Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Metropolis”

Niewiele powstało filmów, które mogłyby się poszczycić równie bogatą historią co „Metropolis”. Obraz ten, nakręcony w 1927 roku w Niemczech, na ekranach kin pojawiał się wielokrotnie, w kilkudziesięciu różnych wersjach. Dzieło Langa to jednocześnie jeden z pierwszych filmów z gatunku science-fiction. Produkcja, zrealizowana za zawrotną wówczas sumę sześciu milionów marek niemieckich, odniosła spektakularną klęskę finansową. Niewiele brakowało, by doprowadziła do bankructwa słynną wytwórnię „Universum Films”. Ludzie chłodno przyjęli coś, co zapoczątkowało jeden z obecnie najpopularniejszych gatunków filmowych. Dziś, niemal sto lat po premierze „Metropolis”, obraz ten jest uznawany za jedno z największych dokonań w dziedzinie kinematografii.

Akcja filmu ma miejsce w roku 2000. Na szczęście, reżyser miał mylne wyobrażenie o tym, jak będzie wyglądała ludzkość na przełomie XX i XXI wieku. W futurystycznym mieście Metropolis ludzie są podzieleni na dwie grupy. Myśliciele, a więc wyższa kasta społeczeństwa, zamieszkuje górną część metropolii, natomiast robotnicy, czyli klasa uboga, musi zadowolić się mieszkaniem w podziemiach. Pewnego razu Freder, syn burmistrza miasta, ośmiela się tam zejść i zobaczyć, jak wiedzie się mieszkańcom. Poznaje tam Marię, założycielkę ruchu oporu, który ma na celu zapewnienie wszystkim jednakowych praw. Tymczasem wynalazca Rotwang tworzy robota o wyglądzie Marii, który schodzi do podziemi i podburza robotników do rewolucji. Mieszkańcy dolnej partii miasta nie wiedzą, że poprzez uczestnictwo w strajku sami kopią sobie grób…

Przyglądając się filmowi, przede wszystkim należy wziąć pod uwagę fakt, że jest to już dzieło wiekowe, liczące prawie sto lat. Mamy do czynienia z kinem niemym, a więc wszelkie kwestie mówione przedstawiane są widzom na osobnym tablicach. A treść niektórych dialogów pozostaje oglądającemu po prostu nieznana, musi się on domyślić, co aktorzy chcą pokazać poprzez swą mimikę i gestykulację. Dlatego też w dzisiejszych czasach wszystko to może się wydawać lekko komiczne… jednak mimo wszystko ma to swój specyficzny urok.

Kreacje aktorów oraz poziom ich gry pozostawiają bardzo niewiele do życzenia. Bohaterowie, których odgrywają to postacie ciekawe i przekonywujące. Najlepsze wrażenie robią Maria, w którą robotnicy wierzą jak w bóstwo, oraz zimny i niezłomny John Fredersen. Brawa należą się Alfredowi Abelowi, który się w niego wcielił. Maria, ciepła, radosna i pełna nadziei, a zarazem tajemnicza i intrygująca, została odegrana przez Brigitte Helm. Aktorka ta miała w filmie dwie role – wspomnianą Marię, oraz Robota Futurę. Z obydwoma poradziła sobie doskonale. Dobre wrażenie robi też wynalazca Rudolf Klein-Rogge, któremu w udziale przypadła rola wynalazcy Rotwanga. Oglądając go na ekranie można uznać, że odgrywany przez niego bohater jest bez reszty oddany swemu szczytnemu celowi skonstruowania mechanicznego człowieka, jednak nie można dopatrzeć się w nim ani krzty nierozwagi czy szaleństwa. Właśnie dlatego jego kreacja wydaje się być tak oryginalna, a jednocześnie bardzo interesująca. Jedynym zgrzytem wśród bohaterów filmu jest Freder. Wcielający się w niego Gustav Frohlich spełnia swoje zadanie w należyty sposób, jednak sama postać wykreowana przez scenarzystę wydaje się być zbyt dobroduszna i słodka, nawet jeśli wziąć pod uwagę fakt, że mamy do czynienia z kinem ekspresjonistycznym.

Film cechuje doskonale przygotowana oprawa muzyczna. Utwory odtwarzane w tle bardzo dobrze wpasowują się w tło i są idealnie dostosowane do charakteru scen, które w danym momencie pojawiają się na ekranie. Oczywiście najlepsze odczucia wzbudzają melodie mające budować atmosferę grozy, jednak spokojne, fortepianowe nuty również potrafią być przyjemne dla ucha, zwłaszcza kiedy ich zadaniem jest ostudzenie napięcia po minionej scenie. Oprawa muzyczna to niewątpliwie jedna z najmocniejszych stron filmu.

Brawa należą się twórcom za scenografię. Miasto Metropolis robi bardzo dobre wrażenie nawet teraz, blisko sto lat po premierze filmu. Ciekawy jest fakt, że już wtedy twórcy wykazywali się niezwykłą pomysłowością, wykorzystując różnego rodzaju złudzenia optyczne oraz obróbkę techniczną, co miało nadać i tak już imponującemu miastu dodatkowej atrackyjności i większego ‚przepychu’. Metropolis w filmie Langa możemy oglądać z dwóch różnych perspektyw. Z jednej strony jest to ogromna, budząca podziw metropolia, w której każdy z nas chciałby się choć na chwilę znaleźć. Z drugiej, jeśli spojrzeć na to, co dzieje się pod ziemią, jest to ponure miasto, w którym pełno jest smutku, łez i przygnębienia. Takie a nie inne obrazy Metropolis zostały przez twórców przedstawione w doprawdy doskonały sposób. A jeśli dodać do tego wyśmienite efekty specjalne (którym często nie mogły dorównać późniejsze produkcje z lat 40tych), w efekcie otrzymamy mocno oddziałującą na widza wizję futurystycznej metropolii.

„Metropolis” to film, który w latach kiedy był pokazywany na ekranach kin, okazał się porażką na całą linii. Dziś mało jest osób, które nie potrafią dostrzec specyficznego uroku, który cechuje tę liczącą siedemdziesiąt dziewięć lat produkcję. Uważam, że jest to dzieło, które powinni obejrzeć wszyscy miłośnicy kina science-fiction. Zawsze to miło powrócić do korzeni gatunku i zobaczyć, jak to nasz ulubiony filmowy gatunek rodził się w bólach i mękach, czego najlepszym przykładem jest nic innego jak właśnie opisywany „Metropolis”.

Tytuł: Metropolis
Tytuł oryginału: Metropolis
Reżyseria: Fritz Lang
Scenariusz: Thea von Harbou, Fritz Lang
Muzyka: Myles Boisen
Data premiery: 1927-01-10
Czas trwania: 153 minuty
Kraj: Niemcy
Obsada: Alfred Abel, Gustav Frohlich, Brigitte Helm, Rudolf Klein-Rogge, Fritz Rasp

Ocena: 10/5

Dyskusja