Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Zejście”

Zanim udałem się do kina na „Zejście”, dane mi było zapoznać się z wieloma pochlebnymi recenzjami tego obrazu. Po nowym dziele reżysera „Dog Soldiers” nie spodziewałem się niczego nadzwyczajnego, miałem jednak nadzieję, że przyjdzie mi obejrzeć solidny, klimatyczny horror. Teraz, w godzinę po powrocie z kina, mogę śmiało powiedzieć, że „Zejście” to porządna, ale niepozbawiona błędów i niedociągnięć produkcja.

Główna bohaterka, Sarah, po tragicznej śmierci męża i córeczki, przez długi czas nie może się otrząsnąć po tak wielkiej stracie. Wkrótce zostaje zaproszona na wycieczkę w góry, w Appalachy, gdzie wraz z pięcioma przyjaciółkami ma zejść do nigdy jeszcze niebadanego kompleksu podziemnych jaskiń. Kiedy są już pod ziemią, zdają sobie sprawę, że trafiły do innego miejsca niż zamierzały. Próbując naprawić swój błąd, wywołują skalną lawinę, która zasypuje korytarz będący jedyną szansą powrotu. Przypchnięte do muru, usiłują znaleźć inne wyjście z kompleksu. Wkrótce jednak przekonają się, że w jaskini żyją przedziwne, drapieżne istoty, które, jak się okaże, nie gardzą także ludzkim mięsem.

Podobnie jak poprzednie dzieło Marshalla, także i „Zejście” jest filmem niskobudżetowym. „Dog SoldierS” kosztował bardzo niewiele, a mimo to spotkał się z niespodziewanie ciepłym przyjęciem wśród krytyki. Połączenie horroru, thrilleru i sensacji podobało się w Wielkiej Brytanii, w Polsce nieco mniej ale i tak zebrało sporo pochlebnych opinii. „Zejście” jest jednak filmem zupełnie innym aniżeli „Dog Soldiers”. Nie ma tutaj praktycznie nic z komedii czy sensacji. Od pierwszej do ostatniej minuty utwór Marshalla jest thrillerohorrorem. Nie znalazło się miejsce na żadne przerywniki, które pozwoliłyby widzowi odetchnąć po nadmiarze doświadczonych emocji. Nic z tych rzeczy. „Zejście” to film trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty.

Miłym zaskoczeniem była dla mnie całkiem porządna gra aktorska. Spodziewałem się czegoś znacznie gorszego, a tu proszę, taka niespodzianka. Najlepiej spisały się Shauna Macdonald – filmowa Sarah i Natalie Jackson Mendoza – Juno. Nienajgorzej wypada też Nora-Jane Noone w roli Holly. Gra pozostałych aktorek pozostawia właściwie niewiele do życzenia, choć momentami zdarzają się drobne niedociągnięcia i zgrzyty. Ciekawy jest fakt, że w „Zejściu” nie pojawia się praktycznie ani jeden mężczyzna, jeśli nie liczyć męża Sarah, który i tak ginie już na samym początku. A skoro już przy tym nieszczęsnym wypadku jesteśmy, to uważam, że wypadek, który Sarah przeżyła nijak ma się do przygody, która właściwie powinna być ucieczką od osobistych wspomnień głównej bohaterki. Według scenariusza Sarah chciała pokazać, że w dalszym ciągu jest silna psychicznie, że może żyć tak jak dawniej. Niestety skutek jest odwrotny i jedno z drugim nie łączy się praktycznie w żaden sposób.

Jeśli ktoś sądzi teraz, że scenariusz „Zejścia” nie należy do zbytnio skomplikowanych, to ma rację. Jest prosty i przystępny, ale dobrze skonstruowany i pozbawiony większych błędów czy niedociągnięć. Całość sprowadza się do wycieczki sześciu kobiet w góry i ich rozpaczliwej walki o przetrwanie, gdy dochodzą do wniosku, że w jaskini coś żyje. Zupełnie nieudanym pomysłem jest, jak już wyżej wspomniałem, wypadek rodziny Sarah i związana z nim próba przekonania się do własnych możliwości. Ciekawy jest natomiast motyw zdrady Juno – która zostawiła swą przyjaciółkę na pastwę stworów swoją przyjaciółkę po tym, jak zraniła ją przez przypadek w bitewnym zamieszaniu. Podobnie zakończenie, dość nietypowe jak na horror, ale które można interpretować na różne sposoby.

Podczas oglądania filmu widzowi towarzyszy bardzo… ciekawa muzyka. Świetnie wkomponowuje się ona w tło obrazu i zdaje się być doskonale dopasowana do scen, w których się ją odtwarza. Mimo to jest ona, że tak powiem… niecodzienna. Odpowiedzialny za nią David Julyan zaprezentował nieco inne, jakby bardziej podniosłe brzmienia niż te, które dane mi było słyszeć ostatnimi czasy w filmach grozy. Tak czy inaczej, muzyka wraz z udźwiękowieniem stanowi jedną z największych zalet filmu.

To, co odróżnia „Zejście” od dziesiątek innych powstałych niedawno filmów grozy, to klimat. Klaustrofobiczny nastrój jest tutaj wręcz namacalny. Kiedy miłośniczki ekstremalnych wyzwań czołgają się w wąskim przejściu między jaskiniami, ciasnota jest aż odczuwalna. Całość jest natomiast bardzo mroczna. Jeśli nie liczyć kilku początkowych scen, w których miałem okazję podziwiać wspaniałe, doskonale fotografowane skalne urwiska i lasy, to przez niemal cały czas na ekranie panuje ciemność. Reżyser dołożył wszelkich starań, by na planie nie znajdowały się żadne źródła światła oprócz latarek, które trzymały w ręku aktorki. Niektóre sceny były przez to trudne w nagrywaniu, jednak efekt końcowy jest znakomity. Zazwyczaj besztam filmy, w których niewiele widać, jednak w „Zejściu” jest to zaleta. Zwłaszcza, kiedy zaczynają się ujawniać zamieszkujące jaskinie istoty.

No właśnie. Stwory te powstały w wyobraźni Marshalla, jednak pomysł reżysera został zrealizowany przez specjalistów od efektów specjalnych i charakteryzacji. Czas charakteryzacji jednego aktora, który ma później odegrać rolę krwiożerczej bestii, wynosił prawie cztery godziny. Nic więc dziwnego, że prezentowane nam w „Zejściu” monstra robią tak dobre wrażenie. Naprawdę, dawno nie widziałem lepiej wykonanych stworów, które mimo iż od pewnego momentu są widzom ukazywane w pełnej krasie, to i tak potrafią wzbudzić przerażenie. Wyglądem przypominają połączenia orka oraz Golluma z ekranizacji Władcy Pierścieni. Początkowo wydaje się, że jaskinię zamieszkuje jeden pełzacz… później wiadomo, że są przynajmniej dwa. Jakiś czas potem okazuje się, że monstrów jest cała zgraja. W końcu sam widz zaczyna tracić rachubę, a jego przerażenie jest niewiele mniejsze niż uwięzionych w pieczarze kobiet. Cokolwiek by nie powiedzieć, pełzacze to niewątpliwie jedna z najmocniejszych stron „Zejścia”.

„Zejście” jest horrorem, z którym powinni się zapoznać wszyscy miłośnicy gatunku. Nowy film Marshalla nie jest może jakimś przełomowym arcydziełem, ale na pewno utworem wartym uwagi. Świetne pełzacze, zaskakująco dobra gra aktorska, doskonałe zdjęcia oraz mroczny nastrój sprawiają, że obraz mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto gustuje w kinie grozy.

Tytuł: Zejście
Tytuł oryginału: The Descent
Reżyseria: Neil Marshall
Scenariusz: Neil Marshall
Muzyka: David Julyan
Data premiery: 2006-01-27 (Polska) , 2005-03-11 (Świat)
Czas trwania: 99 minut
Kraj: Wielka Brytania
Obsada: Shauna Macdonald, Natalie Jackson Mendoza, Alex Reid, Saskia Mulder, MyAnna Buring, Nora-Jane Noone

Ocena: 7/5

Dyskusja