Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Krwawa masakra w Hollywood”

„Krwawa Masakra w Hollywood” przykuła moją uwagę głównie dzięki temu, iż jest to kolejny utwór Tobe’ego Hoopera, który już od wielu lat specjalizuje się w kręceniu horrorów. Po niezłej „Teksańskiej Masakrze Piłą Mechaniczną”, którą na ekranach polskich kin mogliśmy oglądać nieco ponad dwa lata temu, miałem nadzieję, że „Krwawa Masakra w Hollywood” będzie trzymała chociażby podobny poziom. Niestety, przeliczyłem się. Nowy film Hoopera to kiepściuteńki obraz, na który tak naprawdę nie warto marnować czasu.

Co roku tysiące ludzi przybywają do Hollywood w poszukiwaniu szczęścia. Niektórym się udaje. Inni wracają do domu. A jeszcze inni znikają na zawsze. O nich właśnie jest ta przerażająca opowieść. W pewnej starej kamienicy w Hollywood ktoś popełnia makabryczne zbrodnie. Pojawia się i znika jak duch. Policja nie umie sobie z nim poradzić. Wiele wskazuje na to, że nie jest to zwykły człowiek…

„Krwawa Masakra w Hollywood” to kolejny slasher, których w ostatnich latach pojawiło się na pęczki. Mamy tu więc nieznanego mordercę, który grasuje po hotelu i morduje jego mieszkańców, bohaterkę, która wpada na jego trop, oraz szereg potencjalnych ofiar, które tylko czekają na to, by zrobiono z nich klopsiki. Całość jest bardzo podobna do wspomnianej „Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną”. Dość wspomnieć, że podobnie jak poprzedni obraz Hoopera, także i ten opisywany przeze mnie jest remake’em filmu z 1978 roku. Niestety, do tej pory nie miałem możliwości obejrzeć pierwowzoru, więc jakiekolwiek porównania względem oryginału nie wchodzą w grę…

Pierwszym poważnym niedociągnięciem, jakie mogę zarzucić filmowi, jest gra aktorów. Każda z zatrudnionych do obrazu osób, bez wyjątku, zachowuje się sztucznie i nienaturalnie. Honor w pewnym stopniu ratuje Angela Bettis, odgrywająca główną bohaterkę. Niestety, mimo tego że jej gra niekiedy sprawia wrażenie całkiem poprawnej, to i tak zdarzają jej się tak zwane ‚gafy’. Na temat pozostałych aktorów trudno się dłużej rozpisywać – wszyscy, bez mała, pokazują się od słabej strony. Sprawia to, że po jakimś czasie po prostu nie chce się na nich patrzeć.

Film nie pokazuje również niczego specjalnego, jeśli chodzi o opracowanie dźwiękowe. W tle przygrywa niekiedy szybka i ‚ostra’ melodia, która w swoich zamierzeniach miała zapewne budować lub podtrzymywać napięcie, ale koniec końców tego nie robi. O dźwięku trudno mi się wypowiedzieć – żadnych rewelacji bowiem nie usłyszałem, ale też nie prezentuje on tak niskiego poziomu, by móc się po nim przejechać. Bo i w sumie niewiele można tu oceniać – żadnych wybuchów, strzałów czy podobnych brzmień. A jeśli chodzi o udźwiękowienie wersji DVD, to mamy do czynienia z przyjętym już standardem Dolby Digital 5.1.

Co zaś się klimatu tyczy… w „Krwawej Masakrze w Hollywood” o czymś takim jak nastrój po prostu nie ma mowy. O ile „Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną” w jakiś sposób przyciągała uwagę widza, o tyle najnowszy utwór Hoopera jest po prostu nudny. Nudny, sztampowy i powiedzmy sobie szczerze, naiwny. Główna bohaterka rozwiązuje zagadkę, którą każdy logicznie myślący widz również bez problemu mógłby rozwikłać. Poza tym w śmieszny wręcz sposób przedstawiono zachowanie ludzi w sytuacjach ekstremalnych. Czy logiczną rzeczą jest odwracać się od mordercy, który stoi dwa metry za tobą i krzyczeć do swojego chłopaka, leżącego w drugim kącie pokoju: „Ned, czy nic Ci nie jest?”?. Moim zdaniem nie… Co gorsza, byłoby to nawet do przyjęcia gdyby nie fakt, że morderca spokojnie sobie czeka, dopóki dziewczyna powie, co ma do powiedzenia. Ale to nie wszystko. W końcu zamaskowany brutal płyciuteńko wbija nóż w brzuch jednego z aktorów (będącego silnym, rosłym mężczyzną), po czym wiedząc, iż nie unicestwił go do końca, ba, nawet nie unieszkodliwił, rusza w kierunku drugiej ofiary i przywiązuje ją do ‚łoża śmierci’. A co, gdyby owy rosły mężczyzna nagle wstał, wziął coś ciężkiego i pozbył się mordercy, który zdaje się o pozostawionym niebezpieczeństwie zupełnie zapominać? No właśnie… dziwne, że nikt o tym nie pomyślał. Ogólnie rzecz biorąc, „Krwawa Masakra w Hollywood” budzi w widzu raczej śmiech politowania, aniżeli strach czy zaciekawienie.

Podsumowując, „Krwawa Masakra w Hollywood” to produkcja zupełnie nieudana, u której nie sposób doszukać się jakichkolwiek plusów czy zalet. Kompletnie spartolony film, którego nie mógłbym polecić nawet największemu wrogowi. Pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu z rąk reżysera wyszła naprawdę dobra „Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną”… eh, szkoda mówić. Porażka na całej linii!

Tytuł: Krwawa Masakra w Hollywood
Tytuł oryginału: The Toolbox Murders
Kraj: USA
Czas trwania: 95 minut
Data premiery: 2003-11-01
Reżyser: Tobe Hooper
Obsada: Christopher Doyle, Adam Gierasch, Angela Bettis, Marco Rodriquez, Rance Howard

Ocena: 1/5

Dyskusja