Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Mortal Kombat”

Czarnoksiężnik Shang Tsung (Cary-Hiroyuki Tagawa) wyzywa na turniej o nazwie Mortal Kombat najlepszych wojowników Ziemi. Jeśli wygra poraz dziesiąty z rzędu otworzy się portal, którym jego armia mogłaby przejść z zaświatów by podbić Ziemię. Bóg piorunów Rayden (Christopher Lambert) wraz z Liu Kangiem (Robin Shou), Johnnym Cagem oraz Sonią przybywają na turniej by powstrzymać Shang Tsunga.

„Mortal Kombat” to film, który widziałem prawie dziesięć lat temu – jest to produkcja z roku 1995. Pamiętam, że wtedy obraz ten robił ogromne wrażenie. Trudno zapomnieć, kiedy jako kilkulatki wraz z kolegami zbieraliśmy kapselki z wizerunkami bohaterów, zamieszczone bodajże w Laysach. Sława „Mortal Kombat” wygasła jednak z chwilą, kiedy Polsat zaprzestał emitowania serialu. Mimo to telewizja TVN regularnie, mniej więcej raz do roku emituje ten film z myślą o młodszych odbiorcach oraz miłośnikach serii, którzy ignorują fakt, że na przestrzeni kilku lat popularność Mortala drastycznie spadła. To, co nie pozwoliło ludziom zapomnieć o tym tytule, to przede wszystkim gry komputerowe, na któryvh podstawie powstał film.

Jeśli nie liczyć tych dawnych lat, kiedy to zbierałem wspomniane kapsle z kolegami z ulicy – mogę powiedzieć, że nigdy nie byłem jakimś szczególnym fanem „Mortal Kombat”. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy na TVN-ie po raz kolejny wyemitowano film, postanowiłem go obejrzeć…

Przede wszystkim – „Mortal Kombat” ma naprawdę płytki scenariusz. Sądzę, że to najpoważniejsza (chociaż oczywiście nie jedyna) wada filmu. Poza tym gra aktorska, która stoi na baardzo niskim poziomie. Oglądająć „Mortal Kombat” odniosłem wrażenie, że aktorzy nie zostawali wybierani pod względem talentu aktorskiego, a znajomości sztuk walki (które w wielu miejscach pewnie i tak były doszlifowywane komputerowo). Na podobnie niskim poziomie stoją dialogi, ktore momentami są wręcz zabawne…

No dobra, tyle narzekania z mojej strony. Wady są poważne, ale oglądając udało mi się traktować je z przymrużeniem oka. Najważniejszą zaletą filmu jest muzyka. Spokojne, orientalne melodie mieszają się dynamicznymi motywami.

Kolejna zaleta to efektowne sceny walk. Toczą się one bardzo szybko i dynamicznie. Cechuje je jednak pewna monotonia – zresztą dość standardowa: na początku ‚dobry’ przegrywa i dopiero pod koniec w jakiś niewyjaśniony sposób zbiera w sobie tyle siły i energiii, by powalić na ziemię dwukrotnie od siebie większego przeciwnika.

Jeśli chodzi natomiast o efekty specjalne – zdecydowanie one nie powalają. Widać po nich czas, który minął od premiery filmu. Nie jest jakoś szczególnie źle, bo np. wąż wydostający się z dłoni jednego z wojowników wygląda naprawdę nieźle. Ciekawie wygląda czteroręki stwór, z którym przychodzi walczyć Cage’owi – ale mimo to jego ruchy wyglądają mało naturalnie. Ogólnie animacje są już nie z tej epoki, co nie zmienia faktu, że te dziesięć lat temu robiły piorunujące wrażenie…

„Mortal Kombat” to całkiem niezły film. Czytając tą recenzję widzicie wyłącznie moje narzekanie, ale tę produkcję trzeba zobaczyć, by wyrobić sobie opinię – ponieważ o ile teraz wydaje się już bardzo staroświecka, o tyle kilka lat temu robiła na widzach duże wrażenie. Wystawiam ocenę pięć na dziesięć, gdyż oceniam film według obecnych standardów. Jeśli miałbym go jednak ocenić według standardów sprzed dziesięciu lat, dodałbym do tej oceny dwa i pół oczka.

Tytuł: Mortal Kombat
Tytuł oryginału: Mortal Kombat
Reżyseria: Paul W.S. Anderson
Scenariusz: John Tobias
Muzyka: Traci Lords, George S. Clinton
Data premiery: 1996-01-12 (Polska) , 1995-07-13 (Świat)
Czas trwania: 101 minut
Kraj: USA
Obsada: Christopher Lambert, Robin Shou, Cary-Hiroyuki Tagawa, Linden Ashby

Ocena: 5/5

Dyskusja