Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Resident Evil”

Korporacja Parasol jest wiodącym w świecie dostawcą technologii komputerowych i produktów medycznych. Jednak głównym źródłem jej dochodów są prowadzone w tajemnicy prace nad technologiami wojskowymi, eksperymentami genetycznymi i bronią biologiczną. W supertajnym podziemnym laboratorium firmy trwają prace nad niezwykle niebezpiecznym wirusem. Kiedy ze zbitej próbówki wirus dostaje się do systemu wentylacyjnego, Red Queen – główny komputer, odcina drogę ucieczki pracującym w laboratorium naukowcom. Wszyscy giną. Do laboratorium przybywa elitarna jednostka komandosów. Mają trzy godziny, żeby izolować wirus. Jego wydostanie się na zewnątrz grozi ogólnoświatową epidemią. Tymczasem w podziemiach czeka nieznany wróg.

„Resident Evil” to thriller science-fiction oparty na serii popularnych gier komputerowych o tej samej nazwie. Niestety nigdy nie miałem okazji zagrać w choćby jedną część cyklu. Były one jednak nieźle oceniane przez prasę i Internet, a więc spodziewałem się obejrzeć film przynajmniej dobry, wiedząc, że mimo wszystko stworzenie dobrej ekranizacji gry komputerowej jest rzeczą niesłychanie trudną (wspomnę np. o Tomb Raider czy Street Fighter i Mortal Kombat, po których oczekiwano znacznie więcej niż to, czym twórcy zdołali widzów uraczyć).

Żeby już jednak nie owijać w bawełnę, tradycyjnie najpierw wspomnę o grze aktorskiej. W „Resident Evil” stoi ona na niskim poziomie. Nie jest to totalna katastrofa, ale łatwo poczuć sztuczność aktorów w odgrywaniu roli. Tyczy się to nawet Milli Jovovich, będącej główną bohaterką – mimo, iż na tle pozostałych ludzi zatrudnionych do grania, niewątpliwie się wybija.

Na pochwałę zasługują natomiast efekty specjalne. Dobrze wyglądają hordy zombich, które pojawiły się w laboratorium po wydostaniu się wirusa. Ale tylko dobrze, gdyż podobne możemy oglądać w filmach z serii „XXX żywych trupów”. Bardzo ciekawie wyglądają też zombie-dobermany. Są to ożywione psy, na których wiszą strzępki mięsa, a same zwierzaki ubrudzone są krwią – robi to w kinie naprawdę niezłe wrażenie. W filmie jest wiele dobrze wykonanych walk i strzelanin, ale po jakimś czasie zaczynają one przypominać bezmyślne sieczki z kiepskich horrorów typu Gore. Wtedy też napięcie znacznie spada i widz zaczyna się najwzyczaniej w świecie nudzić…

Odnośnie napięcia – film trzyma w nim przez bardzo długi czas. Produkcja momentami podchodzi pod horror, gdyż podczas niektórych scen można rzeczywiście podskoczyć w fotelu. Jak już jednak mówiłem, stopniowo owe napięcie spada. Powoli, małymi kroczkami, aż film zaczyna nudzić. I to właśnie spowodowało, że czegoś mi w „Resident Evil” brakuje – nie to już, że nudzi, nie to też, że aktorzy kiepsko się spisali – ale jakoś nie odpowiada mi często wykorzystywany standard typu „oddział komandosów wkracza do akcji, drzwi za nimi się zamykają no i trzeba uciec”. Tym bardziej, że z czasem następuje mozolna eksterminacja głównych bohaterów. Gdyby chociaż to stało na dobrym poziomie, ale nie… tu też zastosowano sporo wykorzystanych już w wielu innych produkcjach rozwiązań – np. „Uciekajcie stąd, zostanę tu, niech zombiaki zeżrą mnie!”. Oczywiście nie jest to cytat, ale jedna z kwestii mówionych wyglądała bardzo podobnie. Ogólnie zresztą dialogi są dość sztuczne. Aha i gdyby jeszcze dobrze splagiatowano te rozwiązania… ale nie, i w tym przypadku twórcy musieli coś schrzanić…

Żeby jednak nie narzekać, wspomnę że film obfituje w bardzo dobrą muzykę i udźwiękowienie. Nie jest to może jakieś cudo, ale łatwo wpada w ucho i spodobała mi się na tyle, że pobrałem z netu kilka utworów. Na oprawę dźwiękową w „Resident Evil” naprawdę trudno narzekać.

Ocena filmu nie jest prostą sprawą. Produkcja ma kilka zalet, takich jak muzyka, efekty specjalne oraz napięcie, w którym trzyma mocno do pewnego momentu. Ma też wiele poważnych wad, z których najważniejsze to sztuczna gra aktorska, równie sztuczne dialogi, jak i szereg używanych w wielu innych filmach rozwiązań, z których jedno przedstawiłem w recenzji, a znacznie więcej można wyłapać podczas oglądania. Ogólnie film jest raczej przeciętny. Można to obejrzeć, ale trudno spodziewać się rewelacji. Dlatego też ocena jest taka, a nie inna…

PS. Na koniec dodam jeszcze, że „Resident Evil” ma niczego nie wyjaśniające, otwarte zakończenie – tak, że jeżeli widz chce się dowiedzieć, co było dalej, musi obejrzeć część drugą, która, jakby nie mówić, jest dużo lepsza niż 'jedynka'.

Tytuł: Resident Evil
Tytuł oryginału: Resident Evil
Reżyseria: Paul Anderson
Scenariusz: Paul W.S. Anderson
Muzyka: Marco Beltrami , Clint Mansell
Data premiery: 2002-07-26 (Polska) , 2002-03-12 (Świat)
Czas trwania: 100 minut
Kraj: USA
Obsada: Milla Jovovich, Michelle Rodriguez, Eric Mabius, James Purefoy

Ocena: 5/5

Dyskusja