Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Powstały z martwych”

Detektyw Don Morrell przez kilka lat tropił psychopatycznego seryjnego mordercę Claude’a Whitmana. Wreszcie schwytany i skazany na śmierć Whitman zostaje stracony. Morrell jest świadkiem egzekucji. Jednak czy morderca naprawdę zginął? Po kilku miesiącach miastem wstrząsa seria morderstw popełnianych w stylu Whitmana. Ofiarami są ławnicy, którzy skazali go na śmierć. Morrell zaczyna podejrzewać, że Whitman powrócił…

„Powstały z martwych” to film, po którym nie spodziewałem się żadnych cudów. Jeśli ktoś czytał już kilka moich poprzednich recenzji, dowiedział się, że mam słabość do filmów leżących w supermarketach w ogromnych koszach z napisem „tylko 9zł”. „Powstały z martwych” w takim właśnie koszu leżał, zanim wpadł w moje ręce. Cudów się nie spodziewałem, i słusznie – bo ta produkcja do dobrych na pewno nie należy…

Ale po kolei. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fabuła. Wielokroć użyta, wykorzystana w podobnych produkcjach, różniąca się jedynie drobnymi szczegółami. Mamy funkcjonariusza policji, mamy psychopatycznego mordercę-mściciela biegającego z aktami sądowymi w ręku i mordującym wedle alfabetycznej kolejności. To jedna z najwazniejszych wad filmu – produkcja bierze garściami, wręcz zrzyna z innych podobnych obrazów. „Powstały z martwych” to zlepek wszystkich pokrewnych 'dzieł', niestety całkowicie nieudany – gdyż zamiast dublować pomysły innych, naprawiając przy tym błędy poprzedników, prezentuje się od nich jeszcze gorzej.

Gra aktorska stoi na przeciętnym poziomie. Sama obsada do najlepszych nie należy, bo mimo iż dwoje głównych aktorów ma za sobą bogatą filmową przeszłość, to żadne z nich nie zrobiło większej kariery. Wiem, że nie o karierę i nie o renomę tutaj chodzi – ale tak czy siak, aktorzy nie spełnili oczekiwań i zagrali sztywno i bez ducha.

Kolejna rzecz to morderstwa i sceny kaźni. O ile trupy wyglądają nieźle, o tyle same morderstwa, strzelaniny i walki robią kiepskie wrażenie. Czasem pojawiają się pewne nielogiczności. Co mnie najbardziej zdziwiło? Mianowicie azjata w kimonie, opasany czarnym obi, w obliczu zagrożenia bije się jak poznański dresiarz. Czyli – „hurraaaa, za***ć gościa!”. Czy tak zachowuje się, i czy tak walczy człowiek, który jest nauczycielem kung-fu? Nie sądzę. Może ktoś powie, że się czepiam, ale tego typu smaczki naprawdę potrafią widza rozśmieszyć, i tak właśnie stało się ze mną. Poza tym zaletą filmu jest fakt, iż nie jest on specjalnie krwisty – poza kilkoma scenami z ofiarami moderstw, niewiele tu brutalności. I dobrze, bo nadmiar bezproduktywnej przemocy w filmach też nie jest pożądany.

Film nie ma też najważniejszej cechy dobrego dreszczowca, a mianowicie – klimatu. Nie powiem, żeby „Powstały z martwych” nudził, co to, to nie – ale również niespecjalnie wciąga. Atmosfera niepokoju, obecna w pierwszych minutach obrazu, znika w chwili egzekucji Whitmana. Film ani nie nudzi, ani nie wciąga – a co to oznacza? Nie wywołuje w widzu żadnych konkretnych emocji. A takich produkcji to ja zdecydowanie nie lubię.

Jedyną dobrą rzeczą, którą można powiedzieć o „Powstałym z Martwych” są dialogi – oczywiście nie będące szczególnie wybitne czy odkrywcze, ale w odróżnieniu do pozostałych cech filmu, prezentują jakiś przyzwoity poziom. Pytanie jednak – czy przyzwoite dialogi mogą w czymkolwiek pomóc produkcji, która jest przeciętna lub słaba pod każdym innym względem? Odpowiedź brzmi oczywiście: nie.

„Powstały z martwych” to kiepska produkcja. Przeciętna gra aktorska, kilka niejasności, brak klimatu ani jakichkolwiek szczególnych emocji u widza, a poza tym oklepana i wielokrotnie już wykorzystana fabuła. No i jeśli się uprzeć, przyzwoite dialogi. Jak widać, produkcja ta może pochwalić się ogromem wad i niedociągnięć. Obejrzeć można, jakiegoś trwalszego zniesmaczenia czy zniechęcenia film nie powoduje – tylko po co, jeśli wokół pełno jest innych podobnych produkcji?

Tytuł: Powstały z Martwych
Tytuł oryginału: Blowback
Reżyseria: Mark L. Lester
Scenariusz: Bob Held , Randall Frakes
Muzyka: Sean Callery
Data premiery: 2000
Czas trwania: 91 minut
Kraj: Kanada, USA
Obsada: Mario Van Peebles, James Remar, Gladys Jimenez, David Groh, Sharisse Baker

Ocena: 3/5

Dyskusja