Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Płytko pod ziemią”

Powstające w dzisiejszych czasach filmy rzadko kosztują twórców mniej niż kilka milionów dolarów. Są to odważne przedsięwzięcia, ale jak to mówią – nie ma zysku bez ryzyka. W chwili, gdy na miłośników niskobudżetowych filmów grozy patrzy się z uśmiechem politowania, powstał „Płytko pod ziemią”. Obraz ten to idealny dowód na to, iż aby stworzyć przyzwoity film, wcale nie trzeba ogromnych pieniędzy.

Pewnego dnia na miejscowym posterunku policji pojawia się nastolatek. Całe jego ciało pokryte jest krwią. Badania wykazują, iż pochodzi ona od przynajmniej trzech różnych osób, uznanych niedawno za zaginione. Jack Shepherd, szeryf, obiera sobie za cel ustalenie tożsamości chłopca. Nękany wspomnieniami sprzed roku, kiedy to nie zdołał wyjaśnić zabójstwa młodej dziewczyny, zaczyna łączyć ze sobą dwie sprawy. Tajemniczy nastolatek staje się głownym podejrzanym. Jednak prawdziwy zabójca ciągle pozostaje na wolności…

„Płytko pod ziemią” to film, nad którym trudno jest się dłużej rozwodzić. I to nie dlatego, że jest słaby. Przeciwnie, całość sprawia raczej pozytywne wrażenie. Trudno dłużej się nad nim rozwodzić z tego względu, że ogląda się go właściwie bez większych emocji. Obraz ma kilka bardzo klimatycznych, nastrojowych scen, brak mu jednak takich momentów, kiedy wbijałby widza w fotel. Dziełu Wilsona nie sposób zarzucić przewidywalność, fabuła bowiem jest całkiem interesująca. Swoją oryginalność zawdzięćza głównie motywowi z zakrwawionym chłopcem. O ile jednak film jest nieprzewidywalny, o tyle zakończenie, a konkretniej motyw, który kierował zabójcą, wydaje się być bezsensowny. Morderca zabijał bowiem wszystkich tych, którzy zeszłego roku mogli w jakiś sposób ocalić dziewczynę, bądź mieli większy lub mniejszy związek z budową tamy w okolicach miasteczka. Twórcy nie wyjaśniają konkretnie, czemu mordowano, dlatego też na tym polu widzowie mogą mieć tylko własne domysły.

Aktorstwo prezentuje się całkiem nienajgorzej. Twarze, które zobaczyłem w „Płytko pod ziemią” były mi nieznane, niemniej jednak zatrudnieni do obsady ludzie w większości przypadków spisali się naprawdę nienajgorzej. Zgrzyty w grze owszem, są, ale zdarzają się stosunkowo rzadko. Co ważne, bardzo dobre wrażenie robi zakrwawiony chłopiec. Właściwie przez cały czas milczy, jednak sam jego wygląd budzi odpowidni respekt.
Oprawa dźwiękowa trzyma odpowiedni, rzekłbym 'standardowy' poziom. Nie zwróciłem uwagi na muzykę, musiała być więc przeciętna. Ani dobra, ani zbyt słaba.

Niskobudżetowe horrory zawierają zazwyczaj sporo elementów gore. Nie inaczej jest w przypadku opisywanego filmu. Może i nie jest to typowy, hardcore’owo brutalny gore, niemniej oglądając go można się natknąć na kilka solidnie wykonanych, krwawych scen. Miłośnicy tego typu kina będą się czuli jak w domu, natomiast co wrażliwsi widzowie niejednokrotnie zmuszeni będą zasłonić oczy dłonią.

„Płytko pod ziemią” to film niezły. Niezły, ale nic poza tym. Jednak biorąc pod uwagę fakt, iż budżet produkcji wyniósł 72.000 dolarów, a zdjęcia trwały raptem osiemnaście dni, należy przyznać, iż Sheldon Wilson wykonał kawał solidnej roboty. Nie jest to jakieś ambitne kino. Rzekłbym, iż obraz ten to jeden z lepszych wydanych ostatnio horrorów klasy B. Myślę, że szóstka z plusem będzie sprawiedliwą oceną.

Tytuł: Płytko pod ziemią
Tytuł oryginału: Shallow Ground
Reżyseria: Sheldon Wilson
Scenariusz: Sheldon Wilson
Data premiery: 2004-04-24
Czas trwania: 97 minut
Kraj: USA
Obsada: Stan Kirsch, Patricia McCormack, Timothy V. Murphy, Lindsey Stoddart, Rocky Marquette

Ocena: 6/5

Dyskusja