Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Tron”

„Tron” to film, na który natknąłem się zupełnie przypadkowo. Wracając do domu po całodniowym wyjeździe miałem nadzieję, że zdążę jeszcze obejrzeć animowaną komedię „Garfield”, na którą od dłuższego czasu zacierałem ręce. Niestety, przyjechałem godzinę później niż się spodziewałem i po rzuceniu plecaka w kąt, a następnie uruchomieniu telewizora zauważyłem, że właśnie rozpoczyna się film z gatunku science-fiction. Film, którego tytuł nie był mi wcześniej znany, poza tym iż kojarzył mi się luźno z pewną grą komputerową. Jak się okazało, gra ta powstała na jego podstawie. Pamiętam, że zyskała sobie uznanie w oczach recenzentów. Jednak sama produkcja filmowa prezentuje bardzo przeciętny poziom.

Komputerowy włamywacz Flynn Jeff Bridges próbuje wkraść się do danych pewnej korporacji, aby udowodnić splagiatowanie swojej pracy. Nagle zostaje zdematerializowany i przeniesiony do wnętrza komputera. Od teraz zmuszony jest walczyć o przeżycie w mrożącej krew w żyłach grze komputerowej. Jest jednak w o tyle dobrej sytuacji, że zna program, który sam napisał… jego zadaniem będzie zastąpienie programu głównego przez osobiście stworzoną aplikację Tron oraz wydostanie się z wnętrza urządzenia.

Czego jak czego, ale pomysłu na fabułę twórcom „Tronu” odmówić nie można. Historia człowieka, który dostaje się do wnętrza komputera i jest zmuszony walczyć w nim o przeżycie wydaje się być wielce interesująca. Niestety jednak opowieść, jaką w swoim filmie przedstawia Steven Lisberger w pewnym momencie zaczyna się robić nużąca. A tego właśnie w produkcjach filmowych nie znoszę.

Gra aktorska prezentuje niezbyt wysoki poziom. Do obsady zatrudniono tutaj niezbyt znane osoby, takie jak Bruce Boxleitner czy David Warner. Mimo, iż posiadają oni w swojej karierze spory dorobek filmowy, w „Tronie” grają niezbyt przekonywująco. Podobnie jest też z aktorami odgrywającymi postacie drugoplanowe. Cindy Morgan i Barnard Hughes z całą pewnością starali się wypaść jak najlepiej, jednak nie można powiedzieć, by swój cel osiągnęli. W swoich rolach wyglądają po prostu sztucznie i nic nie można na to poradzić.

Muzyka towarzyszy widzowi w bardzo wielu momentach, jednak jest ona niezbyt porywająca. Nie spełnia swojej roli, nie buduje klimatu ani nie potęguje napięcia. Zresztą w przypadku „Tronu” mówienie o jakimkolwiek napięciu czy choćby zaciekawieniu tym, co się dzieje na ekranie, wydaje się być swojego rodzaju niedorzecznością. Zdaję sobie sprawę, że wielu uważa tę produkcję za klasykę kina science-fiction. Część pewnie zaraz stwierdzi, że nie mam w sobie ani odrobiny wyrozumiałości i nie jestem w stanie przymknąć oka na niektóre szczegóły. Otóż prawda wygląda inaczej… według mnie jedyną ciekawą cechą filmu są efekty specjalne, które w czasach gdy powstał obraz robiły doprawdy piorunujące wrażene. Zresztą do dzisiaj zdają się prezentować całkiem przyzwoity poziom. Mimo to historia, którą „Tron” opowiada po prostu do mnie nie przemówiła. Może wina leży częściowo po mojej stronie, bo przyznaję, że często nie trawię tego typu futurystycznych i przekombinowanych obrazów. Niemniej jednak na wszystko, co miało miejce na ekranie patrzyłem bez większych emocji.

Oszałamiające wrażenie robią efekty specjalne. W „Tronie” 'zwykły' film w doskonały sposób spotyka świetnie zaprojektowaną animację. Pokaz komputerowych możliwości możemy oglądać właściwie na każdym kroku. Istnym majsterszykiem są sceny wyścigów futurystycznych pojazdów. Sama scenografia, będąca efektem komputerowym, wygląda bardzo ładnie. Podobne wrażenie robią kostiumy. Dzisiejszemu widzowi mogą się one wydać nieco archaiczne, jednak w chwili gdy powstawał film, uznawano je za jedną z jego największych zalet. Koniec końców to właśnie w tej a nie innej kategorii „Tron” dostał nagrodę Saturna. Był też nominowany do Oscara, ale nie udało mu się go zdobyć.

„Tron” to średnio ciekawy film. Produkcja Lisbergera to dzieło bardzo przeciętne, które ogląda się z wątpliwą satysfakcją. Kiepska muzyka, fatalna gra aktorska, oraz niezbyt porywająca historia to wszystko, co film może widzowi zaoferować. Na plus przemawiają jedynie ładna scenografia i niezłe efekty specjalne. W każdym bądź razie, mnie „Tron” się nie spodobał.

Tytuł: Tron
Tytuł oryginału: Tron
Reżyseria: Steven Lisberger
Scenariusz: Bonnie MacBird , Steven Lisberger
Muzyka: Wendy Carlos
Data premiery: 1982-07-09
Czas trwania: 96 minut
Kraj: USA
Obsada: Bruce Boxleitner, David Warner, Cindy Morgan, Barnard Hughes, Dan Shor

Ocena: 3/5

Dyskusja