Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Lady Dracula”

Kiedy będąc w supermarkecie umieszczałem w swoim koszyku film „Lady Dracula”, nie wiedziałem, jak wielki błąd popełniam. Byłem przekonany że jest to kolejna dobra, choć nie wybijająca się z tłumu innych amerykańska produkcja grozy z lat osiemdziesiątych. I wszystko by się w sumie zgadzało, gdyby nie jeden zgrzyt: „Lady Dracula” nie jest produkcją dobrą. Wręcz przeciwnie. Jest to jeden z najsłabszych horrorów, jakie kiedykolwiek miałem okazję oglądać.

Antykwariusz z Hollywood sprowadza z Rumunii transport antyków. Po drodze z transportu znika jedna ze skrzyń. Wkrótce okazuje się, że w niej właśnie przybyła do Ameryki żądna krwi Lady Dracula. Wampirzyca rozpoczyna swe krwawe polowanie. Na jej trop wpada wnuk słynnego wampirologa doktora Van Helsinga…

Chciałbym zacząć recenzję od opisania pozytywnych stron filmu, ale chyba nie może być nic z tego. Bo obraz Coppoli to porażka na całej linii, która tak naprawdę nie ma zalet. Nie mogłem znaleźć w niej jakiejkolwiek cechy, sceny czy choćby momentu, które wzbudziłby u mnie podziw, albo chociaż uznanie do twórców – nawet, kiedy spróbowałem spojrzeć na „Lady Draculę” pod kątem gatunku gore. Bo to, co uszykowali nam autorzy filmu to nawet gore’em nie można nazwać. Jedynie efekty specjalne, bądź co bądź bardzo słabe, próbują z pewnym, niewyraźnym skutkiem pod gore się kwalifikować.

Nienajlepsze wrażenie robi też gra aktorska. Sylvia Kristel, znana z serii filmów „Emmanuele” aktorka soft-porno, tutaj prezentuje się bardzo słabo. Przede wszystkim, wydaje się być bezpłciowa. Moje wyobrażenie wampirzycy znacznie różni się od tego, które zostało pokazane w filmie Coppoli. Wampirzyca jest tutaj brzydka, nieładna i niepociągająca, a jeśli patrzeć na poziom jej odgrywania przez panią Kristel, możnaby rzecz, że także głupia. Bo Sylvia wydaje się ją odgrywać zupełnie tak, jakby robota znudziła jej się tuż po rozpoczęciu zdjęć. Podobnie jest z resztą aktorów. Wykonują swoją pracę tak, jakby chcieli, a nie mogli… a może inaczej, mogli, a nie chcieli… tak czy owak – wszyscy, bez mała, wypadli w „Lady Dracula” naprawdę mizernie.

Wiele chłodnych słów należy się też twórcom za scenariusz i rozwój fabuły. Wszystko tutaj jest zupełnie nielogicznych, a wiele (a może nawet i większośc) nurtujących kwestii pozostaje niewyjaśniona do końca filmu. Przede wszystkim – po co Lady Dracula przybyła do Stanów Zjednoczonych, kiedy jej celem było dostanie się do Rumunii? Skoro była żoną słynnego wampira, to pewnie żyła blisko niego, gdzieś w okolicach Pensylwanii. A jeśli nawet było inaczej, dlaczego twórcy nie informują o tym widza? Poza tym… jak to możliwe, że Vanessa, bo tak ma na imię tytułowa Lady Dracula, obudziwszy się i dotarłszy do USA nic nie wiedziała o śmierci swego męża? Czyżby śniła przez kilkaset lat? Jeżeli tak, to dlaczego? Czemu nie zaspokajała przez te lata swej żądzy krwi? W końcu… dziwnym wydaje się fakt, że wnuk Van Helsinga spada tutaj jakby z nieba… Nie wiem, kto mógł napisać tak durny scenariusz. Brakuje mi na niego słów. Bo nawet gdybym powiedział, że jest beznadziejny, okropny i w ogóle powinien służyć jako papier toaletowy a nie jeden z fundamentów filmu, to i tak byłyby to za małe słowa.

Nic dobrego nie mogę też powiedzieć o efektach specjalnych. Jest ich tutaj w sumie niewiele, a i tak każdy z nich wygląda, jakby był dostosowywany do produkcji gore. Przemiana Vanessy w ohydną, bluźnierczą bestię nie robi większego wrażenia, a sam potwór, będacy efektem owej przemiany, budzi raczej rozbawienie niż strach. Pełno tu bezproduktywnej przemocy i odrażających scen kaźni. Jak się domyślam, miały to być ukłony autorów filmu w kierunku miłośników gore. Mimo wszystko jednak, do gore obrazowi temu wiele brakuje.

Nienajlepiej jest także od strony dźwiękowej i muzycznej. Podkład do filmu nie spełnia swojego zadania, nie próbuje podsycać w widzu napięcia czy choćby ukierunkowywać emocji. Poza tym odtwarzane tu melodie wydają się pochodzić, delikatnie mówić, nie z tej epoki. Jak na końcówkę lat osiemdziesiątych, kiedy to obraz był kręcony, muzycznie film prezentuje się bardzo słabo.

Podsumowując, „Lady Dracula” to film tragiczny. Nazwanie tego klapą czy kompletną szmirą byłoby dużym nieodpowiedzeniem. Dzieło Coppoli nie ma w sobie nic, czym przyciągnęłoby widza na dłużej do ekranu. Wręcz przeciwnie, oglądanie „Lady Draculę” to wojna między sobą a przyciskiem od pilota, odpowiedzialnym za wyłączenie telewizora. Ja wytrzymałem tę trwającą osiemdziesiąt sześć minut katorgę i mogę teraz powiedzieć, że jestem z siebie dumny.

Tytuł: Lady Dracula (aka Wdowa po Drakuli)
Tytuł oryginału: Dracula’s Widow
Kraj: USA
Czas trwania: 86 minut
Data premiery: 1989
Reżyser: Christopher Coppola
Obsada: Sylvia Kristel, josef Sommer, Lenny von Dohlen, Marc Coppola, Stefan Schnabel

Ocena: 1/5

Dyskusja