Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Przeklęta”

Wybierając się do kina na „Przeklętą” nie oczekiwałem, że zobaczę film, który na długo zapadnie mi w pamięć. Negatywnie nastrajały mnie zarówno opinie krytyków i oceny w recenzjach, jak i zapowiedzi w czasopismach, które również nie prorokowały niczego dobrego. Postanowiłem jednak, że zapoznam się z tym obrazem z czystej ciekawości, ale nie tylko, chciałem też bowiem zobaczyć, jak Wes Craven poradził sobie z nakręceniem kolejnego horroru. Ostatnio spod jego ręki wyszedł „Krzyk 3”, który w pewnych momentach powodował raczej rozbawienie niż strach. Nie inaczej jest w przypadku „Przeklętej”.

Pewnej księżycowej nocy w Los Angeles samochód, którym jadą nastoletni Jimmy i jego siostra Ellie, nieoczekiwanie wpada w poślizg i zjeżdża z drogi. Rodzeństwo wychodzi z wypadku bez szwanku, jednak po kilku dniach okazuje się, że kraksa na zawsze odmieniła ich życie. Oboje stają się silniejsi fizycznie a ich zmysły wyostrzają się. Nikt nie potrafi im się oprzeć. Wkrótce okazuje się, że cena jaką muszą zapłacić za swoje nadludzkie cechy jest bardzo wysoka…

Fabuła filmu do najgorszych nie należy. Zresztą nietaktem byłoby wybrzydzać ją w momencie, kiedy współczesne kino nie może pochwalić się ani jedną solidną produkcją o wilkołakach, tak samo jak nikt nie potrafi pokazać tych bestii takich, jakimi są naprawdę. „Przeklęta” Wesa Cravena przedstawia je w sposób wręcz komiczny – ale o tym za moment.

„Przeklęta” to niestety jeden wielki zlepek wad i niedociągnięć. Zacznijmy od gry aktorskiej: Joshua Jackson, któremu w udziale przypadła rola Jake’a, Portia de Rossi (filmowa Zela) oraz Shannon Elizabeth (Becky) są sztywni i mało przekonywujący. W filmie tym pokazali, jak wiele im jeszcze brakuje, by można ich było nazwać aktorami co najmniej przyzwoitymi. Z lepszej strony pokazuje się jednak Christina Ricci, tytułowa przeklęta, która na tle reszty obsady spisuje się wręcz wybitnie. Niestety, dziewczyna ta ma pecha i z reguły dostaje role w przeciętnych produkcjach (np. „Zgromadzenie”). Tak czy siak moim zdaniem aktorka ta w niczym nie ustępuje największym gwiazdom Hollywoodu i śmiało mogłaby z nimi konkurować.

Muzyka nie należy do najgorszych, ale nie jest też wybitna. Twórcy raczą widza kilkoma rockowymi kawałkami, które niekiedy nawet wpadają w ucho, jednak… ogólne wrażenie pozostaje negatywne. Podobnie jest z efektami specjalnymi. Przy dzisiejszych możliwościach technicznych, sprawiają one wrażenie niedopracowanych. Wystarczy spojrzeć na sam wizerunek wilkołaka. Animowana bestia z szarą sierścią, czarnymi oczami i długimi łapami oraz stopami… kiedy tak sam czytam ten opis to działa on na moją wyobraźnię całkiem pozytywnie… jednak nie, wilkołaki zaprezentowane w „Przeklętej” wyglądają wręcz katastrofalnie. Można je porównać do tych, które mieliśmy okazję oglądać w obrazie „Harry Potter i Więzień Azkabanu”, a przypomnę, że także tam wygląd tych krwiożerczych bestii pozostawiał wiele do życzenia.

„Przeklęta” to obraz pozbawiony klimatu. Film w swoich zamierzeniach miał być horrorem i powinien straszyć widza, podczas gdy tak naprawdę przyszło mi oglądać parodię horroru i zdecydowanie częściej odczuwałem rozbawienie, aniżeli lęk czy niepokój. Bo jaka może być reakcja widza, gdy wilkołak słysząc uwagi na temat swoich grubych ud, kieruje w stronę widzów środkowy palec i śmieje się szyderczo? Do teraz nie rozumiem, co owa scena miała znaczyć… zdaje się, iż humorystyczne zagranie było celowe, a co za tym idzie – twórcy celowo pozbyli się resztki nastrojowości, która jednak do pewnego momentu była wyczuwalna.

Gołym okiem można tu zauważyć rękę Wesa Cravena. Charakterystyczny styl filmotwórstwa od razu rzuca się w oczy… z tym, że niegdyś pan Craven straszył. Teraz jednak wyraźnie stracił formę. Scenariusz pełen jest błędów i niedociągnięć. Idiotyczna wręcz postać wróżki, która pojawia się raptem dwa razy, schematycznie wypowiada swoje krótkie sekwencje i znika gdzieś w tle, czy też wołający o pomstę do nieba wątek 'chłopca do bicia' (gdybym podczas oglądania filmu nie siedział wygodnie w fotelu, to rozwiązanie owego wąt ku po prostu zwaliłoby mnie z nóg).

„Przeklęta” to film wybitnie nieudany. Trudno doszukać się w nim jakichkolwiek zalet. Scenariusz pełen niedociągnięć, słabe efekty specjalne, nienajlepsza muzyka, a także toporna reżyseria w połączeniu z brakiem odpowiedniego dla horroru klimatu dają w rezultacie obraz, który należy omijać szerokim łukiem. W gruncie rzeczy jedyną zaletą, jaką posiada film, to Christina Ricci – która po raz kolejny marnuje swój talent w następnej kiepskiej produkcji. Przez te półtora godziny trwania filmu, niejednokrotnie można na niej zawiesić oko. Gdyby nie Christina, wystawiłbym najniższą z możliwych ocen – a tak, „Przeklęta” dostaje ode mnie dwójkę z plusem.

Tytuł: Przeklęta
Tytuł oryginału: Wes Craven’s Cursed
Reżyseria: Wes Craven
Scenariusz: Kevin Williamson
Muzyka: Marco Beltrami , Tom Hiel
Data premiery: 2005-10-28 (Polska) , 2005-02-25 (Świat)
Czas trwania: 96 minut
Kraj: Niemcy/ USA
Obsada: Christina Ricci, Joshua Jackson, Judy Greer, Portia de Rossi

Ocena: 2/5

Dyskusja