Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Plan 9 z Kosmosu”

Decydując się na oglądanie „Planu 9 z Kosmosu” wiedziałem, że będę miał do czynienia z 'dziełem', które okrzyknięto niegdyś najgorszym filmem w historii kina. Dla niektórych widzów fakt ten mógłby wydać się odpychający. W moim przypadku zadziałał jednak zupełnie inaczej. To właśnie dzięki złej sławie filmu Wooda zdecydowałem się na obejrzenie „Plan 9 z Kosmosu”. I jak się okazało, wszelkie niepochlebne opinie i druzgocące komentarze kierowane przez kinomanów w kierunku tego kultowego już obrazu, były całkiem słuszne. Bo obraz, z jakim przyszło mi zapoznać to prawdopodobnie rzeczywiście największy filmowy gniot, jaki zna historia.

Podstawowym absurdem produkcji, który daje o sobie znać już w pierwszych minutach projekcji, jest fabuła. Otóż, przybysze z kosmosu wielokrotnie próbowali kontaktować się z ludzkością. Ziemianie jednak uparcie wmawiali obywatelom swojej planety, że coś takiego jak UFO nie istnieje, a Ziemia jest jedyną planetą, na której toczy się życie. Wkrótce okazuje się, że cywilizacja ziemska jest bliska wynalezienia bomby solarowej, z pomocą której można zniszczyć cały wszechświat. Obcy opracowują więc plan dziewiąty, który ma na celu unieszkodliwienie ziemian. Przybysze z kosmosu chcą ożywić zmarłych ludzi, by Ci stanęli po ich stronie i siali spustoszenie. Absurd nad absurdami…

Wszystko to nie byłoby takie śmieszne gdyby nie fakt, że kosmici ożywiają tylko trzech ludzi, którzy na dodatek zamiast siać przerażenie w okolicy, przez cały czas uparcie kręcą się nieopodal małego, miejskiego cmentarza. Tak naprawdę to nie wiadomo, czemu te zombie mają służyć. Zanim zabrałem się za oglądanie filmu, byłem pewien, że obcy wskrzeszą w nim legiony żywych trupów, które będą atakowały amerykańskie metropolie. Jednak nic z tego. Trzy zombie… trzy żywe trupy przeciwko całej ludzkości… śmiać się czy płakać?

Oglądając „Plan 9 z Kosmosu” odniosłem wrażenie, że człowiek odpowiedzialny za scenariusz albo był pod wpływem kilku promili podczas wykonywania swojej pracy, albo na tyle leniwy, by nie chciało mu się przeczytać swego 'dzieła' tuż po jego ukończeniu, w celu usunięcia niedoróbek i niejasności. Scenariusz opisywanej przeze mnie produkcji to jedna wielka kpina, pozbawiona jakiegokolwiek składu i logiki. Po pierwsze, przyzwano jak już wspomniałem, tylko trzy trupy, które miały opanować planetę. Po drugie, po co w ogóle pomysł z ożywieńcami? Po trzecie w końcu… skoro Ziemianie zagrażają wszechświatowi i są bliscy wynalezienia potężnej solarowej bomby, to po kiego grzyba 'naczelny kosmita' w pewnym momencie chwali się, że cywilizacja ludzka potrzebuje jeszcze wielu stuleci, by choć częściowo dorównać poziomowi, jaki prezentuje ich planeta? Skoro Ziemia jest tak zacofana, to pytam się, dlaczego stanowi zagrożenie dla istnienia wszystkich pozostałych planet? I dlaczego owe pozostałe planety nie zdążyły jeszcze wynaleźć broni, którą mogłyby wyeliminować ziemię, nie bawiąc się w ożywianie trupów? Dziwne to wszystko, doprawdy. Dziwne i nielogiczne, ale zarazem śmieszne i budzące politowanie.

Niewiele dobrego mogę powiedzieć o grze aktorskiej. Wszyscy aktorzy pokazują się tutaj niestety od jak najgorszej strony. Są sztuczni i nieprzekonywujący. Tyczy się to zwłaszcza funkcjonariuszy policji, ale nie tylko bowiem filmowi Paula i Jeff również wypadają bardzo słabo. Dobre wrażenie sprawia tylko kreacja wampirzycy… która jednak pokazuje się w ciągu całego seansu tylko parę razy, a i nie wypowiada żadnej kwestii (wszak to umarlak). Tragicznie natomiast wyglądają kosmici. To nic innego jak zwykli ludzie, ubrani śliskie, połyskujące skafandry i długie peleryny. Coś w rodzaju supermana. Coś, co budzi jednie politowanie…

Jeśli chodzi o oprawę muzyczną filmu, to niewiele mogę na ten temat powiedzieć. Przez całe siedemdziesiąt dziewięć minut trwania seansu w tle dało się słyszeć ledwie kilka cichutkich, niezbyt interesujących melodii. Także i motyw przewodni, który odtwarzany jest przy napisach początkowych oraz końcowych, wydaje się być przeciętny, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wiek produkcji. Tak czy inaczej, oprawa dźwiękowa i muzyczna nie powala.

„Plan 9 z Kosmosu” to film tragiczny, katastrofalny i zupełnie nieudany. Twórcy spartolili w nim wszystko to, co tylko dało się spartolić. Mimo to sądzę, że warto się z obrazem Woodem zapoznać. Choćby po to, by zobaczyć jak wygląda coś, co okrzyknięto najgorszym filmem w historii kina.

Tytuł: Plan 9 z Kosmosu
Tytuł oryginału: Plan 9 From Outer Space
Reżyseria: Edward D. Wood Jr.
Scenariusz: Edward D. Wood Jr.
Muzyka: Bruce Campbell
Data premiery: 1959
Czas trwania: 79 minut
Kraj: USA
Obsada: Gregory Walcott, Mona McKinnon, Duke Moore, Tom Keene, Tor Johnson, Dudley Manlove, Joanna Lee, John Breckinridge, Vampira, Bela Lugosi

Ocena: 1/5

Dyskusja