Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Wersja ostateczna”

Fakt, że telewizja Canal Plus zamierza wyemitować na swojej antenie „Wersję Ostateczną”, przyjąłem z umiarkowaną satysfakcją. Dwa lata temu, kiedy film wchodził na ekrany kin, i kiedy wzmianka o nim pojawiła się w czasopiśmie Fantasy, stwierdziłem, że nie warto oglądać go na dużym ekranie i postanowiłem przeczekać, dopóki najnowszy utwór Naima nie będzie dostępny na DVD lub w telewizji. Koniec końców, po dwóch latach pojawił się w TV… i totalnie zawiódł moje oczekiwania.

Korporacja Zoe Tech wszczepia w mózgi nienarodzonych jeszcze dzieci mikrochipy, które łączą się z końcówkami nerwowymi odpowiedzialnymi za wzrok i słuch. Sprawia to, że życie każdego człowieka, który ma zainstalowany implant, jest ciągle rejestrowane w pamięci chipu. Po śmierci człowieka montowany jest film, który później prezentuje się na pogrzebie. Sceny z życia zmarłych wybierają powołani do tego fachowcy, zwani Wycinaczami. Główny bohater, Alan Hakman, jest uznawany za najlepszego Wycinacza. Twierdzi on, że śmierć nic dla niego nie znaczy i trudni się takim zawodem, ponieważ nie ma szacunku dla życia. Sam siebie nazywa 'zjadaczem grzechów'. Życie Hakmana zmienia się, kiedy dostaje zlecenie złożenia filmu ze wspomnień wysoko postawionego funkcjonariusza Zoe Tech. Wtedy to przez przypadek odkrywa przykre wspomnienie z dzieciństwa, które nie dawało pracownikowi korporacji spokoju przez całe życia. Odkrycie to prowadzi go do intensywnego poszukiwania prawdy o życiu i jego istocie.

Muszę przyznać, że zainteresowałem się tym filmem głównie ze względu na jego fabułę. Wydała mi się interesująca i spodziewałem się, że historia, która zostanie opowiedziana w obrazie, będzie równie ciekawa. Niestety, ostatnio wobec rozmaitych produkcji filmowych rokuję zupełnie nietrafne nadzieje. „Wersja ostateczna”, będąca debiutem reżyserskim Omara Naima, owszem traktuje o bardzo interesującym zagadnieniu, jednak przedstawia je w sposób niedostateczny. Liczyłem, że film zmusi mnie do pewnych refleksji na temat nadmiernego ingerowania w ludzkie życie, ale nie. Warstwa 'duchowa' obrazu, o ile o takiej możemy mówić, została potraktowana po macoszemu i na coraz to kolejne wydarzenia mające miejsce na ekranie patrzy się bez większych emocji.

Główna rola przypadła w udziale Robinowi Williamsowi. Aktor ten moim zdaniem bardziej pasuje do produkcji komediowych, aniżeli thrillerów. W każdym bądź razie mnie lepiej ogląda się go w takich filmach jak „Pani Doubtfire”, gdzie wcielił się w tytułową bohaterkę. Tak czy inaczej, w „Wersji Ostatecznej” Williams wypada niezbyt przekonywująco. Aktorzy drugoplanowi prezentują się bardzo różnie. Na pewno negatywnym zaskoczeniem jest Jim Caviezel, który świetnie zagrał Jezusa Chrystusa w „Pasji”, a tutaj, jako Fletcher jest bardzo sztuczny. W ogóle postacie w filmie są widzowi zwyczajnie obojętne. Najlepszym tego przykładem niech będzie fakt, że śmierć głównego bohatera nie robi na widzu większego wrażenia. Osobiście, nawet nie drgnąłem gdy filmowy Alan Hakman został zastrzelony. A o uczuciach takich jak żal czy chociażby o lekkim poruszeniu, absolutnie nie może być mowy. A do tego wszystkiego należy dodać spłycony do granic możliwości wątek miłosny, z którego w gruncie rzeczy można było dla dobra obrazu zrezygnować.

Oprawa muzyczna filmu nie prezentuje jakiegoś wybitnego poziomu, ale niekiedy zgrabnie wpasowuje się w tło. Można powiedzieć że melodie odtwarzane w trakcie seansu, podobnie jak całość obrazu, nie wzbudzają w widzu żadnych emocji. A tego właśnie nie lubię – kiedy najbardziej odpowiednim gestem służącym podsumowaniu filmu po wyłączeniu telewizora, wydaje się być tylko obojętne wzruszenie ramionami.

To właśnie zgubiło tę ciekawie zapowiadającą się produkcję. Fakt, iż nie wzbudza ona w widzu żadnych większych emocji. Nie ma tu czym się zachwycać, nie ma też czego specjalnie potępiać. Pytanie więc – czy warto w ogóle zabierać się za oglądani filmu? Moim zdaniem nie. Jest to nadzwyczajniej w świecie strata czasu. Sądzę, że lepiej rozejrzeć się w poszukiwaniu czegoś lepszego. Bo ciekawszych tytułów z pewnością nie brakuje.

Tytuł: Wersja Ostateczna
Tytuł oryginału: The Final Cut
Reżyseria: Omar Naim
Scenariusz: Omar Naim
Muzyka: Andrew Lockington , Brian Tyler
Data premiery: 2005-02-25 (Polska) , 2004-10-15 (Świat)
Czas trwania: 95 minut
Kraj: Kanada, Niemcy
Obsada: Robin Williams, Mira Sorvino, James Caviezel, Mimi Kuzyk, Thom Bishops

Ocena: 2/5

Dyskusja