Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Podpalaczka 2”

Za sprawą pewnego zbiegu okoliczności, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy dane mi było obejrzeć kilka różnych ekranizacji prozy Stephena Kinga. Na początku bardzo udany „Miasteczko Salem”. Później przeciętna do bólu „Srebrna Kula”. Następnie doszło do tego, że po raz bodajże piąty zobaczyłem „Zieloną Milę”. Dziś natomiast, będąc w nowootwartej wypożyczalni płyt DVD na najniższej półce zauważyłem sequel kultowej już „Podpalaczki”. Jako, że na obraz ten czaiłem się już od dłuższego czasu, wypożyczyłem film i natychmiast po powrocie do domu przystąpiłem do oglądania.

Powstała w 1984 roku ekranizacja powieści „Podpalaczka” traktowała o pewnej amerykańskiej rodzinie, której udział w rządowym eksperymencie „Seria 6” spowodował, że ich dziecko zyskało pewną nadnaturalną zdolność. Charlene, bo tak miała na imię córeczka państwa McGee, potrafiła rozpalać ogień za pomocą samej siły woli. Druga część filmu przenosi nas w czasie o jakieś dziesięć lat do przodu. Charlene spędziła ten czas uciekając przed agentami rządowymi. W końcu jednak przyszedł moment, kiedy postanowiła przerwać wieczną ucieczkę. Nie wie jednak, że przyjdzie jej walczyć przeciwko doktorowi Johnowi Rainbirdowi – temu samemu, który niegdyś spowodował śmierć jej ojca.

Zacznę może od tego, że druga część to jedna z najlepszych ekranizacji prozy Kinga, jakie kiedykolwiek przyszło mi zobaczyć. Film został zrobiony po prostu porządnie, a złożyło się na to kilka czynników. Pierwszym z nich jest gra aktorska. Nazwiska ludzi, którzy pojawili się wśród obsady, były mi w większości przypadków nieznane. Niemniej podczas oglądania nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że niektóre twarze już gdzieś widziałem. Szczególnie znajomy wydał mi się Malcolm McDowell. Kiedy jednak przejrzałem jego filmografię, za nic nie mogłem go sobie pokojarzyć z żadnym z zamieszczonych na niej filmów. Tak czy inaczej, poziom gry aktorskiej w „Podpalaczce 2” jest odpowiednio wysoki. Niemal wszyscy aktorzy spisali się bez zarzutów. Jedyną czarną owcą był Danny Nucci. Mimo bogatej filmowej przeszłości, w obrazie Iscove’a jego gra często zgrzyta. Na szczęście jest tak przede wszystkim na początku filmu, gdyż z każdą minutą Danny zdaje się rozkręcać i nawet jeśli później cokolwiek u niego zgrzyta, to łatwiej przymknąć na to oko.

Autorem muzyki w „Podpalaczce 2” jest Randy Miller, ten sam, który jakiś czas wcześniej skomponował utwory między innymi do Spartakusa i trzeciej części Hellraisera. Kompozytor ten może i nie jest geniuszem w swoim fachu, niemniej niejednokrotnie udowadniał, że potrafi napisać całkiem przyjemne dla ucha nuty. Nie inaczej jest w przypadku opisywanego przeze mnie filmu. W sequelu „Podpalaczki” miałem okazję przesłuchać kilku naprawdę ciekawych, klimatycznych utworów, z których niewątpliwie najlepszym i najbardziej zapadającym w pamięć jest motyw przewodni. Oprawa muzyczna to bez wątpienia jedna z mocniejszych stron tej produkcji.

Napisanie sensownego scenariusza do jakiejkolwiek ekranizacji powieści Stephena Kinga było i jest dla filmowców ogromnym wyzwaniem. Czasem i sam autor podejmował się tego trudnego zadania, zwykle jednak z nienajlepszym skutkiem (patrz: Srebrna Kula). Aby tego uniknąć, twórcy mocno zaingerowali w treść pierwowzoru i zmienili ją według własnych upodobań. W efekcie powstał film będący jedynie luźnym nawiązaniem do bestellerowej powieści. Zabieg to nienajgorszy, gdyż koniec końców scenariusza nie można nazwać słabym. Tak czy inaczej, nawet po zrezygnowaniu z kręcenia wiernej ekranizacji na rzecz luźnego nawiązania, oglądanie trwa niemal trzy godziny. I jak to zwykle bywa z przydługawymi filmami, także i w „Podpalaczce 2” trafiają się sceny nużące i niewiele wnoszące do fabuły. Nie przeszkadza to jednak zbytnio w odbiorze obrazu, jeśli ogląda się go w towarzystwie szklanki wypełnionej Fantą i porcji frytek przyniesionej uprzednio z pobliskiego pubu.

Przed włożeniem płytki do napędu DVD byłem przekonany, że „Podpalaczka 2” jest filmem praktycznie pozbawionym efektów specjalnych, wypełnionym po brzegi dialogami i zmuszającymi do refleksji wątkami. W rzeczywistości jest jednak inaczej. Twórcy postarali się, by ich obraz był ucztą dla oka. W rezultacie otrzymujemy kilka solidnie wykonanych scen pożarów czy świetne efekty wybuchów. Ostatecznie, bardzo dobrze wykonano starcie głównej bohaterki z innymi, obdarzonymi nadnaturalnymi zdolnościami ludźmi. Co ciekawe, wybrańcami tymi są kilkuletnie dzieci. Dzieci, które pod wpływem swych nadzwyczajnych umiejętności zamieniają się w demony i z których mógłby być jakiś pożytek, gdyby nie wpływ szalonego doktora Richardsona. Ostatecznie jednak w filmie tryumfuje 'dobro', mimo iż ponosi przy tym dotkliwe straty.

Ogólnie rzecz biorąc, „Podpalaczka 2” to film dobry. Nie zauważyłem w nim żadnych większych wad, za to znalazłem wiele poważnych zalet. Dobra gra aktorów, przyjemna dla ucha muzyka, nienajgorsze efekty specjalne oraz namacalny Kingowski klimat sprawiają, że obraz ten powinien zostać obejrzany przez wszystkich, którzy nazywają siebie miłośnikami horrorów. Tak czy inaczej, ja polecam go obejrzeć. Warto.

Tytuł: Podpalaczka II – Dzień Zemsty
Tytuł oryginału: Firestarter II – Rekindled
Reżyseria: Robert Iscove
Scenariusz: Philip Eisner
Muzyka: Randy Miller
Data premiery: 2002-03-10 (Świat)
Czas trwania: 162 minuty
Kraj: USA
Obsada: Deborah Van Valkenburgh, Marguerite Moreau, Malcolm McDowell, Dennis Hopper, Danny Nucci

Ocena: 8/5

Dyskusja