Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Resident Evil: Apokalipsa”

„Resident Evil: Apokalipsa” wzbudził moją ciekawość zaraz po tym, jak ukazał się w Polskich kinach. Zapewne głównie z racji tego, że po obejrzeniu pierwszej, średniej jakościowo części, czułem pewien niedosyt. Miałem więc nadzieję, że oglądając część drugą, chociaż częściowo go zaspokoję.

Po tym jak Alice cudem przeżyła incydent w podziemnej bazie korporacji Umbrella wydostaje się na powierzchnię. Jednak to co tu zastaje przerasta jej najgorsze koszmary… Ulice miasta pełne są zombich. Ale to nie one są tu największym zagrożeniem – gdzieś tam bowiem czai się ponura kreatura… Nemesis.

Tak wygląda fabuła filmu. Na pewno nie powala ona na kolana. Podobnie, jak nie robi tego naiwny i mało wiarygodny scenariusz. „Resident Evil: Apokalipsa” jest filmem, w którym postawiono na samą akcję, a fabuła i sens filmu schodzi na dalszy plan. Wszystko, co film ma nam do ujawnienia, ujawnia od razu – puste ulice, jeśli nie liczyć policyjnych brygad, poniszczone budynki oraz stojące wszędzie wraki samochodów. A jak kamera pokazuje nam po raz pierwszy hordy zombich to można już sobie darować czekanie na coś ciekawego – bo to wszystko, co film ma do pokazania.
Watahy ożywieńców, które teoretycznie mają straszyć, nie spełniają swego zadania. Czasem jest wręcz przeciwnie – te nienaturalnie powykrzywiane twarze i niekiedy komiczne zachowania potworów wywołuje na ustach widza raczej śmiech niż przerażenie.

Postacie, nie licząc głównej bohaterki, są sztuczne i sztampowe, a aktorzy którzy się w nie wcielili, prezentują mizerny poziom. Mila Jovovich, która gra Alice, wypada na tle reszty minimalnie lepiej. Wiadomo jednak, że jedna postać nie może uratować filmu – tak więc gra aktorska stoi na naprawdę niskim poziomie.

Esencją filmu są efekty specjalne. Widać, że to właśnie na nie poszła większość pieniędzy przeznaczonych na film. Zombie, mimo iż czasami zachowujące się zabawnie, wyglądają bardzo ładnie, podobnie jak ożywione dobermany, które również pojawiają się w filmie. Trudno też zapomnieć o głównym złym, czyli o Nemesis – te mutant to według mnie największa zaleta filmu. Nie grałem w żadną część cyklu Resident Evil, nie jestem więc w stanie powiedzieć, czy jest on podobny do pierwowzoru, ale stwór ulepiony z mięśni, i trzymający dwa działka pod pachami robi naprawdę dobre wrażenie. Szczególnie, kiedy później okazuje się, że po mutacji zostały mu pewne ludzkie wspomnienia. Jednak i ten moment, w którym ludzkie instynkty Nemesis wychodzą na jaw, twórcy spartolili – wygląda to nadzwyczaj dziecinnie.

Podsumowując, liczyłem na średni film i taki właśnie film dostałem. „Resident Evil: Apokalipsa” z pewnością nie jest produkcją złą, jednak na pewno mocno niedopracowaną. Znakomite efekty specjalne, świetne przedstawienie miasta po Apokalipsie i dobra gra aktorska Mili Jovovich to nie wszystko, co powinien reprezentować sobą dobry film science-fiction. W przypadku „Apokalipsy” potrzebne były również dobrze zarysowane postacie, i przynajmniej przyzwoity scenariusz. Niestety, w takim wypadku nie mogę postawić oceny wyższej niż 5/10.

Tytuł: Resident Evil: Apokalipsa
Tytuł oryginału: Resident Evil: Apocalypse
Reżyseria: Alexander Witt
Scenariusz: Paul W.S. Anderson
Muzyka: Jeff Danna , Elia Cmiral
Data premiery: 2004-10-29 (Polska) , 2004-09-10 (Świat)
Czas trwania: 94 minuty
Kraj: USA / Francja / Niemcy
Obsada: Mila Jovovich, Sienna Guillory, Oded Fehr, Thomas Kretschmann

Ocena: 5/5

Dyskusja