Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Robocop”

Będąc kilkuletnim chłopcem, za nic w świecie nie mogłem się przekonać do bardzo popularnych niegdyś produkcji science-fiction, takich jak Terminator czy Tron. Moi ówcześni rówieśnicy uwielbiali wręcz tego typu filmy, ja natomiast nigdy za nimi nie przepadałem. Los lubi jednak płatać figle i w kilka lat później ni stąd ni zowąd stałem się zagorzałym sympatykiem fantastyki w każdym wydaniu, a wtedy koniec końców musiałem nadrabiać zaległości i zapoznawać się po kolei za największymi klasykami gatunku. Jednym z takich klasyków jest „Robocop”, znany też w naszym kraju pod nazwą „Superglina”. Wstyd się przyznać, ale po raz pierwszy zobaczyłem go dopiero dziewiętnaście lat po światowej premierze.

W przyszłości Detroit jest miastem zarządzanym przez wielką korporację, na jego ulicach panoszy się zbrodnia i przestępczość. Policjant Alex Murphy, który zginął w walce z ulicznym gangiem, zostaje przywrócony do życia jako Robocop – pół-cyborg w stalowej zbroi. Jego powołaniem stanie się bezkompromisowa walka z miejską przestępczością. Wkrótce zyska on znaczną popularność, a także nowych wrogów…

Fabuła przedstawia się całkiem przyzwoicie. Jak na tamte czasy, była ona nawet dość oryginalna. Fakt, że twórcy „Robocopa” czerpali inspirację z japońskich kreskówek anime – „8th Man” oraz „Uchu keiji Gyaban” zdaje się tutaj nie przeszkadzać, zresztą ośmieliłbym się twierdzić, że bardzo niewielu współczesnych sympatyków science-fiction owe bajki anime zna. Motyw ze śmiercią policjanta wydaje się być dość ciekawy, zastanawiające jest jednak, dlaczego wyprodukowany został zaledwie jeden robot, podczas gdy ulice Detroit miały być patrolowane przez kilkadziesiąt takich maszyn? Nikt chyba sobie podobnego pytania nie zadał… Cóż, jest to jeden z wielu kruczków, na które trzeba podczas oglądania „Robocopa” przymknąć oko.

Zatrudnieni do filmu aktorzy niestety nie pokazali niczego nadzwyczajnego. Większość z nich spisuje się, możnaby rzec, znośnie, to znaczy nienajgorzej, ale też bez większych rewelacji. Najgorsze wrażenie zrobił na mnie Miguel Ferrer, który wcielił się w Boba Mortona, biznesmena, który wyprodukował superglinę. Wypada on bardzo słabo. Dobrze prezentuje się za to Kurtwood Smith, odgrywający jednego z dwóch głównych czarnych charakterów. Smithowi przypadła w udziale rola Clarence’a Boddickera, gangstera, którego szajka zabiła niegdyś policjanta Alexa Murphy’ego, późniejszego Robocopa. Nienajgorsi są też Nancy Allen i Ronny Cox (filmowi oficer Lewis i Dick Jones). Jeśli jednak oceniać całokształt gry aktorskiej w „Robocopie”, mimo wszystko pozostaje spory niedosyt.

Podczas oglądania towarzyszyła mi całkiem przyjemna, wpadająca w ucho muzyczka. Większość odtwarzanych tutaj utworów pojawia się odpowiednich ku temu momentach, dzięki czemu melodie idealnie wpasowują się w tło filmu. Niekiedy budują napięcie, innym razem pomagają we wzbudzeniu w widzu żalu lub smutku. W każdym bądź razie, w pamięć zapada zwłaszcza bardzo podniosły, można by nawet rzecz że patetyczny motyw przewodni. Zwykle pojawia się on w najbardziej 'kosmicznych' momentach, a więc na przykład wtedy, gdy Robocop sam w pojedynkę prowadzi odstrzał gangsterskiej zwierzyny, zbierającej się w stadzie liczącym kilkudziesięciu osobników.

No właśnie… heroizacja głównego bohatera to jedna z głównych cech filmów podobnych „Robocopowi”. W dziele Verhoevena tytułowy Superglina to niepokonany wojownik, nieustraszony strażnik prawa, niezniszczalny eksterminator wszystkiego co złe i nieprawe. Tak, już widzę te grymasy na twarzach osób czytających poprzednie zdanie. Taki a nie inny główny bohater nie jest jednak moim zdaniem wadą. W każdym bądź razie wolę miłujących prawo świętoszków aniżeli antybohaterów, którzy ostatnimi czasy wyrastają w fantastyce jak grzyby po deszczu. Kiedyś dzieciakom imponował Robocop, stróż prawa, dziś imponują gangsterzy i płatni zabójcy. Smutne, ale prawdziwe.

Nieodłącznym elementem filmów z gatunku science-fiction są efekty specjalne. Fajerwerki fundowane nam przez twórców „Robocopa” robiły dwadzieścia lat temu bardzo dobre wrażenie. Także i dzisiaj wyglądają całkiem przyzwoicie, choć lata ich świetności dawno minęły. Pełno tu zapierających dech w piersiach pościgów oraz efektownych strzelanin. Świetnie prezentują się też sam Robocop i jego główny przeciwnik. Nic więc dziwnego, że w 1988 „Robocop” otrzymał Saturna za najlepsze efekty specjalne, a rok później był nominowany do BAFTY w tej samej kategorii. Bez wątpienia, efekty to jedna z najmocniejszych stron filmu.

Podsumowując, „Robocop” to bardzo solidny obraz. Większość zagorzałych sympatyków kina science-fiction zapewne dawno zdążyła się z nim zapoznać, jednak tym, którzy filmu nie widzieli, radzę czym prędzej nadrobić tę zaległość. Bardzo dobra muzyka, świetny scenariusz, niezłe, ociekające humorem dialogi, a także doskonałe efekty specjalne sprawiają, że jest to bez wątpienia obraz warty uwagi.

Tytuł: Robocop (choć film znany jest też pod nazwą „Superglina”)
Tytuł oryginału: Robocop
Reżyseria: Paul Verhoeven
Scenariusz: Michael Miner , Edward Neumeier
Muzyka: Basil Poledouris
Data premiery: 1987-12-30 (Polska) , 1987-07-17 (Świat)
Czas trwania: 101 minut
Kraj: USA
Obsada: Peter Weller, Nancy Allen, Ronny Cox, Kurtwood Smith, Miguel Ferrer

Ocena: 8/5

Dyskusja