Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Troja”

Pamiętam, że pierwszą reklamę „Troi” przyszło mi obejrzeć w lutym 2004 roku, a więc na trzy miesiące przed jej światową premierą. Trailer zrobił na mnie ogromne wrażenie. Doskonale pamiętam te ciarki, które przesły mnie po plecach, gdy na wielkim ekranie zobaczyłem tysiące okrętów płynących na Troję. Muszę to koniecznie obejrzeć, pomyślałem. I obejrzałem. Film mi był dobry, ale nie aż tak, jak się spodziewałem. Dziś, będąc w wypożyczalni DVD, wziąłem „Troję” z zamiarem ponownego jej obejrzenia i napisania tej recenzji. Cóż mogę powiedzieć? Jest to obraz dobry i nic ponadto.

Każdy kto ukończył szkołę podstawową lub gimnazjum (a jeśli jest zdolny to obie te szkoły :P) wie doskonale, na czym polegał spór między Spartanami a Trojanami. Historia ta nie jest zbyt skomplikowana. Otóż, po długich negocjacjach, udało się zawiązać pokój między tymi dwoma narodami. Podczas przyjacielskiej uczty młody trojański książe Parys zakochuje się w spartańskiej królowej, Helenie. Wiedziony miłością porywa ją i zabiera ze sobą do Troi. Jej grecki mąż, Menelaos, czuje się urażony – skądinąd całkiem słusznie. Wyrusza więc na Troję i oblega ją wraz ze swoimi wojskami. Rozpoczyna się wyniszczająca wojna między dwoma narodami.

Nie owijając w bawełnę powiem, iż po obejrzeniu filmu i wcześniejszym zapoznaniem się z Iliadą jestem lekko zbulwersowany przeinaczeniami, których w „Troi” jest całkiem sporo. Przede wszystkim, zabito tutaj Menelaosa, podczas gdy Parys, który według mitologii zginął, pozostał przy życiu. Kolejna sprawa… każdy chyba wie, że wojna trojańska trwała dziesięć lat. Tymczasem film pokazuje co innego. W „Troi” cała ta wojna trwa nie więcej niż trzy tygodnie. Należy w to wliczyć dwanaście dni, które zgodnie z dawną grecką tradycją, trwały uroczystości pogrzebowe. W tym przypadku mowa o pogrzebie Hektora. Skoro więc mamy niespełna dwutygodniowy pogrzeb… to na samą wojaczkę zostaje nie więcej niż dziesięć dni. Wojnę, która w rzeczywistości toczyła się 10 lat, reżyser zamknął w dziesięciu dniach. Toż to zakrawa o śmieszność!

Poziom gry aktorskiej w „Troi” jest bardzo nierówny. Niektórzy spisali się lepiej, niektórzy gorzej. Do tej pierwszej grupy należałoby zaliczyć Brada Pitta. Wykreował on doskonały obraz Achillesa – dzielnego wojownika, rozrywanego przez wewnętrzne, osobiste rozterki. Parys, którego zagrał Orlando Bloom, to już znacznie słabszy punkt filmu. Słynny Legolas może nie odegrał swojego bohatera specjalnie słabo, ale po tym co pokazał we „Władcy Pierścieni” miałem prawo spodziewać się po nim czegoś więcej. Jeszcze słabiej jest z Diane Kruger, której w udziale przypadła rola Heleny. Odniosłem wrażenie, iż gra ona bezpłciowo, bez większego zaangażowania w to, co robi. Kilka ciepłych słów należy się za to Ericowi Bana. Odgrywany przez niego Hektor to zaraz po Achillesie najlepiej wykreowana postać „Troi”. Co do aktorów drugoplanowych – tu akurat nie można mieć większych zastrzeżeń. Większość z nich zagrała na tyle dobrze, że nie dopatrzyłem się bardziej znaczących zgrzytów.

Muzyka, jak to w przypadku filmów „historycznych” bywa, jest podniosła i patetyczna. Generalnie, jestem miłośnikiem tego typu brzmień… jednak nie wiedzieć czemu, motywy prezentowane w „Troi” jakoś niespecjalnie przypadły mi do gustu. Kilka ciekawszych utworów, zwłaszcza tych, w których obecny był delikatny, kobiecy głos zrobiło na mnie dobre wrażenie, jednak całokształt muzyki i udźwiękowienia prezentuje się po prostu przyzwoicie… ale nic ponadto.

Jeśli chodzi o sceny batalistyczne… jest to mocna strona „Troi”, chociaż z drugiej strony nie zobaczyłem tu nic ponadto, co widziałem we „Władcy Pierścieni”. Bitwy są zrealizowane bardzo dobrze, choć nie uświadczymy na tym polu większych rewelacji. Mianem fenomenu można natomiast nazwać pojedynki. Te prezentują się znakomicie. Najlepsze wrażenie zrobiła na mnie oczywiście walka Hektora z Achillesem, choć podczas dwu i półgodzinnego seansu natknąłem się też na kilka innych doskonale zrealizowanych starć jeden na jeden. Ogólnie rzecz biorąc, całokształt batalistyki wychodzi filmowi na plus.

Jeśli miałbym zsumować wszystko to, co dotychczas napisałem, to okazałoby się, iż „Troja” posiada tyle samo zalet, co i wad. Wniosek z tego taki, iż film Petersena nie jest żadną rewelacją. Tak naprawdę jest to obraz na jeden raz, który owszem, ogląda się przyjemnie… ale nie chce się do niego wracać. Pod względem technicznym „Troja” prezentuje się bardzo przyzwoicie, ale nie mogę wybaczyć jej historycznych przeinaczeń, w które film obfituje. Na Boga, to miał być obraz historyczny a nie fantasy bazujące na historii. Ogólnie rzecz biorąc, po obejrzeniu „Troi” mam mieszane odczucia. Dlatego też uważam, że piątka w dziesięciostopniowej skali będzie jak najbardziej sprawiedliwą oceną.

Tytuł: Troja
Tytuł oryginału: Troy
Reżyseria: Wolfgang Petersen
Scenariusz: David Benioff
Muzyka: James Horner
Data premiery:2004-05-14 (Polska) , 2004-05-09 (Świat)
Czas trwania: 163 minuty
Kraj: USA
Obsada: Orlando Bloom, Brad Pitt, Diane Kruger, Eric Bana, Brendan Gleeson

Ocena: 5/5

Dyskusja