Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Mroczna Plaża”

Początek dwudziestego pierwszego wieku przyniósł kinomanom kolejny wysyp horrorów typu slasher. Okazuje się, iż stary, oklepany motyw z błądzącymi nastolatkami atakowanymi przez zamaskowanego mordercę sprawdza się do dziś. Mieliśmy więc kiepskie „Halloween 20lat później”, nieco lepsze „Walentynki” oraz wbrew temu, co mówią krytycy całkiem dobrych „Wyznawców”. Dziś natomiast przyszło mi obejrzeć australijską produkcję pod tytułem „Mroczna Plaża”. Nie przygotowywałem się jakoś specjalnie na jej oglądanie – ot, oczekiwałem typowego, niezbyt oryginalnego slashera, niezłego pod względem technicznym, ale słabego fabularnie. Zostałem jedna zaskoczony. Przyszło mi obejrzeć film zupełnie inny, niż się spodziewałem.

Fabuła „Mrocznej Plaży” nie jest zbyt odkrywcza. Czworo nastolatków – Tracey i Gary oraz Emily i Brad organizują wspólny wyjazd nad morze. Planują się przede wszystkim dobrze bawić. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że plaża jest dziwnie opustoszała. Wkrótce nastolatkowie poznają tajemniczego mężczyznę mieszkającego w okolicy. Zippo, tak bowiem każe się nazywać, od samego początku zachowuje się jak szaleniec. Przestrzega przybyszów, by na siebie uważali, gdyż jakiś czas temu na plaży zginęło czworo osób. Wkrótce przyjaciele zauważają, że w okolicy panuje dziwna, przerażająca atmosfera. Doznają wizji, istnego deja vu i wkrótce wszyscy są przekonani, że już tu kiedyś byli. Pod wpływem jednej z tych wizji, Brad zabija Zippo. Od tego momentu nastają coraz to kolejne, niesamowite zdarzenia.

Pierwsze, ogólne wrażenie po pojawieniu się na ekranie napisów końcowych było raczej pozytywne. Przede wszystkim, „Mroczna Plaża” to slasher inny niż większość horrorów, z którymi miałem okazję się zetknąć. Tutaj zarówno bohaterowie, jak i sam widz nie wiedzą, jaka jest rzeczywistość, co jest prawdą, a co fikcją, co tu się tak naprawdę dzieje… Wszystko jest bardzo pokomplikowane. Niezbyt interesująca, jak mogłoby się na początku wydawać, fabuła, nagle przybiera kilka zupełnie nieoczekiwanych zwrotów. Widz zaczyna gubić się w całym tym mętliku wydarzeń, ale już po jakimś czasie wszystko zaczyna się rozjaśniać. Tylko po to, by na koniec pozostawić szereg pytań, na które samemu trzeba sobie odpowiedzieć. To właśnie jest specyfiką tego filmu, ta wszechobecna niepewność, niezrozumienie i psychoza.

Aktorstwo prezentuje się bardzo przyzwoicie. Występuje tu praktycznie tylko pięć osób, nie licząc kilku statystów i króciutkich, epizodycznych ról których istnienie kończy się wraz z nastaniem chwili wyjazdu nastolatków, a więc około piątej minuty filmu. Co ciekawe, zabrakło tu miejsca na jasnowłose, wytapetowane dziewczyny o anorektycznej figurze, do których zdążyły nas przyzwyczaić hollywoodzkie produkcje. Aktorki są urodziwe, ale nie tak wychodzone jak amerykańskie nastoletnie gwiazdy filmowe. Oko najprzyjemniej zawiesza się na ślicznej Lence Kripac, która wcieliła się w postać Emily. Jeśli chodzi o role męskie – także i pod tym względem „Mroczna Plaża” łamie ogólnie przyjęte standardy. Filmowi Brad i Gary nie są przekoksowanymi kopiami Arnolda Schwarzennegera, a normalnymi, nastoletnimi chłopakami, o zwyczajnej budowie i wyglądzie. Moim zdaniem to bardzo dobrze, zabieg ten bowiem sprawia, iż postacie występujące w filmie stają się bliższe nam, zwyczajnym widzom i typowym zjadaczom chleba. Jakkolwiek by jednak aktorzy nie wyglądali, ich gra jest bardzo zadowalająca. Dobre wrażenie robi też Steve Le Marguand w roli Zippo. Odgrywanie opętanego, z lekka przygłupawego, ale i tajemniczego człowieka przychodzi mu z wielką łatwością.

Oprawa dźwiękowa i muzyczna nie budzą najmniejszych zastrzeżeń. Dość specyficzne melodie, których przyjdzie widzom wysłuchać, bardzo dobrze podkreślają tajemniczy i odrobinę psychodeliczny nastrój filmu. A jeśli już jesteśmy przy nastroju, to wypada wspomnieć o scenografii. Plaża, na którą przybywają nastolatkowie, jest zupełnie pusta, jeśli nie liczyć węży i dziwnie zachowującego się ptactwa. Całość sprawia ponure wrażenie, potęguje w widzu niepewność i swojego rodzaju niepokój.

Nie ma jednak róży bez kolców. Narzekać można przede wszystkim na dłużyzny. „Mroczna Plaża” w nie obfituje. Akcja filmu rozkręca się bardzo mozolnie i dopiero w połowie seansu widz zaczyna naprawdę interesować się tym, co dzieje się na ekranie. Wcześniejsze wydarzenia ogląda się bowiem bez większych emocji. Poza tym, fabuła jest dość pokręcona i pełna niedopowiedzeń. Osobiście nie uznaję tego za wadę, lubię bowiem filmy, które zmuszają do myślenia nawet po zakończeniu seansu. Niektórzy wolą jednak mieć wszystko podane na tacy, chociażby na koniec filmu i w sumie nietrudno ich zrozumieć. Osobnicy tacy odejdą jednak od telewizora srodze zawiedzeni.

Oglądać więc, czy nie? Moim zdaniem oglądać. „Mroczna Plaża” to film dobry, który z pewnością warto obejrzeć. Mimo ogromu niejasności, wielu dłużyzn, obraz ten ma do zaoferowania coś więcej niż przeciętna hollywoodzka slasherowa produkcja. Nie jest to dzieło doskonałe. Po prostu ciekawy, zmuszający do wytężenia szarych komórek film. I nic poza tym. Tak czy inaczej, warto się z nim zapoznać.

Tytuł: Mroczna Plaża
Tytuł oryginału: Lost Things
Kraj: Australia
Czas trwania: 83 minuty
Data premiery: 2003-05-17
Reżyseria: Martin Murphy
Obsada: Steve le Marguand, Alex Vaughan, Leon Ford, Charlie Garber, Lenka Kripac

Ocena: 6/5

Dyskusja