Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Zabobony”

Dwa dni temu miałem okazję obejrzeć bardzo ciekawą, choć i niemłodą już produkcję Jamesa Robersona o nazwie „Zabobony”. Wyprodukowany w 1982 roku film mimo swego sędziwego wieku zdołał zrobić na mnie niemałe wrażenie.

W roku 1692 w miasteczku Black Point skazano na śmierć i stracono czarownicę Elondrę. Kilka dni później z niejasnych przyczyn spłonął miejscowy kościół. A wkrótce przerażająca śmierć zabrała oskarżyciela Elondry. Nikt wtedy jeszcze nie podejrzewał, że dusza wiedźmy powróciła na Ziemię, by siać śmierć i zniszczenie. Tym bardziej, że na ponad 200 lat w Black Point zapanował spokój. Jednak teraz koszmar powraca. Miasteczkiem wstrząsa seria makabrycznych morderstw. Coraz więcej dowodów wskazuje na aktywność sił nieczystych. Inspektor policji Carl Sturgress z pomocą księdza Davida Thompsona starają się rozwikłać tę tajemnicę.

Pierwszą rzeczą, którą można zauważyć już po kilku minutach od uruchomienia filmu, jest raczej nieciekawa muzyka i słaby dźwięk. Być może w latach osiemdziesiątych powodowałaby przechodzenie ciarek po plecach, jednak nie teraz, gdy mamy już dwudziesty pierwszy wiek. Ponure odgłosy mające pobudzić strach lub zaakcentować napięcie budzą raczej poirytowanie. Udźwiękowienie nie jest więc na pewno mocną stroną filmu, jednak można to wybaczyć ze względu na jego 'przedawnienie'.

W „Zabobonach” nie uświadczymy niemal żadnych efektów specjzalnych – a to ze względu na to, że film miał być z założenia dreszczowcem i to nie efektowne strzelaniny czy ucieczki mają być jego esensją. Autorzy uraczyli nas jednak dużą ilością morderstw i trupów. Te pierwsze są ukazywane dość szczegółowo, a widoku tych drugich również nie szczędzono. Mnie to jednak nie przeszkadzało, a nawet wręcz przeciwnie – można powiedzieć, że w pewien sposób budowało atmosferę grozy.

W skład obsady „Zabobonów” wchodzą aktorzy, których dzisiaj mało kto zna i których raczej nie zobaczymy w nowszych produkcjach. Główne role przypadły w udziale Billy Jayne’owi i Albertowi Salmi, a drugoplanowe Lynnowi Carlinowi i Larry’emu Pennellowi. Mimo, że wyszukiwarki w serwisach filmowych milczą, jeśli zapytać je o tych aktorów, to muszę stwierdzić, że z odgrywaniem swoich roli poradzili sobie całkiem nieźle. Na tyle nieźle, że na żadnego z nich nie mogę specjalnie narzekać.
Również do dialogów nie sposób się przyczepić. Brzmią one tak jak powinny, a więc nie uświadczymy tu rozmów o wszystkim i niczym, oraz dłużyzn. Wyglądają naturalnie i za to należy się pochwała twórcom.

Nie mógłbym spać spokojnie, gdybym nie napisał nic o scenie skazania czarownicy Elondry. Jest ona co prawda wtrąceniem do filmu, ale śmiało mogę uznać, że zrobiła na mnie największe wrażenie. Osąd na sali tortur wyglądał naprawdę ciekawie, tak samo jak egzekucja poprzez utopienie. Aktorka grająca Elondrę należycie wczuła się w swoją rolę – i pewnie dlatego tak bardzo zadziałało to na moje emocje. Mamy oskarżyciela z krzyżem w ręku, wzburzony tłum oraz katów – czyli wszystko to, co potrzebne by odbył się ciekawy proces o herezję :D.

Myślę, że „Zabobony” to naprawdę dobra produkcja, która powinna się spodobać każdemu miłośnikowi horroru. To, że film ma już ponad dwadzieścia lat, nie powinno być żadną przeszkodą. Sądzę, że obraz wart jest swojej ceny – która wynosi zaledwie dziewiętnaście złotych. Film można nabyć przez Internet, ale powinien się też jeszcze znajdować w każdym Empiku i większych hipermarketach w koszykach z napisem 'Przecena'. W każdym bądź razie naprawdę warto go obejrzeć.

Tytuł: Zabobony
Tytuł oryginału: Superstition
Reżyseria: James Robertson
Scenariusz: Galen Thompson
Muzyka: David Gibney
Data premiery: 1982
Czas trwania: 85 minut
Kraj: Kanada
Obsada: Billy Jayne, Albert Salmi, Joshua Cadman, Bennet Liss, Johnny Doran

Ocena: 8/5

Dyskusja