Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Srebrna Kula”

Ekranizacje prozy Stephena Kinga mają to do siebie, że nigdy nie wiadomo, czego należy po nich oczekiwać. Dzieła tego autora były przenoszone na duży ekran wiele razy. Wśród tego ogromu filmowych produkcji znalazło się miejsce na bliskie doskonałości perełki (choćby Zielona Mila), solidne lecz niewybijające się z tłumu obrazy (Miasteczko Salem) czy też absolutnie nie warte oglądania gnioty (Dzieci Kukurydzy). „Srebrna Kula” jest ekranizacją opowiadania „Rok Wilkołaka” i niestety, należy do ostatniej wymienionej przeze mnie kategorii. Dzieło Daniela Attiasa to coś wybitnie przeciętnego. Tak przeciętnego, że nie warto na to patrzeć.

Mieszkańcy spokojnego dotąd amerykańskiego miasteczka od niedawna żyją w ciągłym strachu. W ich okolicy ktoś popełnia okrutne zbrodnie. Ciała odnajdywane są w kawałkach i wyglądają, jak gdyby rozszarpało je jakieś ogromne zwierzę. Szeryf jest przekonany, że zabójca to psychopatyczny morderca. Dochodzenie jednak nie przynosi rezultatów. Zabójca jest nieuchwytny, a ludzie wciąż giną. Dopiero młody kaleki chłopiec, Marty, zaczyna podejrzewać, że sprawca nie jest człowiekiem. To nie przypadek, że śmierć coraz to kolejnych ofiar związana jest z nadejściem pełni księżyca.

Pierwsza silniejsza emocja, która mną targnęła już w parę chwil po uruchomieniu filmu, tyczy się aktorów zatrudnionych do obrazu. Wiele twarzy wydawało mi się znajomych, choć za nic w świecie nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie je wcześniej widziałem. Wyjątek stanowiła Megan Follows, którą natychmiast pokojarzyłem z ekranizacją „Ani z Zielonego Wzgórza”. Tak czy inaczej, gra aktorska w „Srebrnej Kuli” nie zachwyca. Mamy tu do czynienia z grą znośną – w przypadku wspomnianej Megan Follows, ale też Corey’a Haima, ale i grą bardzo słabą – jak na przykład Everet McGill czy Gary Busey. Zwłaszcza Busey zrobił na mnie negatywne wrażenie. Oglądać go na ekranie to doprawdy żadna przyjemność.

Podkład dźwiękowy „Srebrnej Kuli” bardziej pasowałby do filmu familijnego niż czegoś, co w swoich zamierzeniach ma być horrorem. Co chwila słyszymy ciepłe, melodyjne kawałki, które tak naprawdę burzą klimat obrazu. Jeśli zaś chodzi o udźwiękowienie – dzieło Attiasa prezentuje pod tym względem nienajgorszy poziom, ot taki, by nie można mu było czegokolwiek zarzucić.

„Srebrna Kula” to film o wilkołakach. A właściwie o wilkołaku, bo w scenariuszu mowa tylko o jednym likantropie. W czasie ponad półtoragodzinnego seansu kilkakrotnie przyszło mi zobaczyć ową bestię. Jej wygląd nie budzi większych zastrzeżeń. Prezentuje się ona tak jak powinna, choć przyczepiłbym się do sposobu animacji. Potwór niekiedy porusza się lekko nienaturalnie, rzekłbym sztywno. W pewnym stopniu tłumaczy to jednak wiek filmu, bowiem technologia komputerowa sprzed dwudziestu lat znacznie różni się od obecnej.

Na pudełku widnieje duży napis „Scenariusz: Stephen King”. Jednak po obejrzeniu filmu nie byłem pewien, czy powinienem dawać mu wiarę. Jeśli scenariusz do „Srebrnej Kuli” rzeczywiście popełnił król horroru, to bardzo się na nim zawiodłem. Popełnił on bowiem pewien podstawowy błąd. Mianowicie, widz już w połowie seansu dowiaduje się, kim jest nawiedzający miasteczko wilkołak i przez następne kilkadziesiąt minut ogląda bezsensowne podchody, jakie czynią wobec siebie dwie strony – potwór oraz chłopiec, który go zdemaskował. Innymi słowy, scenariusz filmu wyjawia widzowi wszystkie swe tajemnice na długo przed zakończeniem.

Ogólnie rzecz biorąc, „Srebrna Kula” to obraz bardzo przeciętny. Nie dostrzegłem w nim żadnych druzgocących wad, ale z drugiej strony oglądałem go bez większych emocji. Poza tym, film ten pod żadnym względem nie przypomina horroru. Horror powinien wbijać widza w fotel, powinien go straszyć. A „Srebrna Kula” po prostu nudzi. Obejrzeć można – ale po co?

Tytuł: Srebrna Kula
Tytuł oryginału: Silver Bullet
Reżyseria: Daniel Attias
Scenariusz: Stephen King
Muzyka: Jay Chattaway
Data premiery: 1985-10-11
Czas trwania: 95 minut
Kraj: USA
Obsada: Corey Haim, Everett McGill, Gary Busey, Megan Follows, Robin Groves

Ocena: 4/5

Dyskusja