Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Siedem”

Do obejrzenia „Siedem” zachęciła mnie czwarta odsłona znanej komputerowej gry „SWAT”. Od małego miałem słabość do wszystkiego, co związane z policją, zwalczaniem przestępczości oraz działaniami antyterrorystycznymi. Dlatego też gdy na pudełku od gry zauważyłem napis „Efektowne akcje amerykańskich gliniarzy w mrocznym klimacie filmu Siedem”, postanowiłem, że tą czy inną drogą muszę ten obraz dostać w swoje ręce. Już miesiąc później pewne kobiece pismo jako superdodatek do gazety dołączyło „Siedem” w wersji na DVD. Oczywiście, nie mogłem przegapić takiej okazji. Nie przegapiłem, gazetę zakupiłem, film obejrzałem… i nie zawiodłem się.

Bohaterami obrazu jest para detektywów, pracujących w wydziale zabójstw. Starszy William Somerset, jest przeciwieństwem młodszego Davida Millsa. Spokój i rozsądek przeciwstawiony młodzieńczemu zapałowi i chęci pokazania wszystkim swoich zdolności, jakiekolwiek by one były. Freeman, mający odejść w ciągu tygodnia na emeryturę i opuścić znienawidzoną metropolię, pragnie przekazać całą sprawę Millsowi, który wprost pali się do rozwikłania zagadkowych morderstw. Mills z kolei nie może obejść się bez doświadczenia swojego partnera. Chcąc nie chcąc – muszą pracować razem.

Główną rzeczą, na którą zamierzałem zwrócić uwagę oglądając „Siedem” było podobieństwo w klimacie do rzeczonej gry „SWAT”. I o ile w filmie znajduje się raptem jedna brawurowa akcja oddziałów policyjnych oddziałów, o tyle nastrój jest niesamowity. Możnaby rzec, że identyczny jak w większości misji w grze. Motyw siedmiu grzechów głównych został tutaj zastosowany w iście doskonały sposób. „Siedem” to obraz, który naprawdę daje do myślenia. Film, który w pewnym sensie uświadamia, że z prawdziwym piekłem mamy do czynienia już tutaj, na ziemi… A jeśli obecne życie jest takie złe… to czego można się oczekiwać po prawdziwym Piekle? „Siedem” jest produkcją niezwykle pesymistyczną. Pesymizm ten można odczuć właściwie w każdej scenie, film wręcz nim emanuje. Mimo to, ogląda się go z ogromnym zaciekawieniem. Mimo, iż początki wydają się momentami nudne, akcja rozkręca się w iście niecodzienny sposób, a fabuła przybiera kilka wielce nieoczekiwanych zwrotów. Scenariusz jest niemalże doskonały, pokuszono się w nim o parę oryginalnych rozwiązań. Bo czy normalnym jest, że zabójca sam zgłasza się na policję i twierdzi, że chce zagrać z funkcjonariuszami w pewną grę? Z całą pewnością nie… mnie też się tak wydawało i przez ostatnie pół godziny trwania filmu byłem przekonany, że policjanci mimo wszystko schwytali nieodpowiednią osobę. No i to nieoczekiwane, druzgocące, i w koniec końców nienajlepsze zakończenie…

Jedną z najbardziej pozytywnych cech „Siedem” jest doborowa obsada oraz doskonała gra aktorska. W filmie tym możemy zobaczyć między innymi Morgana Freemana, Brada Pitta, oraz Gwyneth Paltrow. Są to więc gwiazdy znajdujące się w ścisłej czołówce ludzi Hollywoodu. Wszyscy bez wyjątku spisują się tutaj bardzo dobrze. Najlepsze wrażenie robią oczywiście odwtórcy ról detektywów, a więc Freeman i Pitt, ale świetnie zagrał też Kevin Spacey, który to wcielił się w postać Johna Doe, psychopatycznego zabójcy. Co prawda widz ma okazję zapoznać się z nim dopiero w ostatnich kilkunastu, kilkudziesięciu minutach filmu, ale nawet przez ten krótki czas Spacey nadaje swemu bohaterowi beznamiętności, niewrażliwości, oraz, przede wszystkim – tajemniczości i zagadkowości. Niewątpliwie, gra aktorska oraz ich dobór to jedna z najmocniejszych stron filmu.

Całość dopełniają nienajgorsze zdjęcia, sprawny montaż oraz przyjemna dla ucha oprawa dźwiękowa. Muzyka odtwarzana w „Siedem” jest bardzo różna, twórcy prezentują nam np. klasyczne melodie, tylko po to, by po jakimś czasie wystartować z ciężkim, rockowym brzmieniem. Mimo tej różnorodności, utwory, jakich przyszło mi słuchać w filmie, były bardzo adekwatne do scen, którym podbudowywały klimat.

Czy zatem film ma jakieś wady? No cóż, wad w pełnym znaczeniu tego słowa w „Siedem” raczej nie znajdziemy. Jest za to kilka drobnych niedociągnięć. Przede wszystkim, obraz dość długo się rozkręca. Przez pierwszą ćwiartkę filmu dzieje się tutaj bardzo niewiele. Później jest oczywiście znacznie lepiej, akcja nabiera tempa i dynamiki. Mimo to, w dalszym ciągu pojawiają się przydługawe, nużące sceny. Głównie chodzi mi o te fragmenty, które mają niewielkie znaczenie dla obrazu i dla śledztwa prowadzonego przez detektywów. Fakt faktem, scen takich jest niewiele – ale powodują one czasem zastój w akcji, że tak powiem. Widz ma wrażenie że w końcu zacznie się coś dziać, że fabuła w końcu przyspieszy… i nagle stop. Być może niektórzy stwierdzą, że czepiam się szczegółów, że na siłę próbuję znaleźć jakiekolwiek niedociągnięcia. Ale muszę przecież usprawiedliwić czymś fakt, że film dostanie ode mnie ósemkę, czyż nie? Gdyby bowiem nie miał wad, musiałby otrzymać najwyższą z możliwych ocen. A owe przydługawe sceny są momentami zauważalne i odczuwalne. No i ten, jakby nie mówić, nudny początek…

Mimo wszystko,” Siedem” to obraz warty obejrzenia. Bardzo dobra fabuła, wyśmienity scenariusz, oraz doskonała gra aktorska i niezgorsza muzyka sprawiają, że jest to film, który powinni poznać wszyscy miłośnicy mocnych thrillerów i skomplikowanych kryminałów. Poza tym, dzieło Finchera przez wielu uznawane jest za klasyk gatunku. A to mówi samo za siebie.

Tytuł: Siedem
Tytuł oryginału: Seven (aka Se7en)
Reżyseria: David Fincher
Scenariusz: Andrew Kevin Walker
Muzyka: Howard Shore , Jan Sebastian Bach
Data premiery: 1996-02-15 (Polska) , 1995-09-22 (Świat)
Czas trwania: 123 minuty
Kraj: USA
Obsada: Morgan Freeman, Brad Pitt, Gwyneth Paltrow, Kevin Spacey, Daniel Zacapa

Ocena: 8/5

Dyskusja