Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Revenge of the Living Zombies”

„Revenge of the Living Zombies” wpadł mi w ręce przypadkiem na konwencie Imladris w Krakowie. Szukałem czegoś o żywych trupach i sprzedawca polecił mi ten film. Mógł się bardziej postarać…

Sprawna realizacja od strony technicznej nie może zrekompensować jednego podstawowego mankamentu – film jest w wielu punktach kopią stareńkiej „Nocy żywych trupów” Romero. Hinzmanowi (który zresztą w filmie Romero grał pierwszego napotkanego żywego trupa) najwidoczniej brakło pomysłu na skonstruowanie trzymającego się kupy scenariusza i w momentami posiłkował się rozwiązaniami zastosowanymi przez Romero.

Nie jest to jednak miejsce na rozważania nad granicą między inspiracją a plagiatem.

I choć kilka elementów w filmie Hinzmana (małe grupki facetów chodzą po polach i zabijają zombie, zombiaki giną tylko od strzału w głowę, na końcu dwoje głównych bohaterów ginie zabitych omyłkowo przez polujących na zombie miejscowych) jest praktycznie kopią z „Nocy żywych trupów”, trzeba przyznać, że film ogląda się przyjemnie i bez negatywnych odczuć.

Większość żywych trupów jest porządnie zrobiona od strony wizualnej (czyt. ucharakteryzowana 😉 ). Muzyka, choć na pewno nie pomysłowa, jest odpowiednio dobrana. Gra aktorska, choć oczywiście nie jest wysokich lotów, nie powoduje jednak chęci natychmiastowego wyłączenia telewizora. Filmy o żywych trupach tradycyjnie nie grzeszą dobrym aktorstwem i ten w swojej klasie utrzymuje się na poziomie średnim – ani dobrze, ani bardzo źle.

Efekty specjalne, biorąc odpowiednie poprawki – na fakt, że film powstał prawie 20 lat temu i na to, do jakiego należy gatunku – są wykonane bardzo porządnie. Niestety, reżyser widocznie nie zorientował się w porę, że ma na planie dobrych fachowców od efektów i nie zdążył zlecić im wymyślenia porządnych przebudzeń zombie. Moment gdy zabity człowiek budzi się jako zombie, wygląda niezbyt ciekawie – ot leży sobie i leży, w pewnym momencie następuje zbliżenie na twarz i umarlak nagle otwiera oczy. Można to było wykonać ciekawiej…

Ogólnie „Revenge of the Living Zombies” jest filmem średnim i nierównym. Momenty pomysłowe i dobrze wykonane przerywane są scenami niedopracowanymi lub skopiowanymi z „Nocy żywych trupów”. I choć technicznie trudno temu filmowi coś zarzucić, to jednak pozostawia po sobie uczucie pewnego zawodu.

Tytuł: Revenge of the Living Zombies (znany także jako Zombie Nosh lub Flesheater)
Reżyseria: S. William Hinzman
Scenariusz: S. William Hinzman
Data premiery: 1988
Czas trwania: 88 minut
Kraj: USA
Obsada: S. William Hinzman, John Mowod, Leslie Ann Wick, Kevin Kindlin, James J. Rutan, Denis Morrone, Lisa Smith

Ocena: 5/5

Dyskusja