Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Oszukać przeznaczenie 3”

Pamiętam jak dzisiaj wieczór, kiedy przyniosłem do domu absolutną nowość bukowskiej wypożyczalni VHS – „Oszukać Przeznaczenie”. Będąc wówczas dziesięcioletnim chłopcem, nie zauważałem w obrazie Wonga żadnych poważnych wad. Dlatego też moje wspomnienia dotyczące pierwszej części serii o walce ludzi ze śmiercią zawsze były bardzo ciepłe. Trzy lata później nakręcono sequel, który mimo iż słabszy od poprzednika, nie zawiódł nadziei miłośników cyklu. Dziś, dnia 3 kwietnia 2006 roku, udałem się do kina na część trzecią. Tym razem nie oczekiwałem już po Wongu żadnych cudów, miałem jednak nadzieję, że przyjdzie mi obejrzeć w miarę dobry i ciekawy film, luźno nawiązujący do swoich poprzedników. Niestety, moje oczekiwania nie zostały spełnione. „Oszukać Przeznaczenie 3” to jeden z najgorszych thrillerów, jakie kiedykolwiek przyszło mi oglądać i z całą pewnością najgorszy spośród wszystkich, które dane mi było obejrzeć tego roku.

Fabuła nowego dzieła Jamesa Wonga jest niemalże identyczna jak w przypadku obydwu poprzednich części. Różnice leżą w szczegółach. Oznacza to, że po raz kolejny widz zostaje zapoznany z grupą typowych amerykańskich nastolatków, przedstawicieli tak zwanego „pokolenia MTV”. Po raz kolejny jedno z nich przeżywa drastyczną wizję, w której widzi śmierć swoich najbliższych. Tym razem jest to Wendy, uczennica najstarszej klasy liceum. Wraz ze swoimi znajomymi przybyła do miejscowego lunaparku, aby świętować zakończenie roku szkolnego. Tuż po tym jak doznaje wizji, decyduje się wysiąść z kolejki wysokogórskiej. Wizja okazuje się być prawdziwa. Wkrótce dochodzi do wypadku, w którym życie traci kilku nastolatków. To jednak nie koniec tragicznych wydarzeń. Niedługo potem śmierć zaczyna upominać się o pozostałych uczestników imprezy. Co gorsza, giną oni w tej samej kolejności, w jakiej wsiadali do kolejki.

Brzmi znajomo, prawda? Jeśli odnieśliście takie wrażenie, to słusznie. Pod względem fabularnym trzecia część serii wnosi bardzo niewiele zmian czy chociażby drobnych urozmaiceń. Najbardziej dobił mnie motyw wizji, który można było zmienić. Mnie się on już najzwyczajniej przejadł. Pewną ciekawostką, będącą ukłonem w stronę pierwszej części, jest brak happy endu. Koniec końców Kostucha głupi nie jest i prędzej czy później musi dopaść każdego. Czy jest to zabieg dobry, czy zły, należy ocenić samemu. Dla mnie w każdym razie takie a nie inne rozwiązanie było niespodzianką. Niestety, było też jedynym zaskoczeniem, które spotkało mnie w kinie. Scenariusz jest przewidywalny nawet dla przeciętnego widza, który na ogół z podobnymi filmami ma niewiele wspólnego, natomiast wszyscy Ci, którzy oglądali poprzednie części cyklu nie powinni mieć problemu z demaskowaniem coraz to kolejnych wydarzeń pojawiających się na ekranie.

Zatrudnieni do filmu aktorzy nie reprezentowali sobą niczego specjalnego. Wielu z nich filmowe debiuty ma już za sobą, co więcej, niektórzy mieli okazję grać w podobnych obrazach (jak chociażby Halloween Resurrection)… niemniej jednak, gra aktorska w „Oszukać Przeznaczenie 3” wypada bardzo przeciętnie. Większość aktorów wykonuje swoją pracę po prostu znośnie, ot tyle tylko by nie można było się do nich przyczepić. Niemniej odgrywaniem ról rzadko kiedy dodają jakichkolwiek nowych kształtów odtwarzanym przez siebie postaciom.

Z żalem muszę stwierdzić, że w trzeciej części nie znalazłem tego specyficznego klimatu, który towarzyszył mi podczas oglądania poprzednich dwóch filmów. Najnowsze dzieło Wonga nie posiada niczego, co mogłoby zatrzymać widza przy ekranie. Wszystko, co na nim widnieje, jest do bólu sztampowe, nudne i schmeatyczne. Całość polega na eliminowaniu coraz to kolejnych bohaterów w jak najbrutalniejszy i odrażający sposób. Na dodatek, śmierć poszczególnych bohaterów zdaje się nie robić na widzu większego wrażenia. Zresztą, nie ma się czemu dziwić – twórcy poszczędzili kilku minut, podczas których można było lepiej przedstawić poszczególnych bohaterów. A tak, bez emocji patrzymy na samochodwe stłuczki, spalanie żywcem, a także na wiele innych scen, które kończą się tak samo – śmiercią lub poturbowaniem postaci. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że film powstał głównie po to, by twórcy mogli urzeczywistnić swoje chore fantazje. Śmierć w wyniku niefortunnych zbiegów okoliczności – oto, co ciągle rajcuje Wonga, a co widzów zaczyna już najzwyczajniej w świecie nudzić.

Wyrażam szczerą i ogromną nadzieję, że nigdy więcej nie będzie dane mi zobaczyć kolejnego filmu z cyklu „Oszukać Przeznaczenie”. Wong tworzy coraz to gorsze, nudne i sztampowe dzieła, które nie dość że są o wiele słabsze technicznie niż kiedyś, to w dodatku w ogóle nie zapewniają widzowi rozrywki. Wręcz przeciwnie, siedząc w kinie nie odnosi się przyjemności z oglądania, a jedynie myśli o tym, kiedy seans nareszcie dobiegnie końca. Ogólnie rzecz biorąc, „Oszukać Przeznaczenie 3” to wybitnie nieudany obraz. Nie polecam go oglądać nikomu, a już w szczególności wszystkim tym, którzy wybierając się do kina spodziewają się czegoś lepszego, niż mogli zobaczyć kilka lat temu. Najprawdopodobniej się zawiodą. Tak samo jak ja.

Tytuł: Oszukać Przeznaczenie 3
Tytuł oryginału: Final Destination 3
Kraj: USA
Czas trwania: 93 minuty
Premiera kinowa: 2006-02-09
Reżyseria: James Wong
Obsada: Mary Elizabeth Winstead, Ryan Merriman, Kris Lemche, Alexz Johnson, Sam Easton

Ocena: 2/5

Dyskusja