Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Niania”

Udając się do kina na „Nianię”, byłem pewien że przyjdzie mi zobaczyć niezłą brytyjską produkcję, przeznaczoną w dużej mierze dla młodszych odbiorców, oraz starszych kinomanów, którzy lubią od czasu do czasu odnajdywać w sobie coś z dziecka. Jeszcze przed obejrzeniem filmu zapoznałem się z kilkoma opiniami krytyków i ku mojemu zadowoleniu, w znakomitej większości były to opinie pochlebne. O dziwo, także i na największych polskich serwisach filmowych niewiele znalazło się osób, które postanowiły się wyłamać i powiedzieć o „Niani” choćby kilka złych słów. Sytuacja ta wydała mi się dość niecodzienna. Jednak po wyjściu z kina wszystko stało się jasne. „Niania” to jeden z najlepszych obrazów familijnych, jakie kiedykolwiek przyszło mi oglądać.

To już trzecia produkcja filmowa, do której Emma Thompson napisała scenariusz i zagrała w niej główną rolę. Poprzednie dwie to nagrodzony Oscarem film „Rozważna i romantyczna” oraz ciepło przyjęty przez widzów oraz krytykę obraz „Dowcip”. „Niania” jest adaptacją powieści „Niania Matylda”, napisanej blisko pół wieku temu przez brytyjską autorkę Christiannę Brand.
Sama fabuła prezentuje się ciekawie, choć niezbyt odkrywczo. Pan Brown jest szefem zakładu pogrzebowego. Praca przynosi mu średnie zyski. Ma siedmioro dzieci, z których najstarsze ma co najwyżej dwanaście lat, a najmłodsze niedawno nauczyło się mówić. Wkrótce po ciężkiej chorobie umiera pani Brown. Po jakimś czasie ciotka Adelajda, która od jakiegoś czasu utrzymuje rodzinę Brownów, stawia panu Brownowi ultimatum. Albo w najbliższym czasie się ożeni, albo przestanie przysyłać mu pieniądze na utrzymanie domu i dzieci. Brown musi więc znaleźć dla siebie wybrankę. Inne zdanie na ten temat mają jego nieznośni potomkowie. Po śmierci matki stali się oni bardzo niegrzeczni, a w wychowaniu dzieci nie pomogły nawet zatrudniane przez pana Browna nianie. Było ich łącznie siedemnaście. Wkrótce jednak przybywa osiemnasta niania – Niania McPhee. Dzieci postanawiają, że pozbędą się także i tej opiekunki – szybko jednak dochodzą do wniosku, że McPhee w niczym nie przypomina swoich poprzedniczek.

Najbardziej rzucającą się w oczy, a jednocześnie chyba najmocniejszą stroną filmu jest gra aktorska. Najlepiej spisała się Emma Thompson, której w udziale przypadła tytułowa rola. Odgrywana przez nią niania McPhee jest niezwykle brzydką kobietą. Ma niezbyt ładną cerę, siwe, rozczochrane włosy, ogromny haczykowaty nos, nienaturalnie długi ząb, oraz twarz pokrytą wielkimi, odrażającymi brodawkami. Ubrana jest skromnie, lecz elegancko, a w ręku trzyma drewnianą laskę. Jednym słowem, wygląda jak czarownica. Szybko jednak okazuje się, że nie jest ona złą kobietą. Stanowczą, zdecydowaną i surową – owszem. Ale przy tym spokojną i niezwykle opanowaną. W wykreowaniu takiego a nie innego wizerunku niani McPhee pomógł z pewnością nie tylko scenariusz, ale i doskonała gra pani Thompson. Bardzo dobrze spisuje się też Colin Firth, który zagrał tutaj Pana Browna. Mimo, iż jego filmowy dorobek prezentuje się całkiem okazale, jedyną produkcją, w jakiej wcześniej przyszło mi go zobaczyć, była druga część przygód Bridget Jones. W „Nianii” aktor ten świetnie wciela się w postać zmęczonego zaistniałą sytuacją, niezdecydowanego, pełnego wewnętrznych rozterek ojca-nieudacznika. Nieźle prezentuje się Kelly MacDonald w roli Evangeline. Początkowo zwykła służąca, która po jakimś czasie przechodzi metamorfozę i staje się księżniczką z bajki, to jedna z ciekawszych postaci w filmie. W ciotkę Adelaidę wcieliła się Angela Lansbury. Jej bardzo dobra gra z pewnością bardzo pomogła w wykreowaniu wizerunku nielubianej cioci – zrzędliwej, wiecznie niezadowolonej starszej kobiety, która ponad wszystko ceni sobie dobre wychowanie i nienaganne maniery. Rola Selmy Quickly, nazwanej w polskiej wersji Selmą Chyżo, przypadła udziale Celii Imrie. To kolejna bardzo ciekawa bohaterka. Przyczyną, dla której decyduje się ona wyjść za pana Browna nie jest jednak miłość, ale chęć zdobycia wpływów oraz bogactwa.

Jeśli chodzi o role dziecięce – trudno nie uznać ich za szczególnie udane. Brytyjczycy nigdy nie mieli problemów z aktorami młodego pokolenia. Najlepszym tego przykładem mogą być ostatnie ekranizacje „Harry’ego Pottera” oraz „Opowieści z Narnii”. Dzieciaki grające w „Nianii” spisują się naprawdę dobrze i niewiele można im zarzucić. Nie sposób określić, które grają najlepiej, bo trudno mieć zastrzeżenia do któregokolwiek z nich. Tak czy inaczej, każde z filmowych dzieci pana Browna to persony na swój sposób ciekawe.

Bardzo dobrze prezentuje się też oprawa dźwiękowa i muzyczna. „Niania” nie ma co prawda jakiegoś motywu przewodniego, który odsłuchiwany natychmiast przywoływałby skojarzenia z filmem, jednak zaprezentowane tu utwory wpadają w ucho. Melodie odtwarzane w „Nianii” idealnie wkomponowują się w tło i pomagają w budowaniu niesamowitego, baśniowego nastroju, który towarzyszy widzowi od pierwszej do ostatniej minuty projekcji.

Trudno też nie zwrócić uwagi na ładną scenografię, nienajgorsze kostiumy, oraz całkiem dobre zdjęcia. Jeśli chodzi o tę pierwszą… przede wszystkim, dom państwa Brown położony jest w bardzo malowniczym otoczeniu, które widz może jednak podziwiać przez kilka krótkich chwil. Zachwyt wzbudza też piękna brytyjska plaża, na której dzieci wraz z nianią puszczają latawce. A co do wnętrza samego domu zamieszkiwanego przez Brownów – to jest to całkiem przytulne, przyjazne miejsce, pełne bajecznych dekoracji. Kostiumy bohaterów filmu wskazują, że akcja obrazu ma miejsce w dziewiętnastym, bądź na początku dwudziestego wieku. Dziwny wydał mi się kostium Selmy Chyżo, która poszła do ślubu w kolorowej, jaskrawej sukni – podejrzewam, że był to chwyt zamierzony, bowiem postać ta od samego początku była kreowana na przebiegłą i chciwą, ale przy dziwną, zabawną i przede wszystkim mało inteligentną kobietę. Mówiąc o zdjęciach należy natomiast przywołać zwłaszcza te kilka scen, kiedy to okolice domów Brownów zostały pokazane widzowi z lotu ptaka. Ogólnie rzecz biorąc, Henry Braham, człowiek za nie odpowiedzialny, wykonał kawał solidnej, fachowej roboty.

Na końcu wypadałoby powiedzieć co nieco o humorze, którym „Niania” wręcz ocieka. Należy jednak pamiętać, że jest to typowy brytyjski humor, który niekiedy nabiera czarnego koloru – nie wszystkim musi on więc odpowiadać. Mnie odpowiadał – choć przyznam szczerze, że trudno było mi skupiać się na żartach pana Browna i jego dwóch współpracowników z zakładu pogrzebowego, kiedy to kamera pokazywała mi akurat stopy zmarłego, przygotowywanego właśnie do pochówku staruszka, który leżał na stole pośrodku pomieszczenia. Absurdalne wydaje się też mówienie (całkiem na poważnie!) „Dzień dobry” do wspomnianego trupa. Publiczność w kinie wybuchała jednak w tych momentach szczerym śmiechem. Mnie natomiast najbardziej rozśmieszały komentarze kucharki zatrudnionej w domu Brownów – „Te dzieciaki nie postaną więcej w tej kuchni, ja mam to na piśmie!”. Świetna jest też scena samego ślubu – uroczysta ceremonia, która miała na celu związanie węzłem małżeńskim Selmę Chyżą z panem Brownem, a zakończyła się wielką bitwą, w której główną bronią były serwowane przez kucharzy potrawy. Scena ta, podobnie jak 'kostnicowe absurdy', również wywoływała fale gromkiego śmiechu. Tym bardziej, że walka na kawałki ciasta z całą pewnością nie należała do krótkich.

Podsumowując – „Niania” to naprawdę dobry, solidnie zrobiony obraz, z którym na pewno warto się zapoznać. To jedno z najbardziej pozytywnych zaskoczeń filmowych, które spotkały mnie tego roku. Świetna gra aktorów, niezła muzyka, ale i przede wszystkim wspaniały, baśniowy nastrój sprawiają, że dzieło to spodoba się właściwie wszystkim widzom – zarówno tym młodszym, jak i starszym. Polecam!

Tytuł: Niania
Tytuł oryginału: Nanny McPhee
Kraj: Wielka Brytania
Czas trwania: 97 minut
Data premiery: 2005-10-21
Reżyser: Kirk Jones
Obsada: Emma Thompson, Colin Firth, Kelly MacDonald, Celia Mrie, Derek Jacobi, Thomas Sangster

Ocena: 9/5

Dyskusja