujące sceny batalistyczne, oraz o lepszą grę aktorską. Szkoda jednak, że bohaterowie są papierowi, a niektóre wątki pozostają niewyjaśnione do ostatniej minuty. Mimo to polecam obejrzeć film, by wyrobić sobie o nim własną opinię – bowiem prasa i internet ma o „Królestwie Niebieskim” różne zdania, choć nie aż tak bardzo jak w przypadku głośnego „Aleksandra”.

Tytuł: Królestwo Niebieskie
Tytuł oryginału: Kingdom of Heaven
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: William Monahan
Muzyka: Stephen Barton, Harry Gregson-Williams
Data premiery: 2005-05-06 (Polska) , 2005-05-02 (Świat)
Czas trwania: 145 minut
Kraj: USA
Obsada: Orlando Bloom, Eva Green, Liam Neeson

Ocena: 8/5

Dyskusja