Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Pojutrze”

Nie da się ukryć, że miłośnicy kina katastroficznego w ciągu ostatnich kilkunastu lat nie byli przez twórców specjalnie rozpieszczani. Większość kluczowych obrazów z tego gatunku powstała na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a jedynym niedawno nakręconym filmem tego rodzaju był „Dzień Niepodległości”, który Polscy widzowie mogli oglądać dziewięć lat temu. Dlatego też fakt, że Roland Emmerich podejmie się nakręcenia katastroficznego dramatu „Pojutrze” przyjąłem z dużą satysfakcją. Wobec najnowszego dzieła Emmericha żywiłem spore nadzieje… ale i ogromne obawy. Teraz, po zapoznaniu się z obrazem, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że „Pojutrze” to film dobry. Nie zmienia to jednak faktu, że wychodząc z kina byłem srodze rozczarowany.

Efekt cieplarniany spowodował na Ziemi globalne ocieplenie, w wyniku którego naszą planetą targają rozmaite anomalia klimatyczno-pogodowe: huragany, trąby powietrzne, powodzie, trzęsienia ziemi. Nad rozwiązaniem problemu globalnego ocieplenia i jego fatalnych skutków pracuje profesor Adrian Hall. W międzyczasie stara się on dotrzeć do swojego syna w Nowego Jorku, które to miasto zamienione zostało w lodową pustynię wskutek nagłego ataku burzy śnieżnej i niskich temperatur, jak w epoce lodowcowej.

Trudno jednoznacznie ocenić, jak duże jest prawdopodobieństwo wystąpienia podobnej katastrofy w realnym świecie. Przeciętny widz przychodzący do kina posiada jedynie podstawowy zakres wiedzy na temat geografii i pewne pojęcie o tym, czym tak naprawdę jest efekt cieplarniany. Ów przeciętny widz nie interesuje się jednak zagadnieniami z tej dziedziny na tyle, by przejmować się, czy przedstawiona w „Pojutrze” historia mogłaby wydarzyć się naprawdę. W rzeczywistości podobna katastrofa owszem, grozi nam, lecz jeśli kiedykolwiek w ogóle nastąpi druga epoka lodowcowa, to na pewno nie w ciągu najbliższych kilkuset lat. Oczywiście pod warunkiem, że wnioski wysnuwane na podstawie badań dzisiejszych naukowców są słuszne. Tak czy inaczej – wydarzenie, o którym traktuje obraz Emmericha, nie powinno wydawać nam się nieprawdopodobne, a wręcz przeciwnie, jest to całkiem realne zagrożenie. Dlatego też uznam fabułę filmu za jego zaletę.

Niewiele da się powiedzieć na temat gry aktorskiej. Wszyscy zatrudnieni do filmu aktorzy wywiązują się ze swoich zadań bez zarzutów. Szczególnie wybija się tutaj Ian Holme, którego wcześniej miłośnicy fantasy mogli oglądać we Władcy Pierścieni. W udziale przypadła mu wtedy rola hobbita Bilbo Bagginsa, podczas gdy w „Pojutrze” gra on słynnego geografa Terry’ego Rapsona. Bardzo dobrze spisał się też Jake Gyllenhaal. Rola w „Pojutrze” dobrze mu zrobiła, gdyż w kilka miesięcy po premierze został on zatrudniony do filmu „Jarhead: Żołnierz Piechoty Morskiej”, a w 2005 wziął udział w znakomitej produkcji „Tajemnica Brokeback Mountain”. Ostatecznie, bardzo pozytywne wrażenie zrobiła na mnie Emmy Rossum, która wcieliła się w Laurę Chapman. Co do odtwórców ról drugoplanowych, nie mam większych zastrzeżeń, wszyscy bez mała w poprawny sposób wykonywali to, co do nich należało.

Film cechuje też sprawny montaż, nienajgorsze zdjęcia Anny Foerster, oraz całkiem dobra muzyka. Zwłaszcza ta ostatnia często dawała o sobie znać w bardzo pozytywny sposób. Melodie odtwarzane w „Pojutrze” po prostu wpadają w ucho. Nienajlepsze wrażenie robi za to scenariusz. Mógłbym się przyczepić zwłaszcza do dialogów. Pełno tu typowych dla amerykańskiego kina gadek typu „Kocham Cię -> Ja Ciebie też”, czy „Nie zwlekaj, powiedz jej co czujesz, Sam”. Niekiedy też bohaterowie wykazują się ewidentnym brakiem logiki. Osobiście za nienormalną uznałbym dziewczynę, która widząc nadchodzącą kilkunastometrową falę wody zalewającą ulicę, biegnie w jej kierunku by zabrać pozostawioną w samochodzie torebkę. Dość wspomnieć, że torebka nie należy do niej, a do nieznajomej francuzki. Kto ryzykowałby życie dla kogoś, kogo w ogóle nie zna? I co więcej, nie dla człowieka, ale dla jego torebki, rzeczy, możnaby rzecz, bezwartościowej? No właśnie… rzecz w tym, że chyba nikt. Jakby tego było mało, całość opiera się na wielokrotnie otartym już schemacie. Wpierw twórcy pokazują widzowi, o co tu w ogóle chodzi, za chwilę przedstawiają jakby z osobna poszczególnych bohaterów, a później dopiero mają miejsce kluczowe dla fabuły wydarzenia. Dla co niektórych widzów takie chwyty mogą wydać się irytujące. Mnie się takie wydały.

Koniec końców, „Pojutrze” to także wyśmienite efekty specjalne. Zaskoczeniem może być w sumie ich niewielka ilość, jeśli brać pod uwagę fakt, że mamy do czynienia z trwającym ponad dwie godziny filmem. Emmerich zrealizował jednak kilka doskonałych scen, które z pewnością na długo zapadną mi w pamięć. Przede wszystkim przechodzące nad Los Angeles tornado. Wspaniale został pokazany chaos, jaki panował w mieście w trakcie trwania kataklizmu. Był on podkreślany poprzez wstrząsy kamery oraz świetny, podbudowujący napięcie podkład dźwiękowy. Z inną zapierającą dech w piersiach scenach mamy do czynienia w momencie, kiedy ogromna fala zalewa statuę wolności i zaraz potem dostaje się na ulice Nowego Jorku, siejąc spustoszenie wśród miejscowej ludności. W film zainwestowano ponad sto dwadzieścia milionów dolarów i jakkolwiek by nie mówić, jest to widoczne na każdym kroku, w każdej scenie.

Mimo wszystko, w kinie spotkało mnie rozczarowanie. Może dlatego, że obraz Emmericha był przed premierą reklamowany z ogromnym natężeniem, i z tego też powodu spodziewałem się po filmie jakichś niewyobrażalnych cudów? Nie wiem. W każdym bądź razie, czegoś mi tutaj brakuje. „Pojutrze” to bez wątpienia kawał solidnego kina katastroficznego. Ale nie zmienia to faktu, że spodziewałem się czegoś bardziej imponującego.

Tytuł: Pojutrze
Tytuł oryginału: The Day After Tomorrow
Reżyseria: Roland Emmerich
Scenariusz: Roland Emmerich , Jeffrey Nachmanoff
Muzyka: Harald Kloser , Thomas Wanker
Data premiery: 2004-05-27 (Polska) , 2004-05-17 (Świat)
Czas trwania: 124 minuty
Kraj: USA
Obsada: Dennis Quaid, Jake Gyllenhaal, Ian Holme, Emmy Rossum, Dash Mihok

Ocena: 7/5

Dyskusja